Dlatego nie powinniśmy już nazywać jej „ziemią świętą”, tak jak nie powinniśmy nazywać obrzezania znakiem przymierza Boga z Jego ludem.
Oczywiście, podróż do Izraela/Palestyny może być cenna ze względów historycznych. Najważniejsze wydarzenia w historii ludzkości miały tam miejsce. Ale nie jesteśmy tam bliżej Boga niż gdziekolwiek indziej. To nie jest jakaś religijna pielgrzymka.
Twierdzenie, że nie-Żydzi wierzący w Chrystusa mają błogosławieństwa A, B, C, ale Żydzi wierzący w Chrystusa mają błogosławieństwa A, B, C i D to pogwałcenie jasnego nauczania Nowego Testamentu, że w Chrystusie jesteśmy ubogaceni we *wszystko*, włącznie z obietnicą ziemi (Mt 5:5).
W Nowym Przymierzu nie musimy iść do świątyni zlokalizowanej w jednym szczególnym miejscu lub jechać do "ziemi świętej", by być bliżej Boga. To "ziemia święta" i świątynia przychodzi do nas. Jest nią Jezus Chrystus, który jest obecny wszędzie tam, gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Jego imię.