czwartek, 29 stycznia 2009

Moda na "wyrównywanie szans"

"W świecie funkcjonują ustanowione przez Boga i wielce wartościowe różnice i rozróżnienia. Czy lepiej jest być bystrym, czy też głupim? Bogatym czy biednym? Bogatym duchowo czy biednym duchowo? Czy lepiej jest studiować Pismo, czy też nie przejmować się nim? Jedną ze współczesnych tendencji jest "wyrównywanie szans". Jest to wyraźna oznaka zawiści i w żaden sposób nie odzwierciedla porządku świata. Kiedy już pogodzimy się ze stworzonymi przez Boga nierównościami, zrozumiemy, jak mamy się rozwijać".

Douglas Wilson, Reformowanie małżeństwa, Biblioteka Reformacji w Polsce, Wrocław 2007, s. 21-22.

11 komentarzy:

  1. W tym momencie nie rozumiem już zawziętości Pastora. Odnoszę wrażenie, że wynika to tyko z niezrozumienia, albo uproswzczenia. Coś w stylu "wyrównywanie szans brzmi jak socjalizm, socjalizm to zło, ergo wyrównywanie szans brzmi jak zło".

    Polityka wyrównywania szans nie zamyka oczu na różnice między ludźmi, wręcz przeciwnie - zwraca na nie szczególną uwagę.
    Nie ma być to "równe życie", ale "równy start" tak, żeby społeczeństwo mogło skorzystać z talentów każdego, a jeśli ktoś jest naprawdę ich pozbawiony - nie wyrzucać go poza swój nawias.

    Co ciekawe, wywodzi się nie z żadnego socjalizmu, a właśnie ukachanego przez Pastora liberalizmu. Ciężka praca i jej owoce są źródłem godności człowieka i jego przydatności dla społeczeństwa. Nie urodzenie, czy dziedziczony majątek. Stąd wyrównywanie szans ma zapewnić zdrową konkurencję pomiędzy talentami ludzi tak, aby społeczeństwo po równej walce wybrało ten bardziej przydatny.


    Swoją drogą, zadziwiające, jak często zdarza się uświęcanie swoich poglądów ekonomicznych poprzez szukanie jakichś cyatów z Biblii na potwierdzenie swojej i obalenie przeciwnej. Co jeszcze ciekawsze, świetnie służy to obu stronom, a przecież poglądy ekonomiczne zawsze służą jakimś interesom i nie ma doktryny idealnej.
    Czyżby Bóg szczególnie ukochał sobie którąś z klas społecznych? Cóż, każda twierdzi, że to właśnie ją.

    OdpowiedzUsuń
  2. do Tamkqn -- Bog ukochal sobie tylko jedna klase spoleczna -- taka, ktora nie domaga sie od innych ludzi czegokolwiek, klase, ktora nie chce byc pasozytem dla innych,

    ta klasa wie, ze nie powinna brac od innych nawet jesli tym innym sie przelewa, nawet jesli wie, ze mogla by te pieniadze lepiej wydac, bo ta ukochana przez boga klasa wie, ze nalezy szanowac prawo wlasnoci,

    jak wyobrazasz sobie wyrownywanie szans, czy zabieram innym by lepiej wyedukowac np. swoje dzieci, bo mnie z moich pienidzy nie stac na to ?? jesli tak, to jakim prawem je zabierasz, albo jakim prawem maja to robic politycy przez ciebie wybrani ??

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat należę do klasy, która raczej "wyżywi się sama" więc pod tym względem niecelny strzał.

    Poza tym - znowu to samo. Bóg nie lubi ludzi o innych poglądach gospodarczych, niż my. Ciekawe, czy Bóg o tym wie.

    A jakim prawem? Cóż, pieniądze można zaobić tylko dzięki społeczeństwu i państwu (ba, gdybyś był sam, po co w ogóle byłyby Ci pieniądze?), a te potrzebują części z nich, żeby właściwie funkcjonować. Myślenie czysto leseferystyczne jest bardzo krótkowzroczne i całkowicie ignoruje całą gamę funkcji społeczeństwa i państwa. Czy Zachód zbiedniał, od kiedy się usocjalizował?

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiscie, ze nie znajdziesz w Bibli stwierdznie, gdzie z nazwy zstanie nazwany jakis system i powiedziane, ze ten jest dobry a inne zle,

    ale jest cale mnostwo tekstow, ktore wskazuja co w sprawach gospodarczych a szczeoglnie od strony jednostki jest dobre,
    chocby "kto nie chce pracowac nich nie je", jest mnostwo o osobistej odpowiedzialnosci za los swoj i swojej rodziny, o tym, ze czlowiek glupi i leniwy powinien cierpiec glod tak aby to glod go w koncu przymusil do pracy
    itp.

    oczywiscie ludzie pewnie tobie podobni stwierdzili, ze biblia (czyli Bog) nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia i ze sami w takim razie wymysla jak powinno byc,
    tylko, ze problem polega na tym, ze my nie mozemy przewidziec np. pewnych konsekwencji, ktore wynikna w 2,3,4 i dalszych pokoleniach

    i jak mozesz pytac czy Zachod zbiednial czy nie, nie chcodzi o to czy zbiednial czy sie zbogacil, wazne jest to co jest sprawiedliwe,
    chodzi o zasady a nie o pragmatyzm,
    choc tak juz tez jest , ze przestrzeganie zasad jest najczesciej bardzo pragmatyczne (choc nie zawsze)

    swoja droga oczywiscie, ze Zachod biednieje, a spoleczenstwa sie psuja, Zachod jeszcze z 20 lat temu byl dosc kapitalistyczny i wypracowal bogactwa, teraz jeszcze z nich korzysta, ale jest juz na rowni pochylej w kierunku biedy, tyle, ze ma z czego spadac, i ten upadek wlasnie obserwujemy

    OdpowiedzUsuń
  5. Kryzys to nie element równi pochyłej, a korekta kursu - takie kryzysiki nawiedzają Zachód od dawien dawna. Zresztą, cykle w gospodarce są czymś normalnym, po hossie musi nadejść bessa, dlatego nie patrzmy w perspektywie 20 lat (chociaż zastanawiam się, jakie wskaźniki w czasie ostatnich 20 lat spadły i ich nie znajduję), ale na przykład 200.

    No i sprawiedliwość to pojęcie względe. Nawet, jeśli powiemy, że jego źródłem jest Bóg, to i tak mamy dziesiątki koncepcji tego samego Boga, a w ich ramach tysiące różnych interpretacji, więc jakim prawem ktoś miałby swoją koncepcję narzucać innym? Między innymi dlatego też teoria ekonomiczna nie pochodzi od Boga, ale od ludzi, którzy tworzą pragmatyczny model pomagający rozwiązywać im przyziemne problemy.

    A że nie możemy przewidzieć konsekwencji? Cóż. To jasne, ale w takim razie teoretycznie mozemy sobie dobrać doktrynę zupełnie dowolnie. Skoro i tak nie wiadomo, co się stanie?

    OdpowiedzUsuń
  6. z jednej strony negujesz wszelkie absoluty i mozliwosc ich poznania a z drugie strony formulujesz jakies ostatecznie wypowiedzi, np. "ale na przyklad 200 lat" a moze sie myslisz, moze 2 miliony lat to dopiero dobry okres aby zbadac jakas doktryne ekonomiczna ?? - to tylk przyklad

    w zasadzie nie majac pewnosci co do podstaw (np. tego co jest dobre , co jest sprawiedliwe) dziwne, ze wogole sie wypowiadasz na jakikolwiek temat, bo dlaczego np. dla ciebie pragmatyzm jest czyms dobrym, a moze jest czyms zlym,
    twierdzisz, ze nic nie mozna ostatecznie poznac, a potem i tak defniujesz swoje wnioski

    skoro nie masz ostatecznej wiedzy albo nie mozesz sie powolac na autorytet, ktory takowa wiedze calkowita posiada, nie powinienes nic mowic i sadzic,
    bo np. niegdy nie wiesz jakie skutki przyniesie w/g ciebie dzis dobre i pragmatyczne dzialnie za np. 1000 lat

    OdpowiedzUsuń
  7. No to wtrącę swoje trzy grosze.
    Z jednym się zgodzę z Anonimowym. Dobrze by było znać formułę/model, który by działał w każdych warunkach geopolitycznych, w każdym etapie rozwoju społeczeństwa, w gospodarce globalnej i w mikrostrukturach... i wtedy powiedzieć - to jest dobre, sprawiedliwe i oczywiście działa. Też bym tak chciał. Tylko czemu wczytywać w Biblię coś czego tam nie ma? Tam nie ma takich rozwiązań. Sprawiedliwym można być w każdym systemie, co więcej każdy system jest sprawiedliwy, o ile ci, którzy są u władzy są sprawiedliwi w świetle Biblii. (założenie: Biblia udziela nam bardzo jasnego i jednoznacznego modelu sprawiedliwości, którym chcemy czy nie - współczesny świat się posługuje). W związku z tym Tamkqun wg mnie ma 100% racji.

    Liberalne hasła wynikające rzekomo nie z pragmatyzmu - to czysta teoria, marzenia, sf. Każdy lubi ciekawe wizje, modele, szklane domy. Jednak realia w jakich funkcjonują społeczeństwa nie pozwolą zastosować jednego (skrajnego) modelu -bo model ten nie zadziała. Dlaczego opiekuńcze państwo ma być z definicji złe? Też możemy sobie zrobić model takiego społeczeństwa i jest pięknie. Wszyscy składamy się na podwyższanie standardów naszego funkcjonowania - teoretycznie jest lepiej, bo duży może więcej. Co w tym niesprawiedliwego, jeśli wszyscy by się zgodzili na taki model? Eh, szkoda, że komunizm nie ma szans zadziałać. Ale tak samo nie zadziała liberalizm -bo to druga skrajność.

    Przepraszam, że piszę takie banały...eh, ale czasami mam wrażenie, że w imię idei ludzie zapominają, że życie na ziemi to nie jest jeszcze raj... to samo tyczy się tych co by chcieli wspólnoty jak i tych co chcieli by, żeby każdy człowiek się "zliberalizował" (uwolnił od państwa )kto to te państwo?:) i w swojej willi otoczonej wysokim na 2m płotem cieszył się swoimi pieniędzmi.

    Ja też czasem czytam Biblię i nie widzę tam pochwały dla żadnego modelu ekonomicznego.
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze jedno:

    O czym ten cytat mówi? Bo chyba jest wyrwany z kontekstu... mogę prosić o jakiś szerszy obraz tego, co autor ma na myśli?


    Samo zrównywanie szans to przecież piękna idea, szanse każdy powinien mieć takie same, a jeśli tak nie jest, to ci, którzy są w stanie to zmieniać powinni to czynić. Szanse mówią raczej o starcie więc nie determinują wyniku, który kształtuje się naturalnie, ale o tym już Tamkqn napisał...
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak widać, w wielu sprawach możemy się zgodzić, pomimo różnic między nami. To budujące.

    Mądre słowa - wszystko zależy od ludzi, nie systemu. Nawet najlepiej zaplanowana gospodarka runie jak domek z kart w konfrontacji z nieuczciwością i chciwością. Z drugiej strony - ludzie radzą sobie w nawet najcięższych warunkach i potrafią zrobić coś z niczego. Z punktu widzenia gospodarki kształtowanie postaw prospołecznych jest na dłuższą metę znacznie ważniejsze, niż polityka podatkowa.

    Co do absolutów, to jeśli mówimy o ekonomii - naprawdę ich nie ma. Możemy jednak ograniczać model do pojedynczego kraju i jego rocznego budżetu, do przedsiębiorstwa, pojedynczego budżetu domowego i tam znajdować jakieś działające rozwiązania. Ich interesy są jednak najczęściej sprzeczne, a Biblia (ani żadna teoria) nam nie powie, który z tych podmiotów powinniśmy traktować nadrzędnie. Mikroekonomia tworzy małe, zamknięte modele, które nawet nieźle działają, ale w żaden sposób nie przekładają się na sprawność działania całości na płaszczyźnie makroekonomicznej.

    Dobrym przykładem jest kultura - jej całkowite urynkowienie przyniesie niezłe odciążenie dla naszych portfeli i budżetu państwa, ale czy to będzie miało znaczenie za 50 lat? A za 200? Dzieło przetrwa wieki, tak, jak my przeżyjemy wzrost podatku z tego tytułu o 0,02 % nawet, jeśli będzie trzeba.
    Zarzut, że ja też próbuję narzucić swoją wolę odeprę tak - nie da się wprowadzić wszytkich modeli na raz, więc najuczciwszy jest ten kompromisowy. Ten jest w najmniejszym stopniu narzucony, a w największym - zaakceptowany i przyjęty. Modele skrajne zawsze będą spotykały się z silną opozycją.

    No i na koniec - przykład. Byłem w te wakacje w kraju, który prowadził bardzo liberalną politykę. Pełen leseferyzm. Prawie zerowe podatki (podobno nie było nawet podatku dochodowego), w zasadzie brak świadczeń socjalnych. W efekcie klasa wyższa stała się jeszcze wyższa, biedna popadła w głód i skrają nędzę i stało się to, co przewidział pieniek - wielkie wille i stanowiska karabinów maszynowych przed nimi. Czy to jest sprawiedliwe? Nie mówię, że sprawiedliwe jest to, co stało się później, czyli rewolucja, lata krwawej wojny domowej, po której rewolucjoniści doszli do władzy (byłem tam w trakcie przejmowania władzy - przywódca rebeliantów został premierem w dniu, w którym się tam zjawiłem). Zostało zniszczone społeczeństwo, państwo policyjne i jeden wielki garnizon.
    Zabawne, że z powodu niepokojów o charakterze ekonomiczno-społecznym nie można czuć się bezpiecznie w kraju, gdzie każdego skrzyżowania bronią żołnierze z bronią automatyczną i granatnikami.
    Ten kraj to Nepal - dziś jeden z najbiedniejszych krajów Azji i świata w ogóle.
    Arystokrata, z którym rozmawiałem powiedział, że żałują, że nie zapewnili wszystkim edukacji przed rewolucją, bo to z pewnością by ich przed nią uchroniło. Polityka wyrównywania szans mogła uratować ten kraj.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolega Tamkqn po raz kolejny zdradza, że rozumie procesy działające w przyrodzie:)
    pozdrawiam
    p

    /anonimowy napisał:
    jak wyobrazasz sobie wyrownywanie szans, czy zabieram innym by lepiej wyedukowac np. swoje dzieci, bo mnie z moich pienidzy nie stac na to ?? jesli tak, to jakim prawem je zabierasz, albo jakim prawem maja to robic politycy przez ciebie wybrani ??/

    o co tu może chodzić? Ma ktoś jakiś pomysł? Ja na prawdę nie rozumiem sensu tych tez. A może autor wyjaśni ten problem?

    p

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki i oczywiście nawzajem, no i pozdrawiam kolegę pieńka :) Nie możemy jednak zanadto się ze sobą zgadzać, bo dyskusja stanie się jałowa :)

    Jestem ciekaw, co na to wszystko Pastor?

    OdpowiedzUsuń