środa, 29 sierpnia 2012

Polemika z "Supernianią"

Dziś chciałbym się podzielić z Wami wymianą poglądów z panią Dorotą Zawadzką ("Supernianią") z jej profilu Facebooka po moim wczorajszym wpisie.

Dorota Zawadzka:

Zastanawiałam się czy pisać odpowiedz, bo niestety poziom wypowiedzi jest agresywny i chwilami niemerytoryczny. TRZY wymienione przez księdza przekonania "Superniani" (czy są wg księdza tożsame z przekonaniami Doroty Zawadzkiej): "Niestety nie do końca wiemy w jakie wartości pani Dorota wierzy i co/kto jest ich źródłem. Jednego natomiast możemy być pewni: że jej pedagogika pod względem religijnym, światopoglądowym jest ściśle określona. Co więcej, w bardzo misjonarski sposób, krzewi wyznawane przez siebie dogmaty. Przykładowe z nich: 1. Dziecko nie rodzi się grzesznikiem lecz jako neutralne. 2. Orientacja nauczyciela nie ma żadnego znaczenia w procesie nauczania. 3. Fizyczna dyscyplina i rodzicielska miłość w każdym przypadku wzajemnie się wykluczają." 

1. Nie będę rozwijać odpowiedzi bo NIE mam pojęcia jaką drogą ksiądz doszedł do takiego wniosku? Czy poprzez moje zdanie na temat bezzasadności kar fizycznych. Bo wg księdza trzeba dziecko karać fizycznie wszak grzesznym się urodziło?

2.TAK! Orientacja nie ma żadnego znaczenia, tak samo, jak nie ma znaczenia czy nauczyciel jest wierzący, ateistą czy też ma inny kolor skóry lub wyznaje inną religię. MA UCZYĆ przedmiotu. Matematyki, chemii czy wf. Nie ma dla mnie znaczenia kim jest prywatnie, jeśli tylko nie robi nic niezgodnego z prawem. Ma być dobrym i mądrym człowiekiem. I umieć przekazać wiedzę ze swojego przedmiotu.

3.TAK! Fizyczna dyscyplina i rodzicielska miłość wzajemnie się WYKLUCZAJĄ. Bo ALBO kocham ALBO biję. Nie można bić z miłości ani z miłością. Jeśli ktoś uderza drugą osobę, to ją krzywdzi a jeśli ją krzywdzi to znaczy że jej nie kocha. Dla mnie proste.Ksiądz powinien to doskonale rozumieć. Ale skoro nie rozumie to ja tego księdzu nie wytłumaczę. W dość nieprzyjemnym tekście ( zapewne pisanym z miłością do bliźniego) pisze ksiądz że nie wie" w jakie wartości wierzę i kto i co jest ich źródłem". Polecam kurs aksjologii.

 PS. Dodam również, by uzupełnić wiedzę księdza,uparcie piszącego o mnie "niania" że nie jestem "nianią". Jestem psychologiem, pedagogiem, nauczycielem akademicki, autorką poradników i wielu artykułów popularyzujących wiedzę naukową, od 30 lat pracującą w zawodzie "pomagacza". Wielokrotnie pomagałam kobietom i dzieciom, którym księża mówili, że "powinni godnie znosić przemoc w swoim domu, gdyż mąż na pewno kocha, ale tę miłość wyraża w jedyny znany sobie sposób" - poprzez bicie i maltretowanie kobiety i dzieci. Ciekawa jestem co ksiądz mówi dziecku, które przychodzi do księdza po pomoc - gdyż właśnie tatuś ( zapewne mądry i miłujący) po przeczytaniu choćby dyskutowanego artykułu przyłożył drewnianą łyżką. Z miłością. Jakie słowa cisną się księdzu na usta? O nadstawianiu innej części ciała, o miłości bliźniego? Jakie? Bardzo jestem ciekawa.

Moja odpowiedź:

 Pani Doroto, dziękuję za odniesienie się do tekstu. Zacznę od tego, że mój wpis jest "jedynie" odpowiedzią na Pani krzywdzącą wobec autora i dodałbym bardzo ostrą wypowiedź nt. przywoływanego artykułu.

1. O Pani aksjologicznym spojrzeniu na naturę dziecka przeczytałem choćby na portalu polki.pl gdzie stwierdziła Pani iż "dziecko nie rodzi się złe". Mniemam więc, że neutralne (lub z natury dobre). Innych rozwiązań nie dostrzegam. Kiedy jako pastor z chrześcijańskiej perspektywy stwierdzam, że dziecko rodzi się z "grzeszną naturą", obarczone grzechem pierworodnym to nie twierdzę w ten sposób, że jest złe do szpiku kości i wszelkie jego wybory od maleńkości są grzeszne. Wskazuję raczej w ten sposób na jedną z głównych przyczyn wychowawczych problemów w zachowaniu dziecka i potrzebę miłosnego wychowania. Pani polemizując z tym spojrzeniem - angażuje się w dyskusję światopoglądowo-religijną. I nie mam o to pretensji ponieważ ma Pani prawo do swojego zdania. Zauważam jednie, że każdy rodzaj wychowania, pedagogiki jest wyrazem określonego spojrzenia na świat i człowieka. Chodzi jedynie o to by nie przypisywać sobie roli kogoś "neutralnego" pod tymi względami. Pani poglądy są stawianiem wyzwania chrześcijańskiej pedagogice i warto aby Pani miłośniczki miały tego świadomość.

2. Jak napisałem: stwierdzenie, że "orientacja nie ma żadnego znaczenia" jest prawdą, ale tylko po pewnymi warunkami. Pani zaś o tych warunkach nie napisała, a jedynie podzieliła się bardzo ogólnym stwierdzeniem. "Łamanie prawa" to wg mnie oczywista granica i z tym każdy się zgadza. Ja bym ją postawił o wiele bliżej: np. oswajanie środowiska szkolnego z homoseksualnym stylem życia (niekoniecznie poprzez werbalne instrukcje). Na uczestnictwo w takim kontekście edukacyjnym nie muszą się zgadzać wszyscy rodzice, prawda?

3. Jeśli chodzi o dyscyplinowanie to bardzo trudno jest mi z Panią poważnie rozmawiać ponieważ dokonuje Pani bardzo dużych i wg mnie błędnych uogólnień oraz całkowicie spłyca temat. Jako pedagog powinna Pani umieć dokonywać podstawowych rozróżnień: nie każdy człowiek w masce jest złodziejem, nie każdy, kto potrafi zmienić oponę musi być mechanikiem i nie każdy, kto mówi po chińsku musi być tłumaczem. Na podobnej zasadzie, nie każdy kto trzyma w ręku drewnianą łyżkę musi być agresywnym zwyrodnialcem (o tym jest tekst D.Wilsona). Wydaje mi się, że nie zrozumiała Pani treści komentowanego artykułu, o czym mogłoby świadczyć również Pani końcowe pytanie nt. dziecka szukającego pomocy przed agresywnym ojcem. Ma się ono nijak ani do treści artykułu, ani do polemiki ze mną. W tego typu przypadkach ma Pani we mnie sojusznika, a nie adwersarza.

PS. Nadal nie wiem skąd Pani czerpie przekonanie o istnieniu wartości. Z jakimi wartościami dziecko powinno być wychowywane? Czy jest wśród nich miłość do Boga i Jego Słowa? Kto decyduje o tym co wchodzi w skład tych wartości?

PS.2. Proszę wybaczyć określenie "niania", ale było to nawiązanie do roli, w którą Pani weszła i z którą jest kojarzona przez wielu widzów telewizyjnego programu.

PS.3. Ubolewam, że niektórzy duszpasterze udzielali tego typu rad, o których Pani pisze. To smutne. Reakcja zupełnie niewspółmierna do powagi sytuacji. Pozdrawiam.

10 komentarzy:

  1. "PS. Nadal nie wiem skąd Pani czerpie przekonanie o istnieniu wartości" bartosik uważa że tylko osoby wierzące mają rzym. 2 14-16 :) pozatym stwórca powiedział że CZŁOWIEK ZNA DOBRO I ZŁO rodz. 3:22 :)i dlatego niania zna i ma wartości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pana Pawła zżera zazdrość, że to pani Zawadzka ma program w TV, a nie on.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Kiedy jako pastor z chrześcijańskiej perspektywy stwierdzam, że dziecko rodzi się z "grzeszną naturą", obarczone grzechem pierworodnym to nie twierdzę w ten sposób, że jest złe do szpiku kości i wszelkie jego wybory od maleńkości są grzeszne. Wskazuję raczej w ten sposób na jedną z głównych przyczyn wychowawczych problemów w zachowaniu dziecka i potrzebę miłosnego wychowania."

    I to jest najbardziej odrażająca idea w chrześcijaństwie. I jeszcze te brednie, że przyczynia się do problemów wychowawczych. Na problemy (późniejsze) wychowawcze może składać się wiele czynników, od genetycznych, po środowiskowe, czy wreszcie ich kombinacja. Proszę mi wskazać, jak ADHD, powiązać z grzechem pierworodnym. Kiedyś takie dzieci traktowano jako krnąbrne. Na szczęście to się zmieniło, problem nazwano i próbuje się takim dzieciom pomóc - w ciężkich przypadkach nawet farmakologicznie. Wiem, bo na początku mojej pracy miałem kontakt z takim dzieckiem. Współczułem rodzicom, bo przechodzili z tym chłopcem "piekło".

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat grzechu i usprawiedliwienia w chrześcijaństwie jest kluczowy, a jednocześnie bolesny i gorszacy. Był niestety przyczyną cierpień wielu niewinnych. Okrutna nauka o grzechu pierworodnym budzi przerażenie. Dziecko poznając świat testując otaczającą rzeczywistość jest skażone grzechem - czy tak mam rozumieć chrzescijanstwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Psychologowie )a zwłaszcza rodzinni) maja szalenie wysokie mniemanie o swoich kompetencjach - głównie z tego powodu iż nader trudno wykazać im że błądzą - bo jak się "terapia" powiedzie, to jest super, a jeśli nie... no cóż w grę wchodzą setki obocznych czynników na które zawsze można zwalić.

    Kolejny błąd, to "bicie" - brzmi to jak maltretowanie, tortury, przemoc, agresja itp... a może chodzi o zwykłego klapsa?

    Kolejna demagogia ze strony panie psycholog to ów "agresywny ojciec" pomijam już szowinistyczne utożsamianie mężczyzny z agresorem - chodzi o sam fakt. Jakie INNE rozwiązanie? Rozwód, ucieczka, odizolowanie się? a dokąd to prowadzi, jaki to wzorzec? Przecież ten mężczyzna (ta kobieta) kiedyś byli innymi ludźmi, może to im trzeba pomóc, może ten "agresor z łyżką" po prostu jest zdominowany swoją sytuacją życiową?


    Lord - bo poza "świętymi księgami" to wszystko wartości czerpane z innych źródeł są zawsze ludzką mniemanologią! dziś wartością jest dziecko, jutro jego brak... Wczoraj "panował "zimny wychów" dziś "wychowanie bezstresowe" jutro... diabli wiedzą co.



    Jakubie - onegdaj na "gołej ziemi" w kibucach przeprowadzano na wielką skalę eksperymenty socjologiczne - np dano dzieciom jako zabawki wyłącznie figurki robotników, rolników i urzędników - nie było ani lalek ani żołnierzy... i co? Chłopcy nader szybko rozpoczęli urządzać bitwy (rolnicy na robotników a urzędnicy byli dowódcami, zaś dziewczynki przebierały to wszystko w sukienki i kokardki. Ludzie mają cały szereg instynktów, atawizmów itp. i żadne deklaracje tego nie zmienią.
    A czym jest "grzech pierworodny" dla wierzący to oczywiste - dla niewierzących bolesną konstatacją ze kiedyś się umrze.

    A co do ADHD - najprawdopodobniej w okresie do drugiej połowy XIX wieku ludzie z ADHD byli wręcz promowani. Dopiero wraz z upowszechnieniem masowej, przymusowej, edukacji ich cechy szczególne okazały się społecznie trudne do akceptacji.

    To - niestety NIC nie wiesz o grzechu pierworodnym, ani o implikacjach tego faktu - "Był niestety przyczyną cierpień wielu niewinnych." - uściślij co masz na myśli?

    OdpowiedzUsuń
  6. To,

    Jeśli nauka o grzechu budzi Twoje przerażenie to masz dwa wyjścia:

    - jeśli nie jest prawdziwa, to się wyluzuj i nie używaj etycznych określeń w stosunku do czynów kogokolwiek. W naturze silniejszy niszczy słabszego, a sprytniejszy okrada naiwnego. Nie ma wtedy kategorii grzechu, zła, dobra itp. Jest akcja i reakcja. Strzał - trup. Kradzież - zysk/lub brak itp.

    - jeśli jest prawdziwa to masz powody by się obawiać. Pismo mówi: upamiętaj się i zaufaj Jezusowi. Wtedy nie ma powodu do obaw.

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie pojęcia jak: dobro, zło, etyka nie są przecież domeną tylko chrześcijaństwa lub religii szerzej (np. imperatyw moralny I.Kanta itd.)Powiem tak: trudne do zniesienia jest to poczucie pewności w rozmowie z wieloma osobami wierzącymi(ale też i wieloma ateistami). Czasami ma wrażenie, że egzegeza w tym przypadku chrześcijańska prowadzi na manowce myślenia i w ogóle wypacza obraz Boga jako kogoś "przyjaznego" ludziom.

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie pojęcia jak: dobro, zło, etyka nie są przecież domeną tylko chrześcijaństwa lub religii szerzej (np. imperatyw moralny I.Kanta itd.)Powiem tak: trudne do zniesienia jest to poczucie pewności w rozmowie z wieloma osobami wierzącymi(ale też i wieloma ateistami). Czasami ma wrażenie, że egzegeza w tym przypadku chrześcijańska prowadzi na manowce myślenia i w ogóle wypacza obraz Boga jako kogoś "przyjaznego" ludziom.

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpisałem Ci na to w wątku o "smokach" i wychowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  10. To - dobro - zło itp pojęcia to wyłacznie puste hasła o ile nie sa umiejscowione w konkretnym systemie filozoficznym lub religijnym!
    Dla SS manna zabicie żyda, Polaka czy Cygana było dobre! Dla UBeka wyrywanie paznokci było dobre! Tymczasem dla nas są to czyny jednoznacznie złe! (np dla Japończyka, Chińczyka czy Koreańczyka to już nie jest takie oczywiste) Czemu?
    Z jednej prostej przyczyny - bo my przesiąknięci jesteśmy prawem mającym swe korzenie w Starym Testamencie i w chrześcijaństwie.

    OdpowiedzUsuń