CHRZEŚCIJAŃSKA RODZINA I EDUKACJANiniejsze
opracowanie jest na temat rozwijania rodzinnej pobożności i zdrowego zwyczaju
wspólnego czytania, modlitwy i śpiewu w gronie rodziny. Niektórzy nazywają to
nabożeństwem rodzinnym. Dla mnie osobiście brzmi to zbyt górnolotnie, a innych może
nieco odstraszyć. Nie chodzi bowiem o przygotowane od A do Z nabożeństwo z
solidnym nauczaniem i przygotowanymi pieśniami. Mówimy raczej o wspólnym rodzinnym
spotkaniu na słuchaniu Słowa Bożego, modlitwie, czasami śpiewie.
Pismo Święte naucza, że edukacja i
wychowanie chrześcijańskie to proces, który powinien mieć miejsce poprzez
całą dobę (5 Mj 6:4-7). Realizując to założenie, w naszej
rodzinie staramy się pamiętać o trzech aspektach wychowania:
1. Modlitwa o siebie nawzajem.
2. Własny przykład.
3. Wspólny czas czytania Biblii z rodziną.
Gdy biblijny Laban dogonił Jakuba, zadał
mu pytanie: „Dlaczego ukradłeś moich bogów?” (Rdz 31:30). W rzeczywistości to córka
Labana, Rachela, ukradła jego bożki, być może po to, by zachować pamięć o
swojej rodzinie po wyprowadzce ze swoim mężem Jakubem. Rachela dosłownie
zabrała ze sobą jakiś element rodzinnej religii. W rzeczywistości każda rodzina
ma i czci jakiegoś Boga. Młodzi ludzie mogą opuścić dom rodzinny z różnymi
bogami w sercu: bogiem samorealizacji, bogiem tolerancji wobec zła, pieniędzy,
rozrywki, pracy, technologii. Niektórzy zaś opuszczają rodzinny dom z Bogiem
Abrahama, Izaaka i Jakuba w sercu. W dużej mierze zależy to od tego, jak nasze
rodziny czczą Boga w domu, na ile jest On obecny w ciągu dnia.
Jedną z form uczczenia Boga w rodzinie
jest rodzinna społeczność. Co mam na myśli, mówiąc o rodzinnej społeczności? To
oddzielony w ciągu dnia czas, który, podobnie jak w przypadku indywidualnego cichego
czasu, nie musi być długi. To może być np. 15-20 minut w zależności od wieku
dzieci. Skupiamy się w nim na czytaniu Słowa Bożego, modlitwie i ewentualnie śpiewie.
Zanim powiem więcej o tym, jak może to wyglądać w praktyce, kilka słów o
powodach i korzyściach płynących z tej praktyki.
POWODY I KORZYŚCI SPOŁECZNOŚCI RODZNNEJ
1. Nasz Bóg jest rodziną, społecznością. Jest Bogiem Trójjedynym. To podstawa
relacji rodzinnych. Powinniśmy Go naśladować we wzajemnym służeniu sobie, wzajemnej
dobroci, przebaczaniu i wspólnej radości w rodzinnym uwielbieniu. Potrzebujemy
społeczności rodzinnej, bo Bóg jest społecznością. Powinniśmy odzwierciedlać to
w naszych rodzinach.
2. Rodzinne
uwielbienie przynosi chwałę Bogu. A przecież ostatecznie naszym celem jest Bóg,
Jego chwała i cześć. Bóg jest godzien tego, aby nasze rodziny codziennie czciły
go w naszych domach. Chociaż nie ma bezpośredniego nakazu dotyczącego
nabożeństwa rodzinnego, to mamy biblijne przykłady tej praktyki.
W Księdze Rodzaju 22:7, kiedy Izaak
zapytał swojego ojca Abrahama: „Gdzie jest baranek na całopalenie?”, wiedział,
że czegoś brakuje w oddawaniu czci Bogu, ponieważ Abraham poprowadził Izaaka i
resztę rodziny do oddawania czci Bogu już wcześniej.
Jozue składa deklarację: „A jeśliby się wam wydawało, że
źle jest służyć Panu, to wybierzcie sobie dzisiaj, komu będziecie służyć: czy
bogom, którym służyli wasi ojcowie, gdy byli za Rzeką, czy też bogom
amorejskim, w których ziemi teraz mieszkacie. Lecz ja i dom mój służyć będziemy Panu” (Joz 24:15). Wypowiedział te
słowa w kontekście życia w otoczeniu obcych wierzeń i kultur. Wiedział, że jako
głowa rodziny jest odpowiedzialny za prowadzenie w wierze swoich najbliższych.
Bóg spodziewał się, że Abraham „rozkaże
swoim dzieciom i domowi po nim, aby przestrzegali drogi Pana” (Rdz 18:19).
Pomyślmy o przykładzie Korneliusza,
„męża pobożnego, który boi się Boga z całym swoim domem” (Dz 10:1). Kiedy Piotr
przybył do Cezarei, aby głosić Ewangelię, Korneliusz zebrał swoją rodzinę („Wszyscy
jesteśmy obecni przed Bogiem”) i powiedział po co: „aby usłyszeć wszystko, co
ci nakazał Bóg” (Dz 10:33).
3. Kolejnym
powodem jest głoszenie Ewangelii domownikom. Bóg tak to ustanowił, że chrześcijańska
rodzina jest jednym z najbardziej błogosławionych kontekstów prowadzenia dzieci
do wiary, ale i wzajemnego umocnienia w wierze. Nie ma lepszego sposobu, aby
każdego dnia głosić Ewangelię w życiu członków naszych rodzin. Trudy, przez które
przechodzimy, a nawet nasze upadki sprawiają, że potrzebujemy codziennie wracać
do chwalebnych prawd Ewangelii.
„Uważam zaś za rzecz słuszną, dopóki jestem w tym
ciele, pobudzać was przez przypominanie”
(2P 1:13)
„List ten, umiłowani, jest już drugim
listem, który do was piszę, a w nich chcę przez przypominanie utrzymać w czujności prawe umysły wasze” (2P
3:1)
Rodzinny dom jest pierwszym miejscem, w
którym nasze dzieci powinny usłyszeć przesłanie Ewangelii i słyszeć je
regularnie. Nie oddzielamy kościoła od rodziny. Nie oddzielamy rodziny od
Jezusa. Bóg powinien być tak oczywisty w naszych domach jak powietrze, którym w
nim oddychamy.
Celem jest nie tylko wiara,
przetrwanie, lecz umocnienie, dojrzałość w wierze. Owszem, można być zwykłym
chrześcijaninem i być zbawionym. Ale chcemy być jak strzały w kołczanie, a nie
patyki (Psalm 127:5). Chcemy być uczestnikami wyprawy, a nie obserwatorami
wypraw innych. Tylko regularnie wzmacniana dojrzała wiara pozwoli nam przetrwać
uderzenia życia i przeciwności. Tylko dom na fundamencie ostoi się pośród burz.
Rodzinne uwielbienie jest najlepszym i najbardziej konsekwentnym sposobem
przekazywania podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej naszym dzieciom.
Korzystajmy z tej możliwości. Jeśli pytamy, jak mówić dzieciom o Ewangelii, by
to nie było jakieś sztuczne i nienaturalne, miejmy regularny czas społeczności
rodzinnej.
4. Rodzinne
uwielbienie ma praktyczne korzyści: wzmacnia nasze wzajemne więzi, sprzyja miłości i
harmonii w domu. Więzi szybko słabną, gdy z kimś widzimy się raz na kilka
tygodni. Jednak nie będą szybko gasły, jeśli z kimś codziennie się modlimy.
Rodzinna społeczność to czas, kiedy możemy razem
przechodzić przez problemy, z którymi się zmagamy w ciągu tygodnia. Nikt z nas
nie powinien być pozostawiony sam, gdy przechodzi przez zmagania. Modlitwa jest
jak tarcza ochronna, której dostarczają nam również inni, którzy modlą się o
nas. Kiedy modlę się o moją żonę i dzieci – modlę się, by Duch Święty był ich
tarczą przed pociskami złego, a Jezus umacniał ich w codziennych wyzwaniach.
Rodzinne
uwielbienie powinno również wnosić pokój i radość w naszych domach.
5. Rodzinne nabożeństwo wpływa na zmiany
na świecie. Gdy rodziny wspólnie się modlą, czytają Słowo Boże i śpiewają, zmieniamy
siebie, rodzinę, ale i Bóg używa naszych modlitw, by zmieniać ludzi, kościoły,
a nawet narody. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. Bóg używa naszych
modlitw i chętnie na nie odpowiada.
6. Sprzyja rozwojowi
intelektualnemu. Kiedy dzieci słuchają czytanej Biblii i krótkiego omówienia
fragmentu, muszą pomyśleć o tym, co słyszą. Później łatwiej im będzie skupić
się w kościele podczas czytań i kazania. Nie trzeba ich wypraszać z kazania na
szkółkę w wieku 6-8 lat, bo już wiele rozumieją z tego co się mówi. Ma to również
aspekt pedagogiczny: uczy dzieci, że są domownikami naszej wspólnoty, nie zaś
gośćmi lub sympatykami. To kształtuje ich zdolności słuchania, identyfikuje z
Bożą wspólnotą i uczy bojaźni Bożej.
7. Rozwija w nas wdzięczność i wrażliwość na potrzeby innych. Modlimy się nie
tylko o siebie nawzajem. Dzieci powinny być uczone, że powinniśmy się modlić o
kościół, o starszych, pastora, o członków kościoła, o prześladowanych
chrześcijan, o nasz kraj, o inne kościoły i chrześcijan spoza naszego miasta.
Tu się uczymy widzenia więcej i szerzej niż nasze problemy.
Rodzinna
społeczność to czas wsparcia innych. Inni potrzebują naszych modlitw. To
wspaniała okazja, by służyć innym, modląc się o nich.
8. Nie ma lepszego sposobu, aby nasze dzieci zobaczyły trwały, pozytywny,
duchowy przykład swoich rodziców w prawdziwym życiu. Codziennie nasze dzieci
widzą nas w różnych sytuacjach. Czasami widzą złe świadectwo. Ale niech nas
zobaczą — niedoskonałych i grzesznych — powracających każdego dnia do Biblii i
do centralnego miejsca: Chrystusa w naszym domu. Niech widzą osobę, która nie próbuje
oddzielać Boga od codziennego dnia lub rodziny, lecz kogoś, kto regularnie
przychodzi do Boga, pokornie uznaje swój grzech i potrzebę Zbawiciela. To
również dobry czas wyznawania win, jeśli zgrzeszyliśmy przeciwko komuś z
domowników w ciągu dnia.
9. Osobami, które powinny
dbać o wygospodarowanie czasu i prowadzenie takiej rodzinnej modlitwy, są w
szczególności ojcowie (Ef 6:4), chociaż są w Biblii przykłady pobożnych mam,
które dźwigały i tę odpowiedzialność. Biblia niewiele mówi o ojcu Tymoteusza
poza tym, że był Grekiem i nie był chrześcijaninem. Ale mamy wspomniane, że
Słowa Bożego i wiary uczyła go mama i babcia. „I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć
mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa” (2Tm 3:15). „Przywodzę
sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce
twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje” (2Tm 1:5).
10. Rodzinne społeczności
wśród członków kościoła przynoszą korzyść całej wspólnocie. Wówczas w niedzielę
spotykają się ludzie, którzy wiedzą, co to znaczy wielbić Boga na co dzień. Nie
robią w kościele czegoś, co nie jest częścią ich życia. Nie są obserwatorami i
słuchaczami, lecz zaangażowanymi uczestnikami nabożeństwa.
To, co
dzieje się na nabożeństwie, nie powinno być oderwane od tego, co robimy na co
dzień. W niedzielę uwielbiamy Boga w większym gronie, ale nie robimy czegoś,
czego dzieci nie znają. Rodzinna społeczność to świetna okazja, by wdrażać i
uczyć dzieci odpowiedniego zachowania podczas nabożeństwa i uczestnictwa
w jego przebieg.
Jeśli zauważymy u dzieci problem z
odpowiednim zachowaniem w kościele, to zamiast pytać pastora: Czy macie
tu szkółkę niedzielną, by ktoś zajął się moimi dziećmi? – zapytajmy
samych siebie: Czy odpowiednio przygotowuję moje dzieci w domu do uczestnictwa
w niedzielnym nabożeństwie?
11. Kolejny dobry powód to czyste
sumienie, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby wychowywać nasze dzieci
w wierze, miłości, radości i bojaźni Pana. Bóg dał nam pewien czas z naszymi
dziećmi, byśmy zrobili wszystko, co możemy, by pokazać im Jezusa, przekazać
Ewangelię i wychować jako chrześcijan wierzących w prawdę Bożego Słowa.
Wiadomo, z czasem będą podejmowały własne decyzje, ale módlmy się, aby Bóg je
chronił, prowadził i trzymał przy sobie. I używał do tego tak niedoskonałego
rodzica jak ja lub ty.
Moi rodzice byli dalecy
od doskonałości, ale wspominam dobre rzeczy, które mi przekazali i zostaną ze
mną do końca życia. Do dzisiaj jestem wdzięczny mojej mamie, że uczyła mnie modlitwy Ojcze nasz i Apostolskiego Credo, gdy byłem 5-6 letnim chłopcem. Zrozumienie ich
treści przychodziło oczywiście z czasem, ale prawdy, że Bóg jest jeden w Trzech
Osobach nauczyłem się bardzo wcześnie.
Módlmy się, by Bóg używał
naszej silnej miłości wyrażanej czasami w koślawy sposób. On widzi nasze serca,
serca naszych dzieci. Przyjdzie czas, kiedy dzieci opuszczą nasze domy. Postrzegajmy
codzienność jako dar Boży, aby nieść Jego Słowo naszym dzieciom. Być może część
z dobrych rzeczy zapamiętają i będą chciały wprowadzać w życie swoich rodzin.
12. Nasze dzieci, rodzice, rodzeństwo
potrzebują nas i naszej modlitwy. Powinniśmy regularnie modlić się z dziećmi,
a także o nasze dzieci. Wszyscy bierzemy udział w duchowej
bitwie. Wraz z całym Ludem Bożym dzieci również opuściły Egipt i przechodziły
te same trudy w drodze do ziemi obiecanej. Z naszymi dziećmi jest podobnie (1
Kor 10:1-11). Nie są przedstawicielami świata stacjonującymi w naszym obozie.
Wraz z nami biorą udział w duchowych wyzwaniach i pokusach. Dlatego powinny być
otoczone regularną modlitwą rodziców oraz kościoła, do którego należą.
Pamiętajmy o tym, co Bóg mówi na ich temat. Nazywa je „moim potomstwem” (Mal
2:15), „świętymi”, „odkupionymi” (Ef 6,
Kol 3). Módlmy się, aby dojrzewały w Chrystusie, o ich wiarę, miłość do Boga i
bliźnich. Módlmy się o nie sami, ale
również z nimi, by widziały, że wiara nie jest dodatkiem do
ich życia, lecz powietrzem, którym żyją każdego dnia.
13. Cel jest praktyczny. W
czytaniu Pisma Świętego nie chodzi o pakowanie głowy, ale o
wypełnienie serca. Pismo
Święte wielokrotnie przyrównuje Boże Słowo do jedzenia. Jezus mówi, że jest
prawdziwą manną i że Jego słowa muszą być spożywane (J 6:63). Piotr mówi nam,
że powinniśmy, jak noworodki, szczerze pragnąć mleka Słowa, abyśmy mogli
wzrastać. „Jak nowonarodzone dzieci
pragnijcie szczerego mleka słowa, abyście przez nie wzrastali” (1P 2:2). Niech Słowo prowadzi nas do świętości i
rozbudzenia pragnienia służenia Jezusowi, nie do pychy z powodu poznania lub
odrobienia zadania domowego. Żyjemy w mrocznym pokoleniu. Żyjemy w czasach
wielkiego zamieszania. Ale kiedy czytamy Pismo Święte, uczmy się mądrości,
odróżniania prawdy od fałszu. „Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i
światłem na mojej ścieżce” (Ps 119:105).
Niech Słowo Boże prowadzi nas
do radości: „I wszyscy ludzie szli, aby jeść i pić, i wysyłać porcje, i
radować się wielką radością, ponieważ zrozumieli słowa, które im powiedziano”
(Neh. 8:12).
JAK TO WYGLĄDA W
PRAKTYCE?
1. Czas rodzinnej społeczności nie musi być długi. Nie trzeba dogłębnej
znajomości teologii ani licencjatów z biblistyki. W naszej rodzinie spędzamy
razem codziennie wieczorem ok. 20 minut, jednak rodzice sami powinni ocenić
jaki czas jest adekwatny do wieku i możliwości swoich dzieci. Ważne,
by być w tym wytrwałym i systematycznym.
2. Chodź, nie biegaj.
Lepiej przeczytać dwa rozdziały dziennie przez miesiąc, niż 60 rozdziałów w
jeden dzień. Lepiej czytać mniej, lecz regularnie, niż mieć szalony tydzień
czytania po kilkanaście rozdziałów dziennie, po czym zrezygnować z wyczerpania.
Pismo Święte to jedzenie, ale nie możemy jeść jak pyton, który połknie jakąś
dużą zwierzynę, a następnie trawi ją przez wiele dni. Jeśli czytamy tekst Biblii i nie rozumiemy go, nie przejmujmy
się tym. Jeśli nas to trapi i nie daje spokoju, zapiszmy sobie pytanie i przyjdźmy
z nim na nabożeństwo, by porozmawiać o tym z pastorem. Jeśli jesteśmy
czytelnikami Biblii — znowu przejedziemy ten odcinek drogi za rok lub za parę
miesięcy z większym poznaniem i doświadczeniem.
Niektóre z naszych posiłków
będą jak pyszny kotlet schabowy, a inne jak kukurydziane chrupki z mlekiem.
Inne jak pomidorowa. Inne jak orzechy włoskie, inne jak paluszki słone, inne
jak cytryna lub szpinak. Ale pamiętajmy, by żyć każdym Słowem, które pochodzi z
ust Bożych.
3. To nie musi być jakiś
bardzo wymyślny czas. Czasami możemy skomentować czytany tekst, zadać pytanie członkom
rodziny o ich przemyślenia, obserwacje. Możemy skorzystać z codziennych
rozważań i głośno przeczytać rozważanie na dany dzień. Najważniejsza jest tu
systematyczność.
Taki
czas społeczności rodzinnej jest jak krople deszczu, które drążą skałę.
Cornelius Van Til, wybitny apologeta chrześcijański, mówiąc o chrześcijańskiej
edukacji w swoim domu napisał: „W naszym domu nie padały tropikalne
deszcze. Zawsze jednak była podwyższona wilgotność. Cała atmosfera przepełniona
była Słowem”.
4. U nas zwykle zaczynamy od czytania Bożego Słowa. Zwykle jest to ok. połowy
do jednego rozdziału. Niekiedy krótko omawiam dany fragment, czasem zadaję
krótkie pytania do tekstu, innym razem przechodzimy od razu do modlitwy (gdy
widzę, że już wszyscy są zmęczeni). Gdy dzieci są małe (5-6 lat) można np.
zapytać o to, jakie słowa zapamiętali z czytania, by uczyć ich skupienia i
uważnego słuchania, nawet jeśli jeszcze nie wszystko rozumieją. Gdy są starsze
(9-10 lat) można zapytać o główne postacie pojawiające się w czytaniu. Starsze
dzieci można poprosić o czytanie tekstu Biblii. Gdy są nastolatkami można
porozmawiać o kluczowych wersetach lub myśli zawartej w tekście, spróbować
odpowiedzieć na trudne pytania, jeśli ktoś je ma.
Po
czytaniu dzielimy się intencjami do modlitwy, kto chce może powiedzieć jak
minął dzień, albo co przeczytał podczas cichego czasu, po czym kto chce modli
się. Modlimy się o siebie nawzajem, o kościół, jego przywódców i wszystkich
członków, prześladowanych chrześcijan, o nienarodzone dzieci, o bliskich,
chorych, nasz kraj, pokój w miejscach konfliktów itd. To nie muszą być długie
modlitwy. Modlitwę zwykle kończymy Ojcze
nasz albo Credo Apostolskim, Nicejskim, bądź też modlitwą Chwała Ojcu.
Niekiedy
razem śpiewamy, by pieśni, które pojawiają się w kościele nie były dla nas
czymś nowym i nieznanym. Jeśli nie czujemy się na siłach, by prowadzić śpiew,
można korzystać z YouTube lub Spotify. Jest tam sporo pieśni, które śpiewamy na
nabożeństwach. Można porozmawiać z pastorem i postarać się nabyć śpiewnik
kościelny do użycia domowego.
5. Do nauczania biblijnych prawd można użyć prostych katechizmów w formie
pytań i odpowiedzi. Polecam tzw. Pierwszy Katechizm (1840), Heidelberski (dla
starszych) i Mały Katechizm Westminsterski (1647). To bardzo pomocne narzędzia
w systematycznym uczeniu dzieci podstawowych doktryn chrześcijańskiej wiary.
Skupiajmy
się jednak nie tyle na metodach, ile na zasadach. Podałem kilka przykładowych
pomysłów z życia naszej rodziny, ale chodzi tak naprawdę o jedną, główną
zasadę: Chrystus nie jest dodatkiem w naszym domu. Nie jest
gościem niedzielnym. Jest domownikiem i Panem naszego domu. Starajmy się to
wyrażać jak możemy: w tym, czego uczymy, jak postępujemy, jak się komunikujemy
w rodzinie, jak reagujemy na grzech, w modlitwie przed posiłkami, w tym, jak
się do siebie zwracamy, w tym jak mówimy o innych, jak sobie wybaczamy, jak się
zachęcamy itp. Niech nasze domy żyją Chrystusem na co dzień, nie zaś jedynie
przy okazji świąt lub niedziel. Niech będą pełne duchowej woni, której źródłem
jest radość w Nim.
6. Podobnie jak w przypadku cichego czasu miejmy plan, miejsce i czas. Plan
czyli np. rozpiskę rodzinnego czytania Biblii lub czytanie ksiąg rozdział po
rozdziale. Możecie np. czytać księgę, która akurat jest omawiana na kazaniach.
To pozwoli jeszcze lepiej zapoznać się z danym fragmentem i jeszcze lepiej go
zrozumieć. Wybierajmy takie księgi lub rozważania, które są odpowiednie dla
rodziny pod względem trudności i długości. Uwzględniajmy np. wiek i czas
skupienia się dzieci.
7. W naszej rodzinie ten wspólny czas zawsze mamy wieczorem między 20-21, ale
są rodziny, które czytają i modlą się przy stole po posiłku (obiedzie lub
kolacji). Ważne jest, by to było miejsce i czas, w którym wszyscy możecie się
skupić wyłącznie na Bogu i wspólnocie wokół Niego. Nie chodzi o sytuację, w
której dziecko je kolację lub ogląda bajkę, a my czytamy im Biblię. Chodzi o
czas po kolacji i po bajce (lub przed), kiedy uczymy się razem słuchać i razem
się modlimy.
8. Dążmy do
regularności, a nie do perfekcji. Niektórzy
popadają we frustrację, gdy te wzniosłe postanowienia i próby przyćmi
rzeczywistość. Ale jak ktoś powiedział: „Uwielbienie rodzinne jest jak wielka
przyjaźń. Ma swoje lepsze i gorsze dni, ale powstaje dzięki regularnej,
znaczącej interakcji”. William Gouge zauważył, że „gwóźdź, który za jednym ciosem
ledwo wchodzi, przy wielu ciosach zostaje wbity do samego końca”. Tak samo jest
z powtarzaniem w rodzinnym uwielbieniu. Nie zachowujmy się jak sześcioletni
chłopiec, który bardzo chce zagrać w drużynie koszykówki z 10-letnim bratem,
narzekając: „Wczoraj i dzisiaj zjadłem dwie porcje, a on tylko jedną! Dlaczego
jeszcze nie jestem wyższy od niego?”. Ale tak nie działa jedzenie.
„Regularność” to jest słowo klucz.
PODSUMOWANIE
1. Nie znam
przyszłości dzieci w naszym kościele, ale modlę się o każde z nich, by z domu
wyniosło zamiłowanie do Słowa Bożego, pamięć o modlącej się mamie i tacie, pragnienie,
by modlitwa i Słowo Boże były obecne w ich dorosłym życiu. Tam, gdzie Jezus
jest czczony, tam mamy obietnicę, że będzie nam błogosławił, umacniał i pokrzepiał.
2. Dzieci, doceńcie
pracę i wysiłki rodziców w prowadzeniu was do Boga i wychowaniu. Rodzice,
dzieci potrzebują, abyście duchowo je wspierali i prowadzili ku dojrzałej
wierze. Są poddawane wielkiej presji bezbożności. Potrzebujemy siebie nawzajem.
3. Istnieje więcej
niż jeden właściwy sposób na rodzinne uwielbienie Boga. Każda rodzina musi
znaleźć swój własny „rytm”. Jednak jedynym niepodlegającym negocjacjom
elementem jest wspólne czytanie Słowa Bożego. Po prostu to róbcie! Jeśli
będziemy czekać na odkrycie idealnej metody, idealnej porę dnia i idealne
dzieci, nigdy nie zaczniemy! Nie komplikujmy sobie życia. Lepiej mieć proste,
niedoskonałe krótkie społeczności rodzinne, niż w ogóle ich nie mieć.
4. Skupmy się na
Biblii. Celem kultu rodzinnego jest formacja duchowa wynikająca z zakorzenienia
w Słowie Bożym. To normalne, że jako rodzice możemy nie rozumieć wszystkiego,
co przeczytamy. Dobrze jest wówczas powiedzieć swojej rodzinie np.: „Nie znam
odpowiedzi na twoje pytanie, ale daj mi parę dni, bym ją znalazł”. To też
świadectwo. Nie musimy znać wszystkich odpowiedzi, by zwracać się do Biblii.
Wszyscy potrzebujemy pomocy Ducha Świętego
i pobożnych osób, w zrozumieniu. Dobrze, aby nasze dzieci widziały, że my też
się uczymy. Szukajmy odpowiedzi u pastorów, dojrzałych chrześcijan, czytajmy
dobre książki i komentarze biblijne. To będzie też dobrym świadectwem dla
innych. Każdy z nas musi się uczyć. Kiedy ludzie dziwią się ilością książek w
mojej bibliotece, odpowiadam, że przyczyna jest prosta: Wiele rzeczy nie wiem. Do
wielu rzeczy jestem za głupi. Muszę więc się jeszcze wiele uczyć.
5. Amerykański generał
John Paton powiedział, że jego ojciec miał na niego bardzo znaczący wpływ. W
jaki sposób go wywarł? Poprzez rodzinne czytanie Biblii i modlitwę. Może i w
dzień nie było ojca, gdyż pracował. Ale wieczorami modlił się z dziećmi i o
dzieci. Bóg pobłogosławił rodzinne wielbienie prowadzone przez jego ojca. To
jest przepis na dobre życie: pracuj, módl się i odpoczywaj. A wszystko w swoim
czasie. Nie zaniedbuj żadnego z tych aspektów, włączając w to osobisty cichy
czas z Bogiem, jak i społeczność rodzinną. Niech Bóg nas w tym wspomaga,
błogosławi i daje wytrwałości.
--------
Jeśli masz pytania lub chciałbyś porozmawiać na temat społeczności rodzinnej w Twoim domu - napisz lub zadzwoń: bartosik7@gmail.com tel. 605 282 417