poniedziałek, 29 lutego 2016

Krótki dialog papieża Franciszka z Janem Kalwinem nt. wiary


Poniższy dialog jest fikcyjny, nigdy do niego nie doszło, choć nie jest powiedziane, że właśnie w taki sposób obaj panowie by nie rozmawiali. 

Jan: Szczęść Boże, Franciszku! 

Franciszek: Szczęść Boże, Janku! 

Jan: Zapraszam cię na studium biblijne w piątek do mojego domu. Będziemy rozważali biblijne fragmenty mówiące o wierze jako o Bożym darze

Franciszek: Ciekawy temat. Zgadzam się, że wiara jest Bożym darem. Nie wierzę w zbawienie przez ludzkie zasługi. 

Jan: Ja również. Gdyby bowiem wiara była produktem człowieka, oznaczałoby to, że możemy część zasług w zbawieniu przypisać sobie: ja uwierzyłem, ja zrozumiałem, ja się nawróciłem. Ja, ja, ja. Ja i Bóg: nasze wspólne dzieło zbawienia! Cóż, tak naprawdę, to nie ma mowy o żadnym wspólnym dziele zbawienia. Jest Bóg i Jego łaska, którą z miłości objął grzesznika. 

Franciszek: Co jednak z fragmentami, które wzywają człowieka do wiary? Jest to najwyraźniej nasza odpowiedzialność. 

Jan: Owszem, nasza. Tak jak odpowiedzialnością złodzieja była w Piśmie Świętym rekompensata wobec właściciela, którego okradł. To, że niekiedy złodziej nie był w stanie zwrócić (z nawiązką pokrywającą straty) właścicielowi skradzionej własności nie znosiło słuszności żądania Prawa. Oczekiwanie Boga, aby człowiek uwierzył i się nawrócił jest słuszne, bo tego wymaga nasz grzech. Fakt, że nie jesteśmy w stanie tego uczynić o własnych siłach nie znosi słuszności Bożego wezwania. Podpalacz, który zniszczył willę wartą 100 milionów musi zwrócić 100 milionów. To, że nie jest w stanie ich spłacić nie znosi sprawiedliwych roszczeń prawa. 

Franciszek: Cóż, zgadzam się, że inicjatywę podejmuje Bóg. On wyciąga do nas rękę, ale to od nas zależy czy jej chwycimy. 

Jan: Gdyby to od nas zależało, nikt z nas nie zostałby zbawiony. Nikt z nas nie chwyciłby tej ręki. Bóg nie rzuca nam koła ratunkowego wołając: "Chwyć!". Nie jest pomocnikiem, lecz Ratownikiem. Bóg nie jest naszym bardziej doświadczonym wspólnikiem w zbawieniu, jest Zbawicielem. On sam udaje się do głębin wód i wyciąga z nich topielca. Nie jesteśmy duchowo ranni, a Pan Jezus nie jest Największym Pielęgniarzem, który przynosi nam pigułki i tylko od nas zależy czy je weźmiemy. Jesteśmy duchowo martwi. Grzech nas zabił, nie zranił. Ap. Paweł napisał: 

"I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni" - Efezjan 2.1-3 

Duchowo martwy człowiek nie potrzebuje wyciągniętej ręki Pana Boga, ale wskrzeszenia, nadprzyrodzonego ożywczego działania Ducha Świętego, który przywraca do życia. Tylko wówczas jest w stanie i chce odpowiedzieć Bogu: "tak". Pan Jezus nazywa to nowym narodzeniem (Ew. Jana 3.3-8). 

Kilka rozdziałów dalej nasz Pan naucza: 

"Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym"- Ew. Jana 6.44. 

Franciszek: Bez dwóch zdań wiara jest Bożym darem, ale wierzę również, że musimy ten dar przyjąć ponieważ zawsze możemy Bogu powiedzieć "nie". 

Jan: W jaki sposób mamy przyjąć dar wiary? 

Franciszek: Wierząc Jemu. 

Jan: A czy ta wiara przyjmująca dar wiary, to otwarcie się na Boga - też jest Bożym darem w życiu człowieka? 

Franciszek: Oczywiście Janku! 

Jan: Jak mogę go otrzymać? 

Franciszek: Wierząc Bogu. 

Jan: Chwila, drogi Franciszku. Powiedziałeś wcześniej, że wiara jest Bożym darem i że aby ten dar przyjąć muszę Jemu uwierzyć. Jednak również wiara przyjmująca Boży dar wiary jest Bożym darem, który muszę przyjąć. Jak? Przez wiarę! To absurdalne! Mógłbym zapytać kolejny raz o źródło tej kolejnej wiary. Szanuję cię, ale jak sam widzisz, to nonsens. Twierdzisz, że wiara jest Bożym darem. W porządku, zgodzę się z tym. Ale według ciebie muszę ją przyjąć... wiarą. Jednak również i ta wiara jest Bożym darem, który muszę przyjąć przez wiarę. I kolejną również itd. Nie dostrzegasz w tym sprzeczności? 

Franciszek: Może i tak, ale musisz w to uwierzyć, otworzyć się na to, spojrzeć na to sercem. 

Jan: Nie mogę wierzyć w coś, co nie znajduje podstaw w Piśmie Świętym, co wymaga ode mnie porzucenia historycznego dziedzictwa Kościoła, nauczania ojców apostolskich, np. Klemens Rzymski, Ignacy Antiocheński, Orygenes, doktorów i teologów Kościoła Powszechnego np. Św. Augustyn, Św. Prosper z Akwitanii, Św. Tomasz z Akwinu, Gotszalk z Fuldy, Cezary z Arles, Św. Izydor z Sewilli, Św. Anzelm z Canterbury, biskupów: bp Fulgencjusz, bp Sozym, bp Celestyn, Bernard z Clairvaux, prezbiterów, np. Beda Czcigodny. Oni wszyscy dawali jednomyślne świadectwo, że to Bóg jest źródłem wiary człowieka, zgodnie z nauczaniem Pisma Świętego. Proszę nie porzucaj tego świadectwa zarówno Biblii, jak i Kościoła.

"Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar" - List do Efezjan 2.8 

"Gdy zaś zapragnął przenieść się do Achai, bracia zachęcili go i napisali do uczniów, aby go przyjęli; gdy tam przybył, pomagał wielce tym, którzy dzięki łasce uwierzyli" - Dzieje Apostolskie 18.27 

"A gdy to usłyszeli, uspokoili się i wielbili Boga, mówiąc: Tak więc i poganom dał Bóg upamiętanie ku żywotowi." - Dzieje Apostolskie 11.18 

Franciszek: Ale Bóg jest dżentelmentem. Nie zmusza nas do wiary. 

Jan: Owszem, Bóg jest dżentelmenem. Nikogo nie zmusza siłą do wiary. Raczej łaskawie nas ożywia z duchowej śmierci, otwiera nasze głuche uszy, ślepe oczy, kruszy twarde serce i obdarza ochotną wolą, tak iż lgniemy do Chrystusa. W taki sposób człowiek staje się chrześcijaninem. To Jego dzieło w nas. 

Franciszek: Jak więc przyjmujemy wiarę? 

Jan: W ogóle jej nie przyjmujemy! Moja wiara w Jezusa nie jest moją zasługą, nie jest produktem mojej szczerości, poznania, wrażliwości na Boga. Nic z tych rzeczy. Sam z siebie jestem ciemnością, która na obecność wyciągniętej Bożej ręki ku mnie odpowiada: precz! Moja wiara jest darem Bożej łaski! To Bóg skruszył moje serce, a Jego łaska uzdalnia mnie do odpowiedzenia Bogu "tak". Wiarą przyjmujemy zbawienie, które Bóg nam ofiarował. Dzięki wierze mogę nawiązać więź z Chrystusem i być pojednany z Bogiem. To nie wiarę mam przyjmować. To poprzez wiarę, która jest Bożym dziełem w duchowo martwym człowieku, mam przyjąć to, co Bóg mówi w Piśmie Świętym. Mówiąc, że wiara jest darem Bożej łaski mam na myśli to, co dzieje się z nieboszczykiem, kiedy jest wskrzeszony do życia. Póki jest martwy nie jest zdolny do przyjęcia czegokolwiek, odpowiedzenia "tak" na cokolwiek. Najpierw musi zostać ożywiony. Wiara jest jak życie, które Bóg tchnie w martwe ciała. Nie ma tu niczego do przyjmowania. Jest natomiast wiele powodów do dziękowania i wdzięczności. 

Franciszek: Muszę się nad tym pochylić. Myślę, że będę u ciebie na piątkowym spotkaniu. Spróbuję też zachęcić do przyjścia kardynałów. Dziękuję, Janku, za rozmowę. 

Jan: Ja również dziękuję, Franciszku. Do zobaczenia!

czwartek, 25 lutego 2016

Umberto Eco o wierze w Boga

Był jeden taki, może to Rubinstein, który na pytanie, czy wierzy w Boga, odpowiedział „Och, ja wierzę… w coś znacznie większego…”. Ale był też inny (może Chesterton?), który powiedział: to, że ludzie przestali wierzyć w Boga, nie oznacza, że nie wierzą już w nic, gdyż uwierzą we wszystko.

Umberto Eco - "Wahadło Foucaulta"

piątek, 19 lutego 2016

Chrześcijaństwo: relacja vs. religia?

W ostatnich kilkunastu latach zawrotną karierę w chrześcijańskich środowiskach robi słowo „relacja”. Mówi się o konieczności „nawiązania relacji z Bogiem” lub „rozwijaniu relacji z Jezusem”, a także o tym, że „chrześcijaństwo nie jest religią lecz żywą, duchową relacją”. W obecnych czasach ludzie nawiązują „relację” nieomal ze wszystkim: z Panem Bogiem, z małżonkami, przyjaciółmi, czworonożnymi pupilami, a nawet z autami. „Relacja” – słowo otwierające drzwi do wszystkiego. Słowo sponsorujące niniejszy artykuł.

Myślę, że ograniczenie tego, co zawiera w sobie wiara w Chrystusa do pojęcia „relacji” jest w najlepszym wypadku mało pomocne w zrozumieniu chrześcijaństwa, zaś w pewnych sytuacjach może być niebezpieczne. Rzecz jasna dostrzegam przyczyny takiej, a nie innej terminologii stosowanej w szczególności podczas ewangelizacji, wszak przebaczenie grzechów, nawrócenie człowieka wiąże się z odnowieniem więzi z Bogiem. Sądzę jednak, że niepotrzebnie przeciwstawiamy „relację” wobec „religii” mylnie zakładając, że opowiadając się za jednym musimy sprzeciwić się drugiemu. Oczywiście współczesne, mocno wypaczone zrozumienie terminu „religia” znacznie zawęża spojrzenie na to czym jest chrześcijaństwo i ogranicza je do zewnętrzności oraz form, uczestnictwa w rytuałach oraz mało praktycznego wyznawania kilku podstawowych dogmatów. Religia kojarzy się z legalizmem i moralizmem, a ponieważ obie te rzeczy są złe, to wysuwany jest wniosek, że chrześcijaństwo nie ma z religią nic wspólnego. Wszak Jezusowi zawsze chodziło o postawę serca, a nie dwulicową zewnętrzność. 

Sądzę, że jako chrześcijanie powinniśmy sprzeciwić tendencji spłycania chrześcijaństwa do prostego i enigmatycznego pojęcia „relacja”. Powyższa logika nie tylko odrzuca podstawowe znaczenie pojęcia „religia”, ale także prowadzi nas do fałszywej dychotomii. Jeśli bowiem przeciwstawiamy „religię” względem „relacji” to nieuchronnym wnioskiem jest, że Bóg nie jest zainteresowany jakimkolwiek ustrukturyzowanym, uporządkowanym, widzialnym sposobem czczenia Go i służenia Jemu. To z kolei prowadzi do podejrzliwości i niechęci wobec tak istotnych w Piśmie Świętym elementów jak: organizacja, przykazania, sakramenty, nabożeństwo. „Chrześcijaństwo to moja prywatna relacja z Jezusem, a nie formy. Bóg nie jest zainteresowany tym, czy co tydzień w kościele zjem chleb i wypiję wino, klęknę czy wstanę, posłucham kazania podczas nabożeństwa czy na youtube. Mam z Bogiem żywą relację i nie muszę szukać Jego obecności w budynkach kościelnych”. 

Znamy tego typu stwierdzenia, prawda? 

Słownikowa definicja pojęcia „religia” mówi, iż jest to „służba i kult wznoszony do Boga lub czegoś/kogoś nadprzyrodzonego”. Inne definicje dodają określenia dotyczące postaw, wierzeń i praktyk. Chrześcijaństwo w samym Piśmie Świętym jest rozpoznawane jako religia zarówno przez jego zwolenników (Jk 1.27), jak i oponentów (Dz.Ap. 25.19). Kiedy religia jest stawiana jako przeciwieństwo relacji wówczas wiele jej nieodłącznych aspektów jest redukowanych lub w najlepszym wypadku uważanych za mało istotne. Tymczasem samo bycie złączonym z określoną wspólnotą wiernych jest czynem religijnym. Publiczne oddawanie czci Bogu podczas nabożeństwa jest religijną aktywnością. Wyznawanie określonej teologii jest religijną postawą. Zapomnijmy o mylącym skojarzeniu, że legalizm i moralizm są synonimami religii. Oczywiście obie te postawy są obecne w kręgach religijnych (również chrześcijańskich) jednak należą do postaw zniekształcających, a nie definiujących zrozumienie chrześcijaństwa jako religii. Proszę, nie zrozumcie mnie źle: zbawienie polega na poznaniu Chrystusa, na nawiązaniu z Nim więzi poprzez szczerą, ewangeliczną wiarę. Jednak natura tej więzi jest religijna. Nazywamy ją przymierzem ponieważ według Biblii jest ona ustrukturyzowana. Posiada określoną formę: niesie ze sobą pewne przywileje, błogosławieństwa, ale i odpowiedzialności. Nie jest to więź niezdefiniowana, nieokreślona, sprowadzająca się do subiektywnego odczuwania „bliskości Jezusa”. Wezwanie: „Przyjmij Jezusa do serca i doświadczysz fascynującej relacji z Nim” brzmi zachęcająco lecz enigmatycznie i mało konkretnie. Co właściwie to oznacza? Co niechrześcijanie myślą słysząc tego typu określenia? Co wierzący mają na myśli mówiąc to? Wszak posiadanie „osobistej relacji z Bogiem” nie jest tym samym rodzajem relacji, którą mamy z przyjaciółmi. Oczywiście Bóg jest Osobą, ale Osobą innego rodzaju niż nasz małżonek czy przyjaciel. Jedną z różnic jest np. fakt, że On jest Stwórcą, a my jego stworzeniami. Inną, że nie rozmawia z nami twarzą w twarz. Nie doświadczamy Jego obecności w ten sam sposób, co fizycznej obecności naszych bliskich. Obecnie nie spotkamy Chrystusa będącego w ciele tu na ziemi. Duża część Jego nauczania polegała na przygotowaniu uczniów na jego fizyczyną nieobecność (np. Jn 14-17). Owszem, On jest nadal pośród nas obecny, ale w inny sposób. Dlatego trwanie, rozwijanie więzi z Jezusem będzie polegało na czymś innym niż w przypadku więzi z małżonkiem: nie chodzimy z Bogiem na randki (choć są i tacy, którzy próbują to robić), do kina, na kolację przy świecach, nie wchodzimy z Nim w fizyczny kontakt, nie zaparzamy Jemu kawy każdego poranka. Sposób w jaki nasza więź z Bogiem powinna być pielęgnowana, umacniania, odnawiana jest z natury „religijny”. 

Zatem stwierdzenie, że chrześcijaństwo polega na nawiązaniu i rozwijaniu osobistej, prywatnej, niezdefiniowanej relacji z Jezusem jest rozmytym sloganem, który słuchaczom (i zapewne nam samym) niewiele lub nic nie mówi tak długo jak nie zaczniemy definiować natury i przejawów tej „relacji”. Kiedy jednak zaczniemy to robić wówczas okaże się, że nieodłącznie niesie ze sobą religijne czynności i praktyki. 

Oto kilka z nich: 

1. Wiara zgodna z Pismem Świętym zawiera w sobie aspekt relacji ze zorganizowaną, widoczną wspólnotą założoną przez Pana Jezusa – Kościołem. Ta wspólnota nie jest zwykłym okazjonalnym, wolontariackim zrzeszeniem dobrych przyjaciół, których łączy chęć wspólnego pośpiewania religijnych pieśni raz w tygodniu. Przynależność do niej nie jest dla chrześcijanina opcją lecz nakazem samego Chrystusa. Bycie częścią Kościoła jest czynnością religijną. 

2. Wiara Pisma Świętego zawiera obligatoryjny inicjacyjny akt wejścia do przymierza jakim jest Chrzest; znak, który naznacza daną osobę jako należącą do Ciała Chrystusa (Mt 28.19; Dz. Ap. 2.38,41; Gal 3.27). Chrzest „odprywatyzowuje” chrześcijańską wiarę, czyni z niej rzecz jak najbardziej publiczną i zewnętrzną. Gdyby ktoś miał wątpliwości w tym względzie – zachęcam by zapytał o to konwertytę nawróconego do Chrystusa w muzułmańskim kraju. Chrzest jest czynnością religijną. 

3. Wiara opisana w Piśmie Świętym zawiera w sobie schemat liturgii (formę nabożeństwa), której nieodłączną częścią jest kolejny bardzo ważny rytuał: Wieczerza Pańska (Komunia). Opis życia kościoła w początkowych rozdziałach Dziejów Apostolskich to nie opis nieokreślonego rozwijania przez wierzących intymnej, prywatnej relacji z Jezusem poprzez odczuwanie Go. To raczej opis trwania w nauce apostolskiej, we wspólnocie, łamaniu chleba, modlitwach, niesienia świadectwa o Jezusie – czynnościach o charakterze religijnym. Inne fragmenty Pisma wskazują, że Wieczerza Pańska była celem i nieodłącznym elementem cotygodniowych zgromadzeń kościoła (Dz. Ap. 20.7, 1 Kor 11.18-20). Komunia, podobnie jak Chrzest, uczy nas, że Pan Jezus nie przyszedł po to, by znieść widzialne, zewnętrzne obrzędy. Różnica między Starym, a Nowym Przymierzem łączy się z przejściem od bardziej do mniej skomplikowanych czynności (wykonywanych szczerze), nie zaś z przejściem od zewnętrznych rytuałów do niewidzialnej postawy serca i redukowania chrześcijańskiej wiary do odczuwania. 

4.  Wiara Pisma Świętego jest scharakteryzowana jako posłuszeństwo ewangelii i upamiętanie z grzesznych postaw oraz wierzeń (Dz 2.38, Rzym 1.5; 16.26). W całym Piśmie Świętym szczery chrześcijanin to ktoś kto służy Bogu i ludziom (Łk 1.74; Dz. Ap. 27.23; Rzym 7.6). Pan Jezus nazywa swoich uczniów przyjaciółmi podkreślając bliską więzi z nimi. W tym samym kontekście mówi, że są Jego przyjaciółmi jeśli wypełniają jego przykazania (Jn 15.14). 

Praktyczne życie chrześcijańskie jest określane jako „wiara, która jest czynna w miłości” (Gal 5.6), co jest naśladowaniem wiernej miłości Chrystusa, który oddał siebie samego na śmierć za nas (Gal 2.20). Służba Chrystusa wielokrotnie polegała na stawaniu w opozycji wobec fałszywej religii i polega obecnie na odnawianiu nas w prawdziwej religii. Powyższe zewnętrzne (religijne) wymiary chrześcijaństwa są nieodłącznymi aspektami naszego przymierza z Chrystusem. Nie redukują naszej wiary do samych form, ale wskazują, że ma ona charakter kompleksowy: wewnętrzny i zewnętrzny. Duch i materia. Treść i forma. Dusza i ciało. Nie każemy wybierać między jednym i drugim. Mówimy: i jedno, i drugie. Nie pytamy: religia czy relacja? Mówimy: relacja definiowana i wyrażana poprzez czynności o charakterze religijnym. 

Tak jak zawsze powinniśmy ostrzegać przed legalizmem (każdą formą zarobienia sobie na Bożą przychylność) i moralizmem (czynieniu dobra z jakiegokolwiek powodu, który nie jest motywowany przez ewangelię), tak musimy również uważać na pokusy prezentowania ewangelii jako subiektywnej, niewidzialnej, a więc ostatecznie prywatnej, słabej, sentymentalnej i nieokreślonej interakcji z Jezusem. 

Ewangelia Jezusa Chrystusa jest Dobrą Nowiną o zmartwychwstałym Panu, ogłaszaniem Jego triumfu nad grzechem, śmiercią i wrogami ewangelii (Rzym 10.9). Jemu dana jest wszelka moc na niebie i na ziemi (Mt 28.18) i żadna inna nowina nie jest bardziej publiczna. Przywiązanie do Pana Jezusa jest ostatecznie sprawą osobistej, religijnej i politycznej lojalności. Nie ma innego Króla Królów i Pana Panów. Nie ma innej prawdziwej religii.

czwartek, 11 lutego 2016

List otwarty do zagniewanego męża

Douglas Wilson

List ten jest fikcyjny jeśli chodzi o szczegółowe dane, jednak jeśli chodzi o naturę przedstawionych w nim grzechów to fikcyjny nie jest ani trochę. Potraktujcie go jak złożony portret, który nie odnosi się do żadnego konkretnego mężczyzny. Jednocześnie, jeśli pojedynczy mąż rozpozna na tym portrecie samego siebie i ukorzy się, będę za to wdzięczny Bogu i powiem, że taki poniekąd był mój zamysł.

Drogi Kevinie,

Być może spodziewałeś się tego listu, jednak żeby nie było żadnych nieporozumień, to i tak chciałbym zacząć od kilku słów wyjaśnienia – dlaczego do Ciebie napisałem. W ciągu ostatnich lat, wielokrotnie w naszych rozmowach powracał problem złości w Twoim domu, ale Ty ciągle powtarzałeś, że to Twoja żona po prostu źle odczytuje lub po prostu przeinacza to, co mówisz. Określiłeś swoje działania mianem „stanowczego” lub też „surowego”, podczas gdy ona nazywała to zachowanie złością, czasami mówiąc to poprzez łzy. Powiedziałeś, że Twoja żona musi być dotknięta feminizmem lub czymś w tym rodzaju, a Ty jedynie próbowałeś praktykować w swoim domu męskie przywództwo, które nie rozpuszczałoby zanadto waszych dzieci. Ale ponieważ wszystko zawsze sprowadzało się do przepychanki słownej w rodzaju: „a właśnie, że tak zrobiłeś!/a właśnie, że tak nie zrobiłem!”, która miała miejsce bez obecności świadków, to najlepsze co mogłem w tej sytuacji zrobić, to udzielić Ci ogólnego napomnienia.

Jednakże będąc świadkiem Twojego wybuchu złości na rodzinę w ubiegłą Niedzielę, wierzę, że w końcu jestem w stanie odnieść się w tej kwestii bezpośrednio do Ciebie. Być może spodziewałeś się odzewu z mojej strony, ze względu na to, że Twój wybuch zaczął się w obecności postronnych ludzi podczas pikniku kościelnego, ale również dlatego, że jakieś piętnaście minut po tym zdarzeniu przechodziłem przez parking, i mimo iż nie słyszałem wszystkiego co się wtedy wydarzyło, to wiem, że usłyszałem wystarczająco dużo. Z tego co się wtedy dowiedziałem, w sposób oczywisty wynikało, że oskarżając swoją żonę o błędną interpretację Twoich zachowań tak naprawdę chronisz swoją reputację. Jasnym dla mnie jest, że wszystko co Twoja żona do tej pory mówiła o Twojej złości jest prawdziwe, być może nawet w większym stopniu niż przypuszczałem. Rodzaj złości, jaki w tamtym momencie słyszałem, nie był chwilową irytacją czy też poddenerwowaniem, ale raczej przejawem ugruntowanego charakteru, pod którym kryła się prawdziwa podłość.

środa, 10 lutego 2016

poniedziałek, 8 lutego 2016

Bóg jest dżentelmenem

Bóg jest dżentelmenem. Nikogo nie zmusza siłą do wiary. Raczej łaskawie nas ożywia z duchowej śmierci, otwiera nasze głuche uszy, ślepe oczy, kruszy twarde serce i obdarza ochotną wolą, tak iż lgniemy do Chrystusa. W taki sposób człowiek staje się chrześcijaninem.

piątek, 5 lutego 2016

Hejterzy

Nancy Wilson 

Wezwanie do miłości wzajemnej jest najbardziej podstawową chrześcijańską doktryną. Mamy być rozpoznawani po miłości do innych. Mimo to, niektórzy widzą nas jako hejterów. Nie tak dawno temu pewna kobieta podeszła do mojego męża i do mnie, gdy byliśmy na kolacji, i nazwała go hejterem. Zaprzeczyłam jej. Na pewno nie jest hejterem jak ona to oceniła. 

Jednak później myślałam o tym i zdałam sobie sprawę, że w rzeczywistości mój mąż jest hejterem. Podobnie jak ja. Podobnie jak ty i podobnie jak ta kobieta. Wszyscy czegoś nienawidzą. Ona najwyraźniej nienawidzi hejterów. Ale bycie hejterem nie jest rzeczą złą samą w sobie. Wszystko zależy od tego, czego nienawidzimy. 

Sam Bóg nienawidzi wiele rzeczy. Nienawidzi grzechu. Gdyby nie nienawidził grzechu, Chrystus nie umarłby krzyżu, aby odkupić nas od niego. Bóg jest ostatecznym hejterem ponieważ nienawidzi grzechu bardziej niż ktokolwiek z nas i dobrze zrobimy jeśli znienawidzimy to, co On nienawidzi bardziej niż my. Spójrzmy na siedem rzeczy, które nienawidzi Bóg : 

1. Butne oczy, 
2. Kłamliwy język, 
3. Ręce, które przelewają krew niewinną, 
4. Serce, które knuje złe myśli, 
5. Nogi, które śpieszą do złego, 
6. Składanie fałszywego świadectwa, 
7. Sianie niezgody między braćmi. (Księga Przysłów 6.16-19) 

Czy nienawidzisz tych rzeczy? Jeśli tak, to przypuszczam, że również jesteś hejterem. I wszyscy jesteśmy w dobrym towarzystwie, ponieważ nasz Stwórca tak bardzo ukochał świat i tak bardzo znienawidził grzech, że posłał swego jednorodzonego Syna na ten świat. 

 „Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.” (List do Rzymian 5.8). 

Jeśli kochasz właściwe rzeczy, to będziesz zawsze nienawidził tych rzeczy, które im zagrażają. Czy kochasz swoją wolność? W takim razie nienawidzisz tyranii. Czy kochasz dziecko w łonie matki? Więc nienawidzisz aborcji. Czy kochasz małżeństwo? W takim razie nienawidzisz cudzołóstwa, wszeteczeństwa i sodomii. Czy kochasz prawdę? Więc nienawidzisz fałszu. 

W tym postawionym do góry nogami świecie, jeśli nienawidzisz tego, czego nienawidzi Bóg, jesteś nazywany hejterem. Przypomina mi to człowieka, który jednocześnie krzyczał na mojego męża, szarpał go jedną ręką, a drugą trzymał duży znak z napisem: „Stop nienawiści!” 

„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemność w światłość, a światłość w ciemność, zamieniają gorycz w słodycz, a słodycz w gorycz.” (Księga Izajasza 5.20) 

Jeśli jesteś nazywany hejterem, upewnij się, że ma to miejsce za nienawiść wobec tych samych rzeczy, które nienawidzi Bóg. Tak jak kochamy niedoskonale, tak nienawidzimy niedoskonale. Ale mimo wszystko, jesteśmy wezwani, by robić jedno i drugie, a wszystko na Bożą chwałę. 

Artykuł ukazał się na stronie: http://www.feminagirls.com/ Autorka jest żoną, mamą, babcią, autorką książek na temat rodziny. W języku polskim ukazały się „Owoc jej rąk” oraz „W bramach ją wysławiajcie”. 

Tłumaczenie: Paweł Bartosik