wtorek, 28 sierpnia 2012

Superniania Supermądra

W minioną niedzielę jedna ze znajomych osób poinformowała mnie, że pani Dorota Zawadzka znana jako „Superniania” skomentowała pokrótce na swoim facebookowym profilu artykuł Douglasa Wilsona pt. „Łyżka edukacyjna” umieszczony na stronie naszego kościoła (jego pierwotne tłumaczenie ukazało się w „Reformacji w Polsce”).

Przypomnę, że pani Dorota stała się dla niektórych polskich mam specjalistką od wychowywania wszystkich dzieci po tym jak została wylansowana na „narodową nianię” przez bardzo wyrazistą politycznie oraz ideologicznie stację TVN pokazującą dzielne boje pani Doroty z dziećmi rodziców szukających pedagogicznego wsparcia.

Oto ten wpis:

"Bóg jest dobry, a Jego Słowo mądre. Włożył w ręce rodziców kij. Nalega jednak, byśmy używali go w zgodzie z Bożym charakterem pełnym dobroci, mądrości i wyrozumiałości. Tylko wtedy przekażemy naszym dzieciom mądrość przy pomocy kawałka drewna. Drewno komunikuje wielka mądrość, lecz przekazać ją potrafi tylko ten, kto sam jest mądry” (to cytat z artykułu). „Autor tekstu sam zdecydował, że jest mądry. Mam zgoła odmienne zdanie. Tekst uważam za głupi i szkodliwy!”

I jeden z komentarzy autorki pod wpisem: „Jakie znaczenie ma orientacja nauczyciela? ŻADNEGO. Dziecko trzeba wychowywać w zgodzie z wartościami. Ludzie wierzący wychowują w zgodzie z wiarą raczej niż z Bogiem”.

Niestety tego typu uwagi utrwalają wizerunek pani Zawadzkiej jako srogiej pedagogicznej inkwizytorki tropiącej wszelkie ślady rodzicielskiej dyscypliny, które naruszają jej wizję świata oraz wychowawcze oczekiwania wobec polskich rodziców. To bardzo niedobrze, bowiem czytając inne wpisy autorki na Facebooku dostrzegam w niej naprawdę „ludzkie odruchy” (np. wpis o meczu Barcelona-Real!) i życzliwość w podejściu do ludzi. Żywię nadzieję, że nie tylko wobec tych, którzy kliknęli „Lubię to” na jej oficjalnym profilu, ale również tych, którzy świadomie praktykują odmienne metody wychowawcze niż tylko te „kanonizowane” przez panią Dorotę.

Nie zamierzam bronić autora artykułu – pastora Douglasa Wilsona. Artykuł broni się sam. Zresztą sam autor zrobiłby to lepiej ode mnie. Każdy z czytelników może odsłuchać jego wykładów nt. edukacji z ubiegłorocznej konferencji w Poznaniu (wykłady nr 6-9) lub poczytać artykuły nt. małżeństwa i wychowania dzieci – wyrabiając sobie samodzielnie opinię nt. jego nauczania w niniejszych kwestiach.

Nie wiem czy Douglas Wilson „sam zdecydował, że jest mądry”, o czym tak jednoznacznie zawyrokowała pani Zawadzka. Najzwyczajniej, jako doświadczony rodzic, autor wielu książek nt. rodziny, wykładowca i pastor wypowiedział się na temat wychowania uważając, że ma w tej materii coś wartościowego do przekazania. To samo czyni zresztą pani Dorota przedstawiając siebie jako „stałego eksperta w sprawach wychowania w wielu programach telewizyjnych i radiowych”. Któż bowiem mniemający, że mądrości mu jednak brakuje zgodziłby się być medialnym ekspertem od wychowania, specjalistką pouczającą tysiące rodziców (również tych, którzy o to nie proszą) i określającą jako „głupich” poglądów osób, którzy myślą inaczej?

Zastanawiam się ile złej woli trzeba mieć aby widzieć „głupotę i szkodliwość” w tekście zwracającym uwagę na mądrość, dobroć oraz wyrozumiałość w dyscyplinowaniu dziecka w miłości i poszanowaniu jego godności. Kogo pani Zawadzka ma przed oczami czytając powyższy artykuł? Zagniewanego zwyrodnialca, który z pomocą kawałka badyla chce wyładowywać swoje frustracje na swoim synu lub córce? Maltretowane, posiniaczone dziecko, które na widok wracającego do domu pijanego ojca chowa się pod łóżko? Jeśli tak to proponuję ponowną i powolną lekturę artykułu. Jeśli kogoś mniej pijanego i mniej agresywnego – również.

Osobiście nie chciałbym powierzać moich dzieci pod opiekę niani, która twierdzi, że orientacja seksualna nauczyciela nie ma znaczenia, ponieważ nie chcę aby moje dzieci myślały w ten sposób. Tu na marginesie warto dodać, że orientacja seksualna nauczyciela nie ma znaczenia, ale jedynie dla pani Doroty (i osób podzielających jej zdanie). Szanuję to, choć jako tata trójki dzieci uważam tą postawę za zbyt nonszalancką. Dla innego rodzica może to mieć znaczenie (np. jeśli nauczyciel świadomie upublicznia to z kim woli uprawiać seks) i ani mnie, ani Superniani, ani komukolwiek nic do tego. Natomiast powinno to mieć znaczenie w sytuacji, gdy tenże nauczyciel postanawia (w subtelny lub bezpośredni sposób) „oswajać” uczniów (i środowisko szkolne) z homoseksualnym stylem życia jako czymś aksjologicznie neutralnym lub wręcz dobrym bo nadającym „kolorytu i różnorodności” zachodnioeuropejskiej kulturze. Pani Dorota ma więc rację mówiąc, że „dziecko należy wychowywać zgodnie z wartościami”. Niestety nie zechciała na nie wskazać, nazwać ich. Z którymi wartościami? Przez kogo i jak ustalanymi lub wyznawanymi?

Mnie osobiście cieszy, że „narodowa niania” wierzy w istnienie jakichś obiektywnych „wartości”. To przekonanie kładzie bowiem płaszczyznę porozumienia i wspólną podstawę dla pani Doroty oraz moich poglądów wychowawczych. Niestety nie do końca wiemy w jakie wartości pani Dorota wierzy i co/kto jest ich źródłem. Jednego natomiast możemy być pewni: że jej pedagogika pod względem religijnym, światopoglądowym jest ściśle określona. Co więcej, w bardzo misjonarski sposób, krzewi wyznawane przez siebie dogmaty. Przykładowe z nich: 1. Dziecko nie rodzi się grzesznikiem lecz jako neutralne. 2. Orientacja nauczyciela nie ma żadnego znaczenia w procesie nauczania. 3. Fizyczna dyscyplina i rodzicielska miłość w każdym przypadku wzajemnie się wykluczają.

To tylko przykłady pedagogicznych „prawd wiary” pani Doroty, w mojej ocenie jako pedagoga, rodzica i pastora bardzo szkodliwych dla samych dzieci i mam, które z rad pani Doroty lub współczesnych prorokiń „bezstresowego wychowania” uczyniły „biblię” wychowania własnych dzieci. 

32 komentarze:

  1. Mój starszy syn sprawiał kłopoty wychowawcze już od przedszkola, ruchliwość, nieusłuchliwość, agresja, poirytowanie itp.

    Więc teściowa wpadła na pomysł że oglądanie Superniani pomoże... Guzik, było jeszcze gorzej.

    Ale wziąłem sprawy w swoje ręce, obecnie syn poprawił zachowanie bez mała na wzorowe... A zastosowałem wyłącznie tych kilka starych, prostych, powszechnie znanych biblijnych prawd.

    Inaczej mówiąc ta cała superniania to superchała.



    lord - ja się nie dziwię za zazwyczaj wypisujesz androny - jak ktoś się żywi takim badziewiem, to i badziewiaście myśli.

    OdpowiedzUsuń
  2. makroman zapomniał internet nie jest od tego by wszyscy sie ze sobą zgadzali :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lord - ja kocham się kłócić, to mój żywioł i natchnienie ... ale to nie znaczy że mamy rezygnować z dobrego wychowania - ba dobre wychowanie nawet dodaje kłótni pikanterii intelektualnej, bo wyzwiskami to nawet matołki potrafią się obrzucać.

    OdpowiedzUsuń
  4. brak ci dobrego wychowania ? :) to już nie moja broszka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. przyznaję ze w kontaktach z Tobą, zaczyna mi brakować.

    OdpowiedzUsuń
  6. nikt nie jest doskonały :)

    OdpowiedzUsuń

  7. Taaa... biblijne zasady. Pamiętajmy, robimy to dla naszych dzieci, by nie sprawiały kłopotów. Gdy będą sprawiały kłopoty, oto co należy uczynić:
    - Jeśli nam złorzeczą - zabić: "Kto by złorzeczył ojcu albo matce, winien być ukarany śmiercią." Wj 21, 17
    - Jeśli nas uderzą - zabić: "Kto by uderzył swego ojca albo matkę, winien być ukarany śmiercią." Wj 21, 15
    - Jeśli będą nieposłuszne - zabić: "Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, (...) Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze." Pwt 21, 18-21

    Rozumiem, że zastosowałeś tych kilka prostych biblijnych zasad.

    OdpowiedzUsuń
  8. 1. kocham nie biję
    2. kocham nie karzę
    3. kocham przytulam

    nie ma dzieci niegrzecznych, są tylko dzieci z potrzebami, płytkie jest karanie dziecka za złe zachowanie, bo oznacza że rodzić nie rozumie własnego dziecka i nie kocha go.

    Jeśli małe dziecko uderza drugie, to jest to wynik frustracji wynikającej z braku umiejętności innego rozwiązania tej sprawy, zadaniem rodzica jest rozpoznanie potrzeby, zaradzenie jej i nazwanie uczuć dziecko oraz pokazanie prawidłowej drogi postępowania, bicie nie jest tą drogą, gdyż uczy agresji względem drugiego człowieka (zawsze i nie tylko jako rodzica względem dziecka, daje ogólne przyzwolenie na bicie).

    Jeśli moje dziecko (a ma ich 2) zachowuje się źle, to staram się dostrzec potrzebę czasem est głodne, czasem zmęczone, a czasami chce zwrócić uwagę, czasem ma jeszcze inną potrzebę, rodzic rozumiejąc własne dziecko daje mu najlepszą naukę, szacunku do drugiego człowieka, zrozumienia jego potrzeb, już Korczak powiedział że nie ma dzieci, są ludzie, tylko mali.

    Pozdrawiam i zapytam się, jak w głębi serca wspomina kary cielesne bo jako najgorszy koszmar.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakubie - Cytaty którymi szermujesz ujęte są jako tzw "prawo miecza" -dające rodzicom władzę nad dzieckiem a jednocześnie nakładające na nich odpowiedzialność (obecnie karze się rodziców za występki dzieci, podczas gdy nie mają oni żadnych metod wychowawczych, poza gadanina, lub obcięciem kieszonkowego)

    Poza tym tak wykształcony biblista jak ty powinien w lot złapać iż owa śmierć - to śmierć społeczna - wygnanie, ostracyzm - "nie znam Cię, nie jesteś moim synem, mój syn umarł"...

    Ale szperaj dalej, w końcu znajdziesz te zasady o których piszę.




    EMMai -
    Kocham nie reaguje, kocham niech robi co chce, kocham niech urwie eMMai głowę...

    "nie ma dzieci niegrzecznych, są tylko dzieci z potrzebami," - na przykład potrzebują czyjegoś zegarka...

    "płytkie jest karanie dziecka za złe zachowanie, bo oznacza że rodzić nie rozumie własnego dziecka i nie kocha go." - płytkie jest niekaranie dziecka za złe zachowanie, bo oznacza iż rodzić jest prymitywnym chamem, lub zaślepionym idiota który nie umie dostrzec zła wyrządzanego przez jego dziecko.


    "Jeśli małe dziecko uderza drugie, to jest to wynik frustracji wynikającej z braku umiejętności innego rozwiązania tej sprawy," - albo wybranie najłatwiejszej drogi.

    "zadaniem rodzica jest rozpoznanie potrzeby, zaradzenie jej i nazwanie uczuć dziecko oraz pokazanie prawidłowej drogi postępowania" - tyle teoria... a w praktyce, jeśli dziecko akurat jest sfrustrowanie bo nie dostało nowego gadżetu reklamowanego w TV... to co?

    "bicie nie jest tą drogą, gdyż uczy agresji względem drugiego człowieka" - nikt nie mówi o biciu!

    natomiast kary polegające na palnięciu szczeniaka stosuje większość zwierząt, z naczelnymi włącznie i... jest to postępowanie naturalne!

    Nie twórzmy bytów - nie mieszajmy w jednym wiadrze psycholi którzy na dziecku wyładowują swoje niepowodzenia życiowa, z ludźmi którzy po prostu chcą mieć święty spokój i dają dzieciaki klapsa - ot tak żeby miał o czym myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  10. podstawowa różnica to chyba różnica światopoglądowa - jeśli ktoś uważa, że dziecko jest z natury dobre, to pewnie, że nie należy go bić. jednakże gdy ktoś zakłada biblijną perspektywę - że człowiek (nawet mały)jest grzeszny, czyli ma skłonność do złego, to na wychowanie można spojrzeć inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zośka - zupełnie nie tak!
    czy zawstydzenie jest mniej bolesne od klapsa? nie wiem i póki co żaden psycholog wychowawca mi na to pytanie nie odpowiedział.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zachęcam Pana Bartosika i innych chrześcijan przekonanych o konieczności stosowania rózgi w wychowywaniu dzieci do zapoznania się z ideą chrześcijańskiej delikatnej dyscypliny (przykłady m.in. tutaj: http://tygodnik.onet.pl/32,0,77050,tresura,artykul.html). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Unknown - a dostrzegłeś że ani Pastor ani ja nie napisaliśmy słowa o "konieczności stosowania rózgi"?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dyskusja nie tyczy tego kto jaką metodę uzna za lepszą. Jeden będzie kierował się pouczeniem Biblii, inny pedagogiką Montessori, Korczaka, Steinera czy Freineta.

    Mogę sądzić, że np. dwie ostatnie metody są szkodliwe dla mojego dziecka. Nie o tym jednak rozmawiamy. Rozmawiamy o tym czy zwolennicy określonej pedagogiki powinni dążyć do utrwalania jej metod wychowawczych we wszystkich domach i szkołach. Oczywiście by swój cel osiągnąć nazwą ją:
    - przyjazną dziecku
    - sprzyjającą dziecku
    - neutralną religijnie
    (rzekomo w przeciwieństwie do pozostałych)

    Moje stanowisko jest takie, że decyzja w tym względzie należy do rodziców, a nie do zwolenników Montessori, Freineta, p. Zawadzkiej czy Bartosika. I nie zamierzam nikogo przekonywać do pedagogiki biblijnej jeśli Biblia (Bóg) nie jest dla tego kogoś autorytetem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla większości chrześcijan przekonanych o konieczności stosowania rózgi w wychowywaniu dzieci, używających kar cielesnych lub jedynie przyzwalających na bicie dzieci "rózga" jest symbolem - obecnie najczęściej klapsa (jak jest w przypadku pana Bartosika). Dla Douglasa Wilsona, którego pan Bartosik poleca, odpowiednikiem rózgi jest drewniana łyżka. Dobson z kolei twierdzi, że współczesną rózgą jest pas. Pearlowie najdalej posunęli się w kreatywnym poszukiwaniu współczesnych substytutów biblijnej rózgi, zalecając np. bicie dzieci plastikowym kijkiem albo gumowym wężem.

    Wszyscy wyżej wymienieni są chrześcijanami, którzy - podobnie jak pan Bartosik - twierdzą, że wychowują dzieci zgodnie z wolą Boga, w myśl pedagogiki biblijnej.

    Jak więc widać, termin "pedagogika biblijna" jest rozumiany na wiele sposobów - tak samo jak "rózga" - nawet przez osoby przyzwalające na stosowanie "łagodnych kar cielesnych w atmosferze miłości".

    Z całego serca zachęcam do zapoznania się antyprzemocową pedagogiką biblijną:
    http://www.whynottrainachild.com/
    http://www.gentlechristianmothers.com/

    Już dwa chrześcijańskie kościoły - prezbiterianie i metodyści - oficjalnie sprzeciwiły się stosowaniu kar cielesnych w wychowywaniu dzieci. Wierzę, że niebawem wszyscy chrześcijanie - którzy mają przecież jeszcze więcej argumentów przeciw karom cielesnym niż niechrześcijanie! - przestaną bić dzieci i przyzwalać na przemoc wobec najmłodszych. Wobec tych, których Jezus brał w swoją obronę.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Anna Golus

    [Przepraszam za "Unknown" w powyższym komentarzu - myślałam, że zamieszczając go poprzez konto Google, wyświetli się mój adres e-mail (z imieniem i nazwiskiem)]

    OdpowiedzUsuń
  16. Poczytałem i już w połowie miałem dość tego nowomodnego bełkotu. :/

    OdpowiedzUsuń
  17. Nowomodny bełkot? :)
    Zawsze może Pan sięgnąć do Biblii i przeczytać, co Jezus mówił o dzieciach. Czy namawiał do stosowania kar cielesnych?
    A Jego rodzice? Czy kiedykolwiek Go uderzyli? (Tak, Jezus nie był "normalnym" dzieckiem, ale Maria i Józef są wzorem rodziców, prawda? Czy w tym wzorze jest miejsce na kary cielesne?)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anno - Ale zrozum! MYŚMY wcale o konieczności stosowania kar fizycznych nie mówili! Pisałem już o tym a Ty wciąż swoje. Natomiast nie zgadzamy się na presję ze strony "postępowców".


    OdpowiedzUsuń
  19. Makroman - niektórzy zwolennicy biblijnego modelu wychowywania mówią dosłownie o KONIECZNOŚCI używania rózgi wobec KAŻDEGO dziecka. Należą do nich np. autorzy książek zawierających instrukcje bicia dzieci (Dobson, Smalley, Fugate etc.).

    Jeśli według Pana stosowanie kar cielesnych nie jest koniecznością, lecz możliwością, to dobrze - może Pan wybrać inną metodę. Według mnie jednak nie powinno się usprawiedliwiać bicia dzieci boskimi nakazami - bez względu na to, czy kara cielesna jest uważana za "konieczną" czy tylko "dopuszczalną".

    I nie jestem "postępowcem" :) Jeśli moją próbę rozmowy odbiera Pan jako presję, to naprawdę mi przykro, bo od miesięcy staram się, jak mogę, dyskutować z osobami o odmiennych poglądach.

    OdpowiedzUsuń
  20. Pani Anno,

    Życzę Pani wszystkiego dobrego w stosowanych przez Panią metodach wychowawczych.

    OdpowiedzUsuń
  21. Anna - W/wym autorów nie znam, z zasady nie czytuje anglosaskich poradników z cyklu - "jak żyć być szczęśliwym, zarobić masę szmalu i nauczyć się jazdy na rowerze w jeden tydzień".

    Osobiście uważam że przemoc fizyczna jest znacznie uczciwsza i pozostawia zdecydowanie miej śladów w psychice dziecka niż przemoc psychiczna.

    Zdecydowanie też stwierdzam iż oparte na nowoczesnych (postępowych) programach wychowanie dzieci jest zwyczajnie antyskuteczne - czego dowodzi chociażby sytuacja w naszych szkołach.

    pisząc o biblijnych zasadach - miałem na myśli wychowanie według ojcowskiego autorytetu - "zawsze cię wysłucham, zawsze mam dla ciebie czas - ale to ja tu rządzę" - po prostu traktuje moich synów tak jak sam chciał bym być traktowany przez mojego Ojca czyli Boga. O dziwo (dla postępowców) ta metoda DZIAŁA! Choć wcześniej stosowałem najróżniejsze programy wychowawcze, uczestniczyłem w warsztatach, spotkaniach, korzystałem z pomocy psychologów itd. - guzik to dało.

    i na koniec.

    "Jeśli moją próbę rozmowy odbiera Pan jako presję, to naprawdę mi przykro, bo od miesięcy staram się, jak mogę, dyskutować z osobami o odmiennych poglądach." - droga Anno (proszę wybaczyć ten familiarny zwrot - ale akurat tu pasuje) - Zanim zabrałaś głos w dyskusji ona już trwała - padły w niej konkretne zarzuty i właśnie do nich się odnosiłem. czy wy kobiety zawsze i wszędzie musicie brać wszystko do siebie?

    OdpowiedzUsuń
  22. Panie Pawle, bardzo dziękuję! Ja również życzę Panu wszystkiego dobrego - w szczególności zaś dostrzeżenia, że kary cielesne dobre nie są :)

    Makroman - ojcowskiego autorytetu nie tworzy się biciem, a porównanie przemocy fizycznej i psychicznej ma tyle sensu ile zastanawianie się, czy:
    - lepiej nazwać dziecko debilem czy kretynem
    - lepiej uderzyć pasem czy drewnianą łyżką
    Każda forma przemocy - zarówno psychicznej, jak i fizycznej - jest godna potępienia.

    OdpowiedzUsuń
  23. Anno - to może dostrzeżesz że współczesne metody wychowawcze opierają się na przemocy - tyle że psychicznej właśnie. Co zresztą łatwo dostrzec po stopniu znerwicowania dzieci. Przecież nie prowadzimy dywagacji teoretycznych - widać co dzieje się wokół nas.
    Tyle że przemoc psychiczna jest zdecydowanie gorsza od przemocy fizycznej i powoduje więcej niepożądanych następstw.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale które dzieci ma Pan na myśli? Gdzie są te "wychowywane bezstresowo", ale zarazem "krzywdzone psychicznie" współczesne znerwicowane dzieci?

    Polskie dzieci nadal są bite. Większość współczesnych dzieci w Polsce zaznała na własnej skórze, czym jest klaps, a 1/5 wie nawet, jak boli uderzenie pasem (bo my tu sobie gadu-gadu, a zaledwie 3 lata temu 69% biło dzieci ręką, a aż 19% - pasem - http://naszemaluchy.pl/artykul/kary_cielesne_w_liczbach).

    Choć - jak podkreśliłam w powyższym komentarzu, potępiam wszystkie formy przemocy - bardzo proszę wymienić wszystkie negatywne skutki przemocy fizycznej i psychicznej :) Jestem ciekawa, czy rzeczywiście będzie Pan w stanie wymienić więcej niepożądanych następstw tej drugiej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Tak wiem - Donald T. ogłosił że bicie dzieci jest polskim sportem narodowym...
    Skoro tak ma wyglądać dyskusja to naprawdę nie dojdziemy do żadnych sensownych konkluzji.

    Co do jakości owych statystyk - to wciąż nasuwa mi się scena z Zemsty A.Fredry.

    REJENT
    Mój majstruniu, mówcie śmiało,Opiszemy sprawę całą;Na te ciężkie nasze czasyBoskim darem takie basy.Każdy kułak spieniężymy:Że was bito, wszyscy wiemy.
    MULARZ
    Niekoniecznie.
    REJENT
    Bili przecie,Mój majstruniu.
    MULARZ
    Niewyraźnie.
    REJENT
    Czegóż jeszcze wam nie stało?Bo machano dosyć raźnie.
    MULARZ
    Ot, szturknięto tam coś mało.
    DRUGI MULARZ
    Któż tam za to skarżyć zechce!
    REJENT
    Lecz kto szturka, ten nie łechce?
    MULARZ
    Ha! Zapewne.

    REJENT
    A więc bije?
    MULARZ
    Oczywiście.
    REJENT
    Komu kijePorachują kości w grzbiecie,Ten jest bity — wszak to wiecie?A kto bity, ten jest zbity?Co?
    MULARZ
    Ha! dobrze pan powiada,Ten jest zbity.
    REJENT
    Więc was zbili,To rzecz jasna, moi mili.

    "... wymienić więcej niepożądanych następstw tej drugiej." - tu nie chodzi o różnice ilościowe ale o różnice jakościowe!


    A gdzie owe dzieci? Po pierwsze nie pisałem o "wychowanych bezstresowo". Po drugie nerwice szkolne są diagnozowane więc chyba też nie muszę ich specjalnie wskazywać. Po trzecie,o ile siniak jest dostrzegalny to rany w psychice tylko pośrednio.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Sam Pan napisał, że "przemoc psychiczna jest zdecydowanie gorsza od przemocy fizycznej i powoduje więcej niepożądanych następstw". Poprosiłam o wymienienie tychże skutków, a Pan - z braku argumentów, bo nie istnieją ŻADNE argumenty na poparcie tezy, że bicie dzieci jest dobre, skuteczne i słuszne - odwrócił kota ogonem.

    Mimo wszystko pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Fakt - użyłem złego wyrażenia - należało napisać że niepożądane następstwa są większe.

    Przede wszystkim na czym polega przemoc psychiczna? Na wywieraniu wpływu na proces myślowy i decyzyjny poddanej jej osoby tak aby jej zachowanie było zgodne z oczekiwaniami osoby stosującej przemoc, nawet wbrew woli osoby przemocy podawanej. W ten zakres wchodzą wszelkie szantaże emocjonalne "bądź grzeczny bo mamusia będzie smutna", upokorzenia "czym zawiniłam że los (Bóg, Dyrekcja itd) pokarał mnie takimi głąbami", kastracje psychiczne "ty kowalski jesteś i będziesz nikim", celowe nieczytelne lub niekompletne podawanie informacji tak aby móc udowadniać swoją wyższość, po tym jak dziecko wykona zadanie w sposób niewłaściwy, ciągłe straszenie humorami (czy pani będzie zła i zrobi kartkówkę?)itd.

    Potraktowane czymś takim dzieci długo będą miały problem z adekwatnym umiejscowieniem siebie w społeczeństwie.
    Ponieważ jednak na temat klapsa rozpowiada się niestworzone historie zaś na temat przemocy psychicznej milczy zobligowany jestem do obrony tego pierwszego.

    OdpowiedzUsuń
  29. Potępianie przemocy psychicznej nie musi się równać bronieniu fizycznej (i odwrotnie) :)

    Ma Pan rację, że niewiele mówi się o tej pierwszej, ale to zaczyna się zmieniać - niedawno fundacja Dzieci Niczyje zorganizowała kampanię "Słowa ranią na całe życie" (http://fdn.pl/slowa-rania-na-cale-zycie).

    OdpowiedzUsuń
  30. Tej drugiej bronię jako "mniejszego zła" - do tego trzeba dodać i podkreślić, ze współczesne metody wychowawcze stosują przemoc psychiczną jako podstawowy element swoich programów. Tyle że sprytnie zakamuflowaną. Klasyczny przykład to ogłoszenie na forum klasy że program nauczania zostaje okrojony gdyż są w klasie dzieci które sobie nie radzą. Albo kolejny polegający na tzw grach zespołowych, w których uczestnik zmuszony jest działać w/g ustalonego planu, gdyż inaczej "jego" zespół poniesie określone straty. I wcale nie musi podczas takich zajęć paść choć jedno złe słowo - wystarczy sama zaaranżowana sytuacja, aby dokonał się akt przemocy.

    OdpowiedzUsuń
  31. Po co bronić mniejszego zła? Nie lepiej potępiać wszystkie jego przejawy i zachęcać do czynienia samego dobra? :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Anno - "mniejszego zła" bronię dla zasady. Jak już pisałem sam staram się być dla moich synów taki jakim chciał bym aby dla mnie był Bóg. Czy mi się udaje to inna sprawa.

    Bardzo chętnie przyjmę "bezprzemocowy" program wychowawczy ale jak do tej pory go nie znalazłem.

    Kwestia czym jest "samo dobro" należy bardziej to filozofów i etyków niż do mnie - ja w każdym razie wiem że to co nam wydaje się"złem" w konsekwencjach może okazać się dobrem - więc byłbym bardzo ostrożny.

    OdpowiedzUsuń