wtorek, 30 października 2012

Czy w Smoleńsku miał miejsce zamach?

Nie wiem czy w Smoleńsku miał miejsce zamach (wciąż jednak nie wykluczałbym tego), ale wiele faktów przynajmniej każe wziąć to poważniej pod uwagę niż parę miesięcy temu:
- przemilczana (lub ośmieszana w Gazecie Wyborczej) konferencja naukowa na temat Smoleńska (ok. 100 profesorów uczelni technicznych) 
- śmierć technika pokładowego Jaka-40 i jego "nie-kanoniczne" zeznania
- brak ujawnienia kopii zdjęć satelitarnych, które polska strona otrzymała od Amerykanów
- ślady trotylu w samolocie wskazujące na wybuch
- ogólna niechęć polskich władz do wyjaśnienia sprawy (oddanie śledztwa i dowodów Rosjanom itp.).

Teoria zamachu, której wciąż nie można wykluczyć jawi się jako wielki problem dla polskiej strony ponieważ wymagałaby jednoznacznej reakcji. A tego się boimy. 

Postawa polskich władz przypomina mi myślenie: "Nawet jeśli udało im się chapnąć polską elitę przez naszą nieuwagę to trudno. Trzeba uważać na przyszłość z tymi samolotami i ich obsadą. Ostatecznie obróciło się to na naszą korzyść więc nie będziemy wyręczali Kaczystów i robili z naszych politycznych rywali męczenników". 

Gdy chodziłem do podstawówki to zdarzało się, że kogoś z naszej klasy pobili uczniowie o 2-3 lata starsi. No i weź tu stań i powiedz do szkolnego karateki : "Koleś, właśnie przegiąłeś pałę. A zresztą: od dawna też mnie wkurzał".

To pewnie znacie.
Zajączek: Kto pobił mojego młodszego brata?!
Niedźwiedź: Ja, a bo co?!
Zajączek: Aaaa nic nic, należało mu się.

Trotyl? Aaa... nic nic. Pewnie z czasów II wojny światowej (więc pojedźmy, zbadajmy teren katastrofy i się przekonajmy). Śmierć technika Jaka-40? Aaa... nic nic. Pewnie ciężko mu było poukładać życie osobiste po Smoleńsku. Zdjęcia satelitarne? Aaa... nic nic. To tylko kopie i niczego nie wniosą. Wnioski naukowców o zniszczeniu samolotu przez siły wewnątrz kadłuba? Aaa... nic nic.  Kto słyszał o nich wcześniej? 

To co? Haratamy w gałę? 

42 komentarze:

  1. Owszem na polu międzynarodowym nic zdziałać wiele nie możemy - wojny Rosji nie wypowiemy.

    Z drugiej strony ta "fala samobójstw" to znak czasów naszej "transformacji" - wieszali się najważniejsi świadkowie, popełniali samobójstwa oskarżeni, politycy, działacze, gangsterzy... każdy kto stał się niewygodny...

    ale przecież żaden układ nie istnieje, to tylko mit, nie ma niekontrolowanych związków pomiędzy funkcjonariuszami służb specjalnych, wymiaru "sprawiedliwości", politykami i mafiozami...
    prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ktoś tu chyba znowu dal się podpuścić jak dziennikarze Rzeczpospolitej! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A. O bardzo złej pogodzie wiedziano przed wylotem. Piloci otrzymywali kolejne informacje o fatalnych warunkach nad Smoleńskiem od kontroli lotu w Mińsku, jak i od kolegów z Jaka 40 (którzy złamali przepisy i wylądowali)
    B. Tylko Protasiuk znał rosyjski w stopniu umożliwiającym komunikację w tamtejszej przestrzeni powietrznej.
    C. Protasiuk nie miał uprawnień do lądowania w takich warunkach.
    D. Załoga wiedziała, że VIPy i tak się spóźnią (wylot z Warszawy był opóźniony o 30 minut, bo prezydent przybył na lotnisko z taką zwłoką).
    E. "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić". I takiej już do końca nie otrzymali...
    F. Lądowanie z automatyczną regulacją ciągu, na lotnisku bez systemu ILS, też było błędem.
    G. Brak reakcji na komendy systemu ostrzegania o bliskości ziemi: "Terrain ahead! Pull up!!!

    Taaa... to była bomba.
    Niestety to polski bałagan i nonszalancja wraz z rosyjskim bajzlem okazał się być prawdziwą "bombą"

    OdpowiedzUsuń
  4. A ten, znaleziony "w sieci" komentarz, bardzo mi się spodobał:


    wredny. Onet Zobacz profil
    Oczywiście,że to byli Rosjanie.Rosyjska agentura spowodowała tradycyjne spóźnienie się na samolot prezydenta Kaczynskiego, jak również wcześniejsze zaproszenie na pokład samolotu elity polskiej.Przecież to oczywista oczywistość,że Rosjanie zmusili do lądowania polski samolot w warunkach,w których ... rozwiń całośćzdrowy rozsądek i instykt samozachowawczy nie pozwalały podejmować próby lądowania.Rozpylili mgłę,a gdy nie poskutkowała bomba próżniowa i rozpylony hel,wysadzili samolot dynamitem i trotylem na swoim terytorium,żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń...Strzałami z broni palnej dobijali rannych na lotnisku.Później sfałszowali zapisy czarnych skrzynek.Brzozy nie zdołali ukryć.Macierewicz ,zapomniawszy o immunitecie,drżąc o własne życie,na które czyhała cała banda rosyjskich zabójców pośpieszył na obiad,po spożyciu którego wsiadł do pociągu i wrócił do kraju pozostawiając leżące w błocie,na płycie lotniska zwłoki poległego prezydenta.Putin zameldował Tuskowi wykonanie zadania.Na pogrzeb Kaczyńskiego i jego małżonki ,z ważnych person przybył tylko prezydent Rosji Miedwiediew,żeby nie wzbudzać podejrzeń.Obamę i innych zprzyjaźnionych z Kaczyńskim polityków zatrzymał w swoich krajach wulkan.Nie mogli przeboleć swojej nieobecności na pogrzebie, tak wielkiego kalibru, światowego polityka.A że Macierewicz jako prawdziwy mężczyzna PiS nie wymięka przed rosyjskimi mordercami,postanowił ogłosic prawdę o zamachu na cały świat

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy rozum śpi...
    budzi się Antoni Maciarewicz

    OdpowiedzUsuń
  6. Wciąż w tej sprawie jest wiele niewiadomych. Można jedynie pogratulować tym, którzy mają już gotowe wnioski i odpowiedzi na wszystkie kluczowe pytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciąż w tej sprawie jest wiele niewiadomych. Można jedynie pogratulować tym, którzy mają już gotowe wnioski i odpowiedzi na wszystkie kluczowe pytania.

    dokładnie, ja też gratuluje jaroslawowi i antoniemu

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. Kornelu - zaiste... był zamach czy nie, to co robiono w kwestii katastrofy smoleńskiej to z jednej strony czyste skur..syństwo, a z drugiej totalna niekompetencja! ..

    Jakubie -
    A - tego typu loty powinny być tak przygotowane by piloci mogli wylądować "na ślepo". więc mieli prawo przypuszczać iż tak samo będzie i tym razem!

    B - Nawet gdyby CAŁA załoga i wszyscy pasażerowie byli rodowitymi Rosjanami, to z komunikatów wieży i tak NIC sensownego nie wynikało!

    C - Nie myl "uprawnień" z umiejętnościami.

    D - bez znaczenia!

    E - Skoro nie było decyzji, to czemu obniżano lot?

    F - o ile rzeczywiście tak lądowano! mamy tylko coraz mniej wiarygodne opinie "ekspertów" MAK i komisji Millera - a jedną z przesłanek błazeńskości tamtych osób jest fakt iż niektóre kluczowe elementy oprzyrządowania znajdowano dopiero w kilka dni po ogłoszeni ze załoga lądowała "na automacie" !

    G - Bo ta sygnalizacja po prostu uruchamia się zawsze.

    "Niestety to polski bałagan i nonszalancja wraz z rosyjskim bajzlem okazał się być prawdziwą "bombą"" - tu możemy się zgodzić, jeszcze kilka dni temu zgodził bym się na 100% ale obecnie pomimo wszystko mam ogromne wątpliwości.

    A kolega z Onetu (co nie dziwi, bo to portal dla ludzi o pewnych właściwościach umysłowych - których nie wymienię, bo nie mam ochoty stać się ofiarą kolejnego procesu o zniesławienie) - wyraźnie zapomina chociażby o losie Litwinienki, czy mieszkańców bloków wysadzonych w powietrze (wraz z tymi mieszkańcami) byle tylko uzasadnić tezę o konieczności nowej wojny w Czeczeni...
    Inaczej mówiąc - durnia brać na serio nie należy, bo jego analiza jest funta kłaków nie warta.

    ps. MaciErewicz !!!!!!
    Kolego ODSTAJESZ !

    P - póki co każdy IDIOTA miał możliwość przekonać się jak robiono go w balona podając jako PEWNIKI choćby fakt iż Błasik był w kokpicie, doszło do kłótni między Błasikiem a Pilotem, zachowano wszelkie procedury i standardy, nie pomylono żadnych zwłok itp. itd...

    OdpowiedzUsuń
  9. no widzisz Makromanie, nie trzeba wierzyć we wszystko co mówią w TV, nawet w trwam;)

    p

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie - tylko powiedz mi co tam mówią bo ja TV WCALE nie oglądam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja czasem oglądam i można tam usłyszeć, że jedni tłumaczą katastrofę koincydencją wielu czynników (nieprawidłowości oraz czynników losowych), a inni panowie nie mają złudzeń, że prezydent i reszta załogi została zamordowana przez Rosjan, oraz. że rząd Polski pomagał w akcji przed i po.

    wiara w fakty przedstawiane w mediach (nie tylko tv) prowadzi czasem na manowce.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  13. "Makromanie"

    A. Pilot nigdy nie może lądować, jak to określiłeś, "na ślepo". W lotnictwie istnieją precyzyjne procedury dotyczące lądowań.
    Po drugie, i tu nie bronię Rosjan, to oni sami od kilku lat mówili nam, że to lotnisko nie nadaje się do użytku o odradzali nam z jego wykorzystywania. Niestety nasze VIPy chciały podwozić swoje tyłki jak nalbliżej... mimo wiedzy, że lotnisku brak nowoczesnych systemów nawigacyjnych.

    B. Znajomość rosyjskiego tylko przez Protasiuka obciążała go dodatkowymi obowiązkami komunikacyjnymi, rzecz niedopuszczalna w trakcie lądowania w bardzo trudnych warunkach. Załoga jaka 40 też nie znała rosyjskiego.

    C.Uprawnienia w lotnictwie są tożasame z umiejętnościami. Dramatyczna historia awiacji wymusiła "kategoryzację" pilotów i wprowadzenie licencji np. na różne warunki pogodowe, loty w dzień i noc. Jeżeli nie masz licencji na loty nocne, to nie masz prawa latać po zmierzchu, koniec kropka. Protasiuk złamał zasady swoich uprawnień. Więcej... nie tylko nie miał ważnych uprawnień ale nie przechodził kontroli w wyznaczonym czasie. Regulamin wojskowy mówi, iż kto nie wykona kontroli techniki pilotażu, automatycznie ma zawieszone wszystkie uprawnienia. Z tej feralnej załogi tylko technik pokładowy miał ważną licencję.
    Niestety w tym pułku działo się tak od wielu lat... nikt z dowództwa nie potrafił też odmówić politykom, szkoda.

    D. Pośpiech (spowodowany opóźnieniem) zawsze powoduje nerwowość i skutkuje błędami. Patrz "słynna" katastrofa dwóch B747 na Teneryfie. Pośpiech i nerwowość) jednego z pilotów (doświadczonego kapitana KLM) doprowadziła do śmierci kilkuset osób.

    E. jak wyżej... brak decyzji = nerwowość.

    F. O fatalnym wyposażeniu lotniska wiedziano od dawna. Bez ILS lotniska, automatyka lądowania samolotów nie działa.

    G. To po co instalowano to urządzenie? Ma przecież ratować życie. I ponownie napiszę... ignorowanie wskazań przyrządów i zdanie się na tzw. "intuicję" nie raz bywało przyczyną katastrof.
    Co więcej, nasz załoga posługiwała się radiowysokościomierzem, a powinna barycznym.

    OdpowiedzUsuń
  14. P - jak by nie było JEDYNYMI którzy z tej katastrofy wynieśli dla siebie pożytek są Rosjanie - pokazali kto tu rządzi, udowodnili że możemy im naskakać, przekonali się jak łatwo manipulować małpami mieniącymi się "polskimi mężami stanu".
    I to jest niezaprzeczalne - reszta to domysły.

    Niezaprzeczalny jest tez festiwal kłamstw i podłości jaki zaprezentowano tuż po katastrofie.
    - "osobiste życzenie Prezydenta"
    - "konsultacje z Bratem"
    - "pijany generał w kokpicie"
    - "kłótnie z załogą"
    itp.itd.

    OdpowiedzUsuń
  15. A - "W lotnictwie istnieją precyzyjne procedury dotyczące lądowań." - właśnie dla tego kilku ludzi poleciało ze stołków gdyż ani one były precyzyjne, ani nikt ich nie chciał przestrzegać...

    "to oni sami od kilku lat mówili nam, że to lotnisko nie nadaje się do użytku o odradzali nam z jego wykorzystywania." - lotnisko było cały czas wykorzystywane i o tym doskonale wiedziały nasze służby.

    B - W grę wchodzi zaledwie kilka słów i nieco cyfr - podejrzewam że każdy sławianin je zrozumie. - brak znajomości języka to jeden z mitów.

    C - "Uprawnienia w lotnictwie są tożasame z umiejętnościami" - NIC podobnego, uprawnienia można stracić np na skutek braku konkretnego badania, umiejętności pozostają. am mam sporo umiejętności, dla których uprawnienia już mam nieważne.
    "Regulamin wojskowy mówi, iż kto nie wykona kontroli techniki pilotażu, automatycznie ma zawieszone wszystkie uprawnienia" - czy przez to przestał umieć latać?

    D - Teneryfa to faktycznie niesamowita głupota. Tym razem jednak pośpiech NIC do rzeczy nie miał, gdyż teza o "pośpieszaniu" pilotów tez nie znalazła swojego potwierdzenia w dokumentacji lotu!

    E - jak wyżej - nie znalazło potwierdzenia.

    F - Ktoś wiedział, ale dane te najprawdopodobniej nie zostały przekazane załodze.

    G - Przyrządy - jak sama nazwa wskazuje pełnią rolę pomocniczą! Decyduje zawsze człowiek.
    Sygnalizacja która uruchamia się ZAWSZE jest cokolwiek do bani - to też znam z własnego podwórka - więc się ją ignoruje.
    Co zaś do wysokościomierza - zdajesz sobie sprawę jak działa ten baryczny?! On wskazuje jedynie różnicę ciśnień, w przypadku nagłych zmian cienienia (mieli wówczas silne zamglenie a więc i konwekcję mas powietrza) staje się praktycznie jedynie przyrządem orientacyjnym. Wiem... sam w górach takie wysokościomierze testowałem. Zachodu z tym co niemiara. Trzeba ustalić "punkt startowy", potem na każdym pietrze mierzyć ciśnienie, potem dopiero tymi pomiarami korygować wskazania wysokościomierza.

    OdpowiedzUsuń
  16. A. Przepisy były precyjne, tylko nikt ich nie przestrzegał (mniemam, że także pod wpływem polityków, którzy 36 płk, traktowali jak taksówkę). Głowy poleciały słusznie, ale niestety "po fakcie", póki wszystko było (pozornie) OK, nikt nic nie robił.

    Wróćmy do pogody, bo o tym pisałem. Była bardzo zła i o tym wiedziano, w trakcie lotu załoga była o tym informowana.

    B. Bzdury piszesz... powiedz to pilotowi linii lotniczej. W 1996 roku w Norwegii rozbił się Tu 154m. Jedną z przyczyn była słaba znajomość j. angielskiego przez załogę feralnego lotu. W tym języku łatwo pomylić liczby "-naście" z "-dziesiąt", np. 13 i 30. Taaa... w grę wchodzi tylko znajomość kilku cyfr. Dobrze, że nie jesteś pilotem...
    Załoga jaka 40 pomyliła rosyjskie komendy i po wylądowaniu (mimo ewidentnego złamania zasad bezpieczeństwa), zamiast kołować prosto, skręciła w prawo.

    C. Źle zrozumiałeś. Tu chodzi o bezpieczeństwo. Jeżeli nie masz uprawnień do lotów w nocy, nie oznacza, że w nocy nie byłbyś w stanie latać. Kilka wypadków awionetek i pilotów, którzy złamali zasady swojej licencji, aż nadto wskazuje, iż należy to (uprawnienia lotnicze i umiejętności) utoższamiać... ze względów bezpieczeństwa.
    Z innej beczki... wypadek liecalistów w Tatrach sprzed kilku lat, doświadczony nauczyciel "górołaz", ale brak uprawnień... wszyscy wiemy, jak się skończyło. Nie daje ci to "Makromanie" do myślenia?

    D. Fakt pierwszy, wylot odbył się z pół godzinnym opóźnieniem. Fakt drugi, z rozmów w kokpicie wynika, że załoga wiedziała, jak Vipom zależy na tych uroczystościach. Po trzecie, Protasiuk był pilotem w trakcie tzw. "incydentu gruzińskiego", wiedział, do jakiej awantury potem doszło.

    E. Załoga była "pod ciśnieniem" dwóch faktów, fatalnej pogody w Smoleńsku (potwierdzanej przez kontrolę w Mińsku), świadomości "ważności" wizyty oraz braku decyzji prezydenta co robić.

    F. To tylko twoje bajdurzenie... ktoś nie przekazał, może tak planowano zamach? Faktem jest, że załoga w tym składzie nie trenowała wspólnych lotów w tak złych warunkach i bez ILS.

    G. TAWS zadziałał prawidłowo, to reakcja człowieka na sygnał ostrzegawczy była nieprawidłowa. Smoleńska nie było w pamięci TAWS, a więc reagował na zbliżanie się do ziemii. Pogoda była (widoczność)fatalna... lepiej było polegać na ostrzeżeniach. Tu warto przypomnieć katastrofę z 2002 roku, kiedy zderzyły się Tu 154 i B757. Przyczyny tragedii były różne, wśród nich niejednoznaczności w przepisach lotniczych — w przypadku, kiedy polecenia kontroli ruchu lotniczego i wskazania przyrządów w samolocie są przeciwstawne, kapitan samolotu ma obowiązek podjąć decyzję, które z nich uzna za obowiązujące, jednakże nie zdefiniowano, co kapitan ma preferować; w rezultacie kapitan Tupolewa wybrał polecenia kontrolera (po katastrofie zmieniono przepisy i teraz kapitan ma w takiej sytuacji preferować wskazania przyrządów samolotu).
    Chodziło o urządzenie mające zapobiegać kolizjom w powietrzu...

    Rosjanin podał ciśnienie panujące na lotnisku w Smoleńsku... czemu nasi korzystali z radiowego pomiaru? Błąd.

    OdpowiedzUsuń
  17. z raportu Millera:
    "Komisja, analizując dokumentację szkoleniową pilotów 36 splt, stwierdziła, że zapis ten
    umożliwił wykonywanie lotów od momentu zakończenia szkolenia i nadania uprawnień przez
    24 miesiące bez żadnej kontroli i lotów treningowych. Zapis wydaje się zbyt liberalny i nie
    pozwala w sposób właściwy utrwalać i weryfikować zdobytych nawyków pilotażowych oraz
    sprawdzać standardu czynności pilotów załóg wieloosobowych lotnictwa transportowego.
    Taki sposób „honorowania” doświadczonych pilotów mógł znaleźć usprawiedliwienie
    w przypadku samolotów o prostej konstrukcji, ale stosowany w samolotach wykonujących
    przewóz lotniczy jest anachronizmem. W cywilnym przewozie lotniczym kontrole muszą być
    przeprowadzane dwukrotnie w ciągu roku, bez względu na poziom wyszkolenia pilota.
    W cywilnym lotnictwie ogólnym kontrole takie przeprowadza się raz w roku."

    "Makromanie" nie bredź już o umiejętnościach... załoga ich nie miała, bo rozbiła samolot.

    OdpowiedzUsuń
  18. Makromanie,

    cynizm polityków nie jest żadnym argumentem. Nie wiem jak można oczekiwać prawdy z ust polityków, którzy prawdę traktują jako środek do ugrania swego. Każdy z polityków ma jakiś swój ukryty cel, a wszyscy mają ponadto wspólny - ciągnąć za sobą masy i rządzić.

    Wyjaśnienie katastrofy w sensie wskazania jednej przyczyny jest zadaniem tak trudnym, że prawie niemożliwym, oczywiście pod warunkiem, że nie doszło do zamachu, a przyczyna jest wynikiem koincydencji wielu czynników. Jeśli jednak nikt za rękę nie złapał, a dowodów, które nie pozostawiają cienia wątpliwości brak, to trzeba sprawę wyjaśniać budując modele probabilistyczne. Wówczas każda z potencjalnych przyczyn jest tylko hipotezą o określonym stopniu prawdopodobieństwa. Wnioskowanie jest bardzo trudne (raczej podejście Bayesowskie), bo szacowanie prawdopodobieństwa przyczyny na podstawie faktów potrzebuje wiedzy a priori, a wiedza ta jest zawsze subiektywna. Jednak takie podejście pozwoli na wskazanie hipotezy najbardziej prawdopodobnej spośród innych wykluczających się na wzajem, ale pod warunkiem że wykluczy się z grona ekspertów ludzi zaangażowanych emocjonalnie. Proces ten musi trwać, a pewne hipotezy są w trakcie odrzucane, choć w świetle nowych faktów mogą powracać. Potrzebny jest więc proces, w którym eksperci nie będą się zwalczać na wzajem (patrz politycy, którzy pretendują do roli ekspertów i wydają sądy), ale będą szukać prawdy, a w zasadzie jej przybliżenia.

    To co robicie z Jakubem K. jest cenne w świetle takiego podejścia, dyskutujecie i kształtujecie pewne wagi niezbędne w procesie wnioskowania. Każdy z was dodaje swoje spostrzeżenia i doświadczenia. Tak sobie wyobrażam pracę ekspertów. Natomiast to co serwują politycy to po prostu polityka, im chodzi o to, żeby się na wzajem oskarżać, dzielić ludzi i ich poglądy. Żaden z nich nie wie jak było na prawdę, a każdy zachowuje się tak, jakby miał 100% pewności. Ludzie to widzą (słyszą/czytają) i też zachowują się tak jakby było wszystko jasne.

    Takie podejście skutkuje tym, że któraś ze stron będzie ZAWSZE niezadowolona z aktualnego wyniku śledztwa i będzie zarzucała kłamstwa, mataczenie, a w skrajnym wypadku ZBRODNIĘ. Ja rozumiem, że emocje są nie małe, ale nie dajmy się zwariować. Hipoteza zamachu, choć mało prawdopodobna nie jest ostatecznie odrzucona, ale nie przypisujmy jej prawdopodobieństwa nadmiernego, bo to prowadzi do tego, że padają oskarżenia i ludzie sobie do gardeł skaczą.

    Już kończąc, nieprawidłowości w śledztwie oraz cynizm polityków, nie są dowodem na zamach. Znalezione substancje są badane i eksperci z pewnością się wypowiedzą w swoim czasie. Polacy za politykami dali się ponieść emocjom po ostatnich doniesieniach prasowych i wizja zamachu urosła im do 100%.
    Ruskich można nie lubić, Tuska też, ale to nie znaczy, że można ich oskarżać o zbrodnię na podstawie własnej wizji, nienawiści (względnie wielkiej niechęci), czy poszlak, które mogą co najwyżej wzmocnić prawdopodobieństwo P(A/B) gdzie A-zamach, B-znaleziony trotyl.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  19. i dalej (poczytaj dobrze "Makromanie"):

    Podczas analizy „Osobistego dziennika lotów” oraz eskadrowej ewidencji lotów
    Komisja stwierdziła, że w roku 2009 oraz 2010 pilot nie wykonał żadnego lotu
    treningowego na samolocie Tu-154M (w 2010 także na samolocie Jak-40), wykonując
    tylko zadania operacyjne. Nie wykonywał także lotów związanych z systematycznym
    treningiem lądowania z jednym niesprawnym silnikiem czy wykorzystaniem różnych
    systemów lądowania

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakubie -
    B - Czytałeś stenogram? JAKIE komendy z wieży padły? Czy któraś z nich miała newralgiczne znaczenie?

    A komendy "z wieży" są podawane w/g standardowego wzorca (przynajmniej te wydawane przez profesjonalistów), aby je zrozumieć wystarczy dwie godziny szkolenia.

    Nie jestem pilotem, ale często musiałem pracować z rosyjską dokumentacją technologiczną i to w stanach awaryjnych, więc wiem jak to jest i wiem też że jak ktoś wie "o co chodzi" to sobie poradzi.

    C - że nadal mylisz jedno z drugim. Ja swoje uprawnienia muszę potwierdzać co rok, czy w przypadku gdy będę chory i ten rok minie a następny egzamin będę miał za miesiąc - to straciwszy uprawnienia, stracę też umiejętności?
    A wypadek w tatrach, to czysty pech - nawet tysiąc licencji nie pomogło by tym którzy wtedy wyszli na szlak.

    D - W Georgii było co innego tu co innego - kolejny z mitów propagowanych aby winę zrzucić na Kaczyńskiego.

    E - wyraźnie jest zapis z kokpitu - "polecimy, zobaczymy, może się uda wylądować" Za to żadnego zapisu "nacisku".

    F - żadne bajdurzenie - dane przekazane nie zostały.
    A załoga była szkolona w różnych konfiguracjach - zresztą choćby byli to zupełnie obcy ludzie - NIE zaistniała sytuacja w której to brak zgrania tego zespołu wpłynął na cokolwiek. Albo był sabotaż albo uderzenie w ziemię na skutek błędów co do aktualnej wysokości samolotu. Nawet ludzie którzy razem wylatali tysiące godzin też by się rozbili.

    G - TAWS działał, ale co z tego? Piloci liczyli że są "na podejściu" wiec TAWS powinien sygnalizować "terrain ahead' a oni powinni zobaczyć pa - zobaczyli drzewa! Jak mi ktoś wytłumaczy czemu znaleźli się "obok" pasa - to wtedy pogadamy o pomocy tego urządzenia.

    kontroler coś tam podał - na ile było to wiarygodne to jedno - z drugiej strony co dał by im wysokościomierz baryczny (podający wysokość bezwzględna) w sytuacji gdy lecieli złym kursem?

    Miller - odwalił kawał "dobrej roboty", by ukryć sedno zdarzenia.
    Przygotowanie pilotów NIC nie miało do rzeczy - byli błędnie naprowadzani i znaleźli się OBOK ścieżki lądowania - czy gdyby mieli konieczne certyfikaty było by inaczej? tego już Miller nie mówi - czemu nie mówi? Bo woli przemilczeć niewygodne dla rządu kwestie.


    OdpowiedzUsuń
  21. P -
    Problem w tym że to właśnie eksperci lotniczy, mechanicy, konstruktorzy itp. wypowiadają się w sposób jednoznaczny - "tak się nie mogło stać" - ten samolot nie powinien tak wyglądać, po takim uderzeniu - określone elementy kadłuba powinny nosić inne znamiona katastrofy. itp. Dla mnie to jak najbardziej konkretny dowód na mataczenie.
    Nawet nie to jest teraz ważne, czy był zamach czy nie. Ważne jest że spora grupa ludzi realizuje dokładnie to czego oczekuje Moskwa.
    A to już w zasadniczy sposób podważa naszą suwerenność.

    OdpowiedzUsuń
  22. Makromanie,

    ja też słyszę różne opinie ludzi, którzy znają się na mechanice, symulacjach, czyją konstrukcję. Zdania są rzeczywiście podzielone. Dlatego prace powinny być prowadzone w zespole ekspertów i nie powinny być naciskane przez polityków. Pech w tym, że sprawa jest bardzo polityczna i prawdzie ciężko będzie się wybić na wierzch, większość niezbędnych danych jest w rękach urzędów sterowanych odgórnie przez polityków. Dlatego raczej nie łudzę się, że poznamy całą prawdę. W takiej sytuacji czuję się bezradny. Współczuję rodzinom ofiar i mam nadzieję, że kiedyś się dowiedzą jaka była przyczyna wypadku. Czas gra na niekorzyść, ci którym zależy na spowolnieniu akcji - (jeśli tacy są, a raczej są bo w polityce nie ma sentymentów tylko ochrona własnej twarzy) mają do tego wszelkie narzędzia. Żyć w przekonaniu, że mogło być inaczej niż mówią politycy to musi być koszmar, poczucie niesprawiedliwości, krzywdy i bezsilności. Pomimo tego oskarżenia powinny poczekać, aż jakimś cudem politycy i ich ludzie popełnią błąd i eksperci wykażą jednoznacznie, że było inaczej niż komisja Millera wykazała (wyciek danych związanych z lotem, wyciek rozmów związanych z mataczeniem itp...zawsze jakiś ślad jest). Wcześniej to po prostu falstart.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  23. P - w rzeczy samej - Naczelny Rzepy chyba za ten falstart zapłaci.
    jednak jest to ten typ rany która musi mieć stale założonego drena, musi ropieć nim się oczyści, takim drenem są ciągłe poszukiwania, drążenie tematu, zadawanie niewygodnych pytań w końcu niewiara w uczciwość i rzetelność tych którzy tam wówczas działali - o tyle uzasadniona iż zamiany ciał są faktem a nie pomówieniem.

    OdpowiedzUsuń
  24. Makromanie,

    masz rację. myślę jednak, że ludzie nie byliby tak zmęczeni tą kwestią, gdyby argumentacja była bardziej merytoryczna i pytania były zadawane w duchu np. wyjeśnijcie dlaczego zdarzenie A czy B miało miejsce, a nie zaś wyjaśnijcie dlaczego sfałszowaliście, zdradziliście, wymordowaliście. Politycy są sprytni i tak manipulują umysłami, aby podsycać nie głód poznania prawdy, a samą nichęć, nienawiść itp. Kwestia przyjętej retoryki.

    Manipulowanie prawdą jest zawsze obrzydliwe, nie tylko wtedy, gdy ktoś chce ukrywać zbrodnie, ale nawet wówczas, gdy potrzebne są konkretne odpowiedzi w sytuacji gdy takich brak. Czyli innymi słowy lepszy wniosek naciągany, ale konkretny niż mówienie, że trudno cokolwiek powiedzieć...i chyba ci co wyjaśniają katastrofę taką zasadą się kierują, bo coś powiedzieć trzeba, przecież ludzie czekają...

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  25. Niby racja - P - ale z drugiej strony Rodzina Krzysztofa Olewnika stawiała takie "zrównoważone" pytania przez wiele lat - dopiero gdy zaczęto używać słów. typu "spisek", "współudział", "układ" itp sprawa ruszyła z miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  26. tylko, że katastrofa smoleńska nie ma jednoznacznie kryminalnego podłoża, więc większa powściągliwość jest uzasadniona.

    p

    OdpowiedzUsuń
  27. tak samo jak sprawa Olewnika - te same mechanizmy, to samo UBeckie WSIowe i polityczne draństwo.
    Tu żadne łagodne słowa nie są potrzebne. Łagodnościami karmiono ich przez dwadzieścia lat i co? każdy widzi jakim jesteśmy państwem "prawnym".

    OdpowiedzUsuń
  28. cytat:

    "Na podstawie analizy zapisów zawartych w „Osobistym dzienniku lotów” oraz
    eskadrowej ewidencji lotów Komisja stwierdziła, że:
    − w 2006 r. wszystkie zajścia do lądowania (227) pilot wykonał wg systemu ILS;
    − w 2007 r. na ogólną liczbę 266 wykonanych zajść do lądowania, 260 było wykonanych
    z użyciem systemu ILS, trzy wg systemu VOR DME (26.04., 20.05., 20.12., Tu-154M
    prawy fotel) oraz trzy z wykorzystaniem systemu USL (dwa 13.02. oraz jedno 12.03.).
    − od stycznia do maja 2008 r. pilot wykonywał tylko zajścia do lądowania
    z wykorzystaniem systemu ILS. W czerwcu na 33 wykonane zajścia do lądowania pilot
    wykonał trzy zajścia z wykorzystaniem NDB (23.06.), pozostałe wg systemu ILS.
    Następne zajścia z użyciem NDB są zarejestrowane we wrześniu – sześć zajść. W tym
    okresie, tzn. od czerwca do września, pilot realizował szkolenie dowódcze na Tu-154M
    i zajścia te wynikały z programu przeszkolenia;
    − w 2009 r. pilot wykonał cztery zajścia z wykorzystaniem NDB, pozostałe
    z wykorzystaniem systemu ILS.
    Z powyższego zestawienia wynika, że pilot zdecydowaną większość podejść do
    lądowania wykonywał według systemu ILS."

    "Szkolenie dowódcy statku powietrznego, drugiego pilota oraz nawigatora pokładowego
    realizowane było w pośpiechu, niemetodycznie i z naruszeniem zapisów dokumentów
    normujących ten proces.
    Członkowie załogi pomimo uzyskania formalnych uprawnień, potwierdzonych
    rozkazami dowódcy jednostki, nie spełniali kryteriów pilota w pełni wyszkolonego
    i przygotowanego do wykonywania obowiązków na danym stanowisku. Członkowie
    załogi mieli małe doświadczenie w wykonywaniu lotów na tym typie statku powietrznego
    w trudnych WA oraz przy wykorzystaniu nieprecyzyjnych systemów lądowania, takich jak:
    RSL, 2 x NDB czy USL + RSL. Większość lotów podczas szkolenia praktycznego wykonana
    była w bardzo dobrych WA oraz przy wykorzystaniu systemu ILS, co – zdaniem Komisji –
    miało wpływ na poziom wyszkolenia załogi w elementach budowy podejścia do lądowania z wykorzystaniem systemów nieprecyzyjnych. Technik pokładowy miał niewielkie
    doświadczenie w wykonywaniu swoich obowiązków na samolocie Tu-154M."

    OdpowiedzUsuń
  29. ...a to że Rosjanie nie pokazali zapisu wideo z wieży KL, to inna sprawa. Pewno chcą ukryć swoje własne niedbalstwo i bałagan. Z zapisów rozmów wiemy, że było tam nerwowo, zarówno kiedy lądował nasz jak 40 (a zrobił to łamiąc zakaz KL, piloci jaka powinni dostać zarzuty prokuratorskie za zachęcanie Protasiuka do lądowania, kretyni !!!), a później ił 76. Sprzęt KL był zabytkowy, brak ILS, ogólna nerwowość załóg i zła pogoda... na dodatek nasi z tu 154 nie ćwiczyli lądowań w tak złych warunkach bez ILS... to musiało skończyć się tragicznie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Jakubie - choćby tm a sterami siedział facet siłą oderwany od traktora, w gumofilcach i beretce z antenką, nawalony tanim winem i z wyborczą zamiast onuc w gumofilcach - to ten fakt i tak ma trzeciorzędne znaczenie wobec okoliczności że rozrzut szczątków samolotu nie odpowiada teorii o upadku, ale raczej potwierdza tezę o rozpadzie maszyny w powietrzu.
    Tak samo oględziny mechanoskopijne niektórych fragmentów wraku, wyraźnie wskazują że działały na nie siły rozciągające a nie zgniatające.

    OdpowiedzUsuń
  31. Z wywiadu z dr M. Laskiem (przew. PKBWL):


    Agnieszka Kublik, Roman Imielski: W mediach związanych z PiS krąży informacja, że komisja Jerzego Millera nie miała własnych badań, że opierała się wyłącznie na badaniach przeprowadzonych przez Rosjan. Kiedy polscy eksperci przybyli do Smoleńska?

    Dr Maciej Lasek: Pierwsi członkowie komisji byli na miejscu już 10 kwietnia. Koledzy, którzy przeprowadzali badania - następnego dnia.


    Nasi eksperci dokonali oględzin wraku?

    - Tak, i to sami, a nie jako osoby towarzyszące Rosjanom. Rosjanie przeprowadzali swoje prace, a nasi eksperci dokumentowali i robili swoje pomiary. W raporcie kończącym pracę komisji są m.in. zdjęcia, na których widać, jak koledzy dokonują pomiaru wysunięcia trzonów układów sterowniczych. Pobierali też różne próbki. Cały materiał, który tam zebrali, stanowił bardzo ważny element naszych badań.


    Pobrali próbki wraku?

    - Też. Są opisane w jednym z załączników do raportu: m.in. fragmenty ubrań, parasolka, banknot, nadpalona książka. To wszystko są materiały chłonne, które mają największe szanse na absorbowanie obcego materiału, który mógłby być naniesiony w trakcie wybuchu.


    Fotografowaliście brzozę?

    - Tak, dzień po wypadku i w dniach następnych. Tak jak i szczątki samolotu przed ich przeniesieniem w miejsce, gdzie nastąpiła tzw. obrysówka, czyli złożenie wraku w obrysie samolotu. Wszystkie zabezpieczone próbki zostały przywiezione do Polski i poddane badaniom w Wojskowym Instytucie Chemii i Radiometrii.

    tu jest całość: http://wyborcza.pl/1,75478,12788658,Maciej_Lasek__I_wybuch_i_rzekome_polecenie_zejscia.html








    OdpowiedzUsuń
  32. Kto przeprowadzał "twoje" badania, jaki instytut? Czy Maciarewicz zna sie na lotnictwie, badał już kiedyś jakiś wypadek?
    A może cała komisja Millera brała udział w spisku wraz z instytucjami badawczymi, które nie stwierdziły wybuchu?
    Rozumiem, że nie zgadzasz się z opinią Wojskowego Instytutu Chemii i Radimetrii - wybuchu nie było.
    Rozumiem, że masz inne analizy niż badanie z ABW i Centr. Lab. Krym., które nie stwierdziły manipulacji przy zapisie z czarnych skrzynek. Masz? To przedstaw je!!!

    OdpowiedzUsuń

  33. Zamontowana przez polskich ekspertów czarna skrzynka monitorująca różne systemy maszyny jest dokładniejsza od tej zamontowanej przez Rosjan. Badali ją tylko polscy eksperci?

    - Tak, nasz rejestrator szybkiego dostępu QAR rejestruje więcej parametrów niż rejestrator wypadkowy FDR, choć korzysta z tych samych danych. Dodatkowo mierzy poziom wibracji silników. Został zamontowany po katastrofach samolotów Ił-62 w latach 80., by monitorować, czy nie dochodzi do usterek elementów silników, które doprowadziły do tragedii maszyn LOT-u.

    Ten QAR został odnaleziony kilka dni po wypadku i przywieziony do Warszawy. Rosjanie w ogóle się nim nie zajmowali. Jest objęty ochroną patentową i tylko firma ATM ma odpowiedni klucz, by zapisane dane rozkodować. W Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych został odczytany przez specjalistów z ATM i od razu otrzymaliśmy wyniki. Zostały też przekazane Rosjanom.

    Gdy od Rosjan dostaliśmy kopie zapisu FDR, porównaliśmy je z QAR. Były zgodne, co pozwoliło nam wykluczyć manipulację. Zresztą jakakolwiek ingerencja w QAR zostawiłaby ślady, które firma ATM by odkryła.



    OdpowiedzUsuń
  34. A... i jeszcze jedno, trotyl a tym bardziej dynamit (bo oparty na nitroglicerynie), to raczej służy do wyburzania betonowych konstrukcji lub w kamieniołomach. Nad Lockerbie użyto plastycznego semtexu.

    OdpowiedzUsuń
  35. "
    "No, wiecie, tu jest pizda, ale możecie spróbować, nam się udało".

    Ale tym z TU 154 się nie udało... "Makromanie" przemyśl te słowa.

    OdpowiedzUsuń
  36. Jakubie.
    I co takiego ten facet powiedział?
    że robili jakieś badania? (jasne że robili, coś musieli robić - ale czy były one efektywne czy wyłącznie efektowne to już tego nie mówi).

    W ogóle cała ta zadyma z trotylem, miała na celu jedynie mydlenie oczu aby umniejszyć przekaz z Konferencji Smoleńskiej.
    http://www.konferencjasmolenska.pl/

    Oglądnij, przemyśl to co mają do powiedzenia - potem pogadamy.

    A trotyl?
    A wiesz robiliśmy kiedyś taki eksperyment. Osłabialiśmy konstrukcję stalową naprzemiennym ogrzewaniem i oziębianiem - po kilku próbach w czasie dynamicznego obciążenia... rozpadła się!

    Taki sam efekt można by uzyskać przy pomocy mikrowybuchów, przy tym nie pozostawił by łatwo dostrzegalnych śladów jak po działaniu piłki, czy palnika. Potrzeba tylko czasu, modelu matematycznego rozkładu naprężeń, wiedzy pirotechnicznej i ... chęci czynienia zła.
    A to co było nad Lockerbie to... amatorszczyzna, która zostawiła ślady bardziej czytelne niż gdyby zamachowcy podpisali się na burtach samolotu.

    OdpowiedzUsuń
  37. Hm? Całe działanie Maciarewicza polega na dezawuowaniu działań polskich służb. Komisja badania wypadków lotniczych jest w spisku, ABW, laboratoria kryminalistyczne, prokuratura, itd. również. Jakie kwalifikacje ma Antoś? Kiedy był wypadek to szybciutko zwiał do Polski. A tymczasem to ludzie z PKBWL w błocie analizowali i badali szczątki wraku. Zarzucasz grupie ludzi, że nie zależało im na wyjaśnieniu sprawy, że są gorszymi Polakami, którzy byle jak odwalili swoją robotę...
    Aż nadto takie zachowanie przypomina "wysadzanie" państwa przez Hitlera i jego bandę.
    PIS próbuje tworzyć "równoległe" państwo.

    cytat:
    "Taki sam efekt można by uzyskać przy pomocy mikrowybuchów, przy tym nie pozostawił by łatwo dostrzegalnych śladów jak po działaniu piłki, czy palnika. Potrzeba tylko czasu, modelu matematycznego rozkładu naprężeń, wiedzy pirotechnicznej i ... chęci czynienia zła."

    Gadasz jak zwolennicy spisku w WTC, którzy twierdzą, że ładunki w budynkach były umieszczone na długo, przed zdarzeniem.
    Acha... to malutkie bomby założono niepostrzeżenie pomiędzy wewnętrznymi elementami konstrukcyjnymi skrzydła. I nikt nie zauważył momentu ich zakładania, albo, co gorsza... to agenci ruskich służb w polskich mundurach to zrobili. Daj spokój...
    Kto wymyślał "sztuczne mgły", "bomby magnetyczne", "hel" i inne bzdury? Tak! To Antoś, mec. Rogalski i inni dyletanci.

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozumiem też, że ty mikrowybychy robiłbyś trotylem (który jest lepszy od plastycznego semtexu) i nie byłbyś takim amatorem jak w przypadku Lockerbie. Ach, ten Antoś i jego zespół, wszyscy tam byli i pobierali próbki i okazali się lepsi niż agenci Putina.

    OdpowiedzUsuń
  39. Jakub - przestań wyładowywać swoje fobie i frustracje na mnie.
    Macierewicz, wie co robi bo gdyby nie on to być może sprawę udało by się zamieść pod dywan.

    Ja nikomu nic nie zarzucam - sami sobie zarzucają kłamstwami i mataczeniem.

    Skoro "zamiana ciał" to powoli standard, skoro jak się okazuje szereg ekspertyz nie został wzięty w ogóle pod uwagę. Skoro wreszcie w materiale dowodowym NIE MA zapisów rejestratora systemu TAWS (to ten nieszczęsny na którego się powoływałeś), a który zweryfikuje zapisy innych systemów rejestrujących.
    Skoro last but not least, nikt nie dokonał ekspertyzy feralnej brzozy ani fragmentu skrzydła który miał wejść z nią w kolizję - to co myślący człowiek może na ten temat wydedukować?

    ps. I przestań częstować mnie retoryką z wyborczej "Zarzucasz (...) że są gorszymi Polakami,"!

    OdpowiedzUsuń
  40. cytat:
    "Macierewicz, wie co robi bo gdyby nie on to być może sprawę udało by się zamieść pod dywan."

    Taaa... Antek był na miejscu i wszystko zbadał.

    cytat:
    "Skoro "zamiana ciał" to powoli standard..."

    Po pierwsze, ta przykra sprawa nie ma nic wspólnego z przyczynami katastrofy. Po drugie, to błędy ze strony rodzin i polskich urzędników, były przyczyną "błędnej identyfikacji" a nie "zamianą ciał" - prokurator Szeląg wyjaśnił to jasno. Nikt nie zamieniał żadnych ciał, źle je zidentyfikowano.
    Gdyby dwa lata temu nie śpieszono się z pogrzebami i zrobiono badania DNA, dziś nie byłoby oburzenia. Ale za to byłby wrzask, że to brak szacunku dla zmarłych. Suche procedury... ale niestety żyjemy w kraju "świętojebliwym"...

    cytat:
    "... skoro jak się okazuje szereg ekspertyz nie został wzięty w ogóle pod uwagę."

    Nic się nie okazuje. Jakie ekspertyzy? Biniendy, który wprowadził sobie jakieś dane (a nie chce powiedziecieć jakie) do kompa i zrobił symulację. Nie karm mnie retoryką a la Kaczyński, że to "oczywsita oczywsitość".

    Polacy badali nasz własny rejestrator, Rusi go nie tykali, w Polsce. Nie zarejestrował on wybuchu (co skutkowałoby dekompresją kabiny - nie ma po tym śladu), ani niesprawności systemów samolotu. Rozumiem, że Antoś był w trakcie analiz urządzenia w firmie ATM, co?
    Sekcja zwłok posła Wassermana także nie potwierdza eksplozji, brak typowego obrażenia w postaci pękniętych bębenków.
    Specjaliści potwierdzają sprawność TAWS, infromacje głosowe z tego urządzenia są zapisane na rejestratorach i są na wykresach raportu Millera.

    Niech Kaczyński przestanie wyładowywać swoją frustrację, gorycz, złość po tylu przegranych na Polsce... niech lepiej znajdzie sobie kobietę... tylko, która go zechce... nawet jego "dawna miłość", J. Szczypińska wolała księdza... hehehe

    OdpowiedzUsuń
  41. cytat:
    "
    Psychologowie mówią o tunelowaniu poznawczym i z nimi trzeba by o tym porozmawiać. Najprawdopodobniej dowódca załogi skoncentrował się na pilotowaniu samolotu, a bodźce zewnętrzne do niego nie docierały. Czy dowódca tupolewa pierwszy raz zszedł poniżej minimalnej wysokości i złamał przepisy? Nie, to zdarzało się wcześniej. Nawet w trakcie lotu do Smoleńska załoga rozmawia ze sobą, jak wylądowała poniżej minimów w Gdańsku. Przeanalizowaliśmy loty członków załogi w ostatnich dwóch latach. Z tych analiz wynika, jak często były łamane procedury i przepisy nie tylko dotyczące pilotowania, ale również innych czynności lotniczych."

    "
    W raporcie piszemy, że ta załoga miała bardzo mało podejść nieprecyzyjnych, czyli na lotniskach ze słabym oprzyrządowaniem. Nie robiła nawet treningów w tych warunkach."






    OdpowiedzUsuń
  42. Jakubie - a Ty byleś na miejscu?
    To co takie rzeczy wygadujesz - Macierewicz jest niczym dren wetknięty w ropiejąca ranę - nie pozwala by się zabliźniła niem nie zostanie oczyszczona.

    Zamiana ciał -
    "Po pierwsze, ta przykra sprawa nie ma nic wspólnego z przyczynami katastrofy." - le wskazuje na nieudolność rządu i służb.

    "Po drugie, to błędy ze strony rodzin" - gó..o prawda! w dobie identyfikacji DNA rodzina NIC do pomylenia mieć nie powinna! Tymczasem jak mówią członkowie rodzin czasami kazano im identyfikować ciała np ukazując ... łokieć! Nie bądź śmieszny.

    "Ale za to byłby wrzask, że to brak szacunku dla zmarłych." - brednia

    "ale niestety żyjemy w kraju "świętojebliwym"" - straszna brednia.

    "Polacy badali nasz własny rejestrator, Rusi go nie tykali, w Polsce. Nie zarejestrował on wybuchu (co skutkowałoby dekompresją kabiny - nie ma po tym śladu), ani niesprawności systemów samolotu." - jakiej "dekompresji - na 100 metrach - facet kto Ciebie fizyki uczył? Co ten rejestrator rejestrował, konkretnie, wiesz?

    Gdzie masz ekspertyzę mechanoskopijną brzozy? gdzie oględziny fragmentu skrzydła który uderzył w drzewo?
    Pitolisz o jakimś "Antosiu" usiłując szyderstwem pokryć niekompetencję.

    NIKT nie mówi że eksplozja miała nastąpić w kabinie!!!! NIKT skąd takie supozycje? A skoro nie nastąpiła tam to na ciałach śladów osmaleń nie będzie! Szlus - cała ta argumentacja przedstawiana przez szuje medialno prokuratorskie jest zwykłym robieniem wody z resztek mózgów tych którzy te informacje odbierają jako prawdziwe.

    "Specjaliści potwierdzają sprawność TAWS" - a czy ktoś twierdzi ze jest inaczej? Chłopie chodzi o ZAPISY dokonywane przez system TAWS których rzecz dziwna nie ma w żadnym oficjalnym raporcie!

    A czy ktoś twierdzi że załoga składała się z "orłów" - NIE. Oczywiście należy zadać pytanie - KTO wydał decyzje by z taką misją wysłać właśnie tych ludzi?!
    Albo spisek, albo głupota - tak czy siak - facet NIE MA PRAWA pozostać na swoim stanowisku.




    "niech lepiej znajdzie sobie kobietę... tylko, która go zechce... nawet jego "dawna miłość", J. Szczypińska wolała księdza... hehehe" - jeszcze raz taki wyskok - i kwalifikuję Cie do grona debili kończąc jakiekolwiek dyskusje z Tobą.

    OdpowiedzUsuń