czwartek, 30 października 2014

Antyrodzinna szkoła




Powyższe hasło (cytat z Isokratesa) zostało wywieszone w jednej z warszawskich szkół. Podejrzewam, że w bardzo smutnej szkole, z nieszczęśliwymi pracownikami.

Kiedy ktoś mnie pyta dlaczego zdecydowaliśmy się na edukację domową, zwykle wskazuję na korzyści tej formy edukacji: indywidualizację nauczania; więzi rodzinne; świadomą socjalizację w różnych kontekstach; chrześcijańską perspektywę, którą możemy nanosić na przekazywane treści. Unikam krytycznych słów wobec poziomu nauczania w polskiej szkole i tzw. szkolnej socjalizacji. Dostrzegam bowiem również pozytywne aspekty szkolnej edukacji. Jednak gdy widzę takie hasła jak to na zdjęciu, to myślę sobie, że ktoś kocha wywoływać wojenki przeciwko rodzinie. Podważanie przez szkołę wkładu rodziców w "życie dobre i szczęśliwe" ich własnych dzieci (szkolnych uczniów), to tak naprawdę zamach na struktury społeczne. I zamiast rozbudzać w uczniach wdzięczność, szacunek dla rodzicielskiego trudu szkoła informuje ich, że jedyną rolą ojca w życiu dziecka jest to, że je zapłodnił, a jedyną rolą matki, to że je urodziła.

Potrafię zrozumieć, że autor tego hasła mógł nie mieć szcześliwego dzieciństwa i że miał niewiele powodów do wdzięczności wobec własnych rodziców, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego współczesna szkoła się z nim publicznie utożsamia i tym samym udaje się na misję przeciwko rodzicom swoich uczniów. Fistach (grany przez Tomasza Karolaka) z "Testosteronu" rzekłby z pewością: To jest masakra jakaś!  :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz