niedziela, 6 czerwca 2010

Co Bóg ma wspólnego z matematyką?

Pismo Św. uczy, że każda nasza myśl ma być poddana Chrystusowi (2 Kor 10,4-5). Nie poddamy każdej myśli Chrystusowi, jeśli będziemy myśleli o świecie jako zbiorze niezależnych od Boga przypadkowych faktów. W chrześcijańskiej edukacji nie chodzi jedynie o chodzenie z dziećmi do Kościoła. Nie chodzi jedynie o nasycanie umysłów dzieci historiami i doktrynami biblijnymi, tak jakby Chrystus nie miał już nic do powiedzenia na temat dziedzin istniejących poza murami Kościoła. Chodzi raczej o to, by serca i umysły naszych dzieci były poświęcone (oddzielone) dla Chrystusa w całości (1 Pt 3,15).

Wiele razy słyszałem pytanie: a co ma wspólnego Bóg z nauczaniem matematyki? To jednak tak jakby zapytać: a co ma wspólnego Bóg ze światem i prawami, które stworzył? Jeśli nie widzimy tego przełożenia, to znaczy, że szkoły do których chodziliśmy skutecznie nas nauczyły patrzeć na świat bez Boga – w humanistyczny i dualistyczny sposób. Nauczyły nas postrzegać świat tak jakby Bóg był niepotrzebny aby zaistniały prawo Pitagorasa, grawitacja, Pireneje, Druga Wojna Światowa czy przyśpieszenie ziemskie. Nie powielajmy ich błędów w edukacji naszych dzieci.

8 komentarzy:

  1. Mi się bardzo podoba podejście ks. profesora Hellera, który mimo tego, że zajmuje się strasznie zaawansowaną fizyką, to jednak znajduje tam miejsce dla Boga i jednocześnie jest cenionym duszpasterzem, wydał np. rekolekcje wielkopostne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze fragment wywiadu z Hellerem:

    Pyt: Leibniz powiedział kiedyś, że gdy Bóg liczy, to świat się staje. Czy Bóg jest matematykiem?

    Odp: Z pewnością myśli matematycznie. Kiedyś pewien wybitny neurobiolog zapytał mnie, czy Bóg zna matematykę. Odpowiedziałem, że nie. Zdziwił się: dlaczego nie? Bo Bóg jest matematyką - odpowiedziałem.

    http://wyborcza.pl/1,76842,5017847.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze wiara (religia) i nauka są ze sobą sprzeczne.

    Po drugie dualizm świata to idea chrześcijańska wzmocniona przez filozofię Arystotelesa. W dzisiejszej nauce promuje się raczej łączenie materii i energii, czyli podejście holistyczne. Istnienie energii nie ulega wątpliwości i nie ma nic wspólnego z wiarą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myszko,

    KTÓRA wiara (w kogo?) w KTÓRĄ nauką są ze sobą sprzeczne (uprawianą przez jakich naukowców)?

    W istocie to objawienie chrześcijańskie (Pismo Św.) daje podstawy naukowcom do prowadzenia badań ponieważ każdy z nich (świadomie bądź nie) bazuje na pewnych założeniach opartych na Biblii. Mianowicie:
    - że świat zachowywał się w stały i niezmienny sposób, dlatego można go badać.
    - będzie zachowywał się w przewidywalny sposób
    - istnieje coś takiego jak obiektywna prawda i uniwersalne prawa (fizyki, w przyrodzie, chemii, logiki itp.)
    - świat nie jest projekcją ludzkiego umysłu
    - ludzki umysł jest spolegliwym narzędziem (nie mylić z najwyższym punktem odniesienia) poznania

    Na założeniach ateistycznych czy agnostycznych - nie można mówić o żadnym z powyższych. Nie da się bowiem mówić o "prawach", "nauce", "przewidywalności", "uniwersalności" w świecie, który jest zwykłą materią w ruchu "rządzoną" przez chaos i przypadek.

    PS. Istnienie energii ma jak najbardziej wiele wspólnego z wiarą bowiem jej stwórcą i źródłem jest Trójjedyny Bóg.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świat nie zachował się w stały i niezmienny sposób. To nie jest baza dla nauki. Są powtarzalne wzory dla pewnych regionów wszechświata. To, że są one niezmienne jest twierdzeniem nieuprawnionym. Powiedzmy, że to my uważamy, że są niezmienne w normalnych warunkach :). Gdyby bowiem świat był niezmienny, dociekania naukowe dawno już by się skończyły.

    Twierdzenie, że świat nie jest projekcją ludzkiego umysłu jest nieuprawnione na gruncie wszystkich nauk. Filozof np. nie zgodzi się z tym.

    Niesamowite jest to, że naprawdę wierzysz, że na gruncie ateistycznym nie można budować nauki. Biedne dzieci we mgle są na tych uniwersytetach. Nie mają o tym pojęcia, tak jak wielki trzmiel nie wie, że z takim wielkim tyłkiem nie powinien latać, więc lata ;)

    Chaos jest badany, tak jak porządek. Yhhh, no ale rozumiem Cię.

    A jeśli chodzi o wiarę, że źródłem energii jest trójjedyny bóg - w porządku. Jeśli ktoś stwierdzi, że źródłem energii wg jego wiary jest Wielki Fikus, też się zgodzę. Naukowo zaś można powiedzieć, że energia jest badalna.

    Upał. Pozdrawiam ciepło ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Myszka,

    1. Zobacz np. na jakich założeniach niewierzący naukowcy badają wiek ziemi lub rzekomo ewolucyjne zmiany. Ich mocnym puntem wyjścia jest stałość przyrody. Jakie mają do tego podstawy? Odp.: mocna wiara - zupełnie niewspółgrająca z ich przekonaniem o chaosie i przypadku kierujących biegiem świata.

    2. Jakie podstawy ma niechrześcijański filozof by zakwestionować stwierdzenie, że świat jest projekcją ludzkiego umysłu?

    3. Ja nie mówię, że ateiści nie uprawiają nauki. Ależ czynią to i to bardzo skutecznie! Mówię natomiast, że NA ZAŁOŻENIACH ateistycznego światopoglądu nie da się jej uprawiać. Aby prowadzić badania każdy naukowiec musi poczynić pewne założenia wstępne (patrz mój poprzedni wpis). Na światopoglądowych fundamentach ateizmu - nie da się jej uprawiać. Dlatego niechrześcijanie potrzebują "pożyczyć" od chrześcijan (z Biblii) pewne założenia dotyczące natury przyrody, fizyki, istnienia niematerialnych, uniwersalnych praw itp.

    OdpowiedzUsuń
  8. czarna blondynka13 czerwca 2010 17:03

    Wydaje mi się, że naukę prowadzono na Ziemi zanim powstało chrześcijaństwo. Chodzi mi tu o założenie, że pewne rzeczy są stałe, niezmienne. A dlaczego to było możliwe bez założeń? Bo wynikało to z obserwacji świata. Jeżeli codziennie od 10 lat widzisz, że Słońce wschodzi, to raczej jutro tez tak będzie. Nie potrzeba filozofii wielkiej i chrześcijańskich założeń.Jeżeli poziomki zawsze były dobre i zdrowe, to dziś pewnie też takie bedą. I tak dalej. Oczywiście, można sobie fantazjować, że poziomki są czasem trujące a czasem zdrowe ale w momencie, kiedy ja akurat je zrywam są w "stanie ustalonym zdrowym" a sekundę temu były trujące. Tak samo mozna przyjąć, że Bóg powrzucał kości dinozaurów do piachu. Ale takie założenia myślącym ludziom wydają się głupie, i to nieważne, z jakiego powodu - po prostu intuicja podpowiada, że to bzdura.
    Dziś wiemy, że intuicja nie zawsze wystarcza, ale od niej zawsze zaczyna się analizę, potem robi się tysiące przemyslanych eksperymentów i dochodzi się do jakiejś prawdy.
    Bóg tu w niczym nie pomaga i niczego nie rozwiązuje. Wręcz przeciwnie - Boga da się wcisnąć wszędzie, gdzie kończą się ludziom pomysły i wiedza. To powoduje, że biorąc go pod uwagę w nauce niedałoby się żadnego prawa stworzyć, bo Bóg może cud w każdej chwili zrobić i zmienić np. temperaturę wrzenia wody na 200 stopni C. Wg Biblii nawet takie rzeczy robił, typu zamiana białkowego człowieka w słup soli. Co ciekawe - żadne obserwacje nie potwierdzają, że tego typu cuda się zdarzają.
    Poza być może obrazami Jezusa na szybach i przypalonych tostach :)
    A co do obiektywnej prawdy: nikt z wierzących i niewierzących nie wie, dlaczego istnieje matematyka ani dlaczego ona działa w realnym świecie. Nikt nie wie, czym są matematyczne byty typu pierwiastek z dwóch. Żadne istnienie jakiegokolwiek Boga tu nie pomaga, ale też nie przeszkadza. Na pewno jednak nic nie wyjaśnia. Nikt nawet nie wie, czym jest Bóg, i czy w ogóle jest. Oczywiście poza fundamentalistami, którzy zawsze dokładnie wiedzą co i jak :)Niestety inni fundamentaliści też wiedzą dokładnie wszystko, ale są w 100% niezgodni z tymi pierwszymi.
    Co do bogów, to wiemy na pewno jedną rzecz: mają oni tendencję do umierania wraz ze swoimi wyznawcami. Wracając do meritum - Boga mozna wepchnąć wszędzie i próbować udowadniać nim dowolną teorię, ale jeśli nie wiadomo czy on jest, to chyba lepiej na wszelki wypadek tego nie robić. Niektórzy twierdzą, że tak naprawdę Bóg potrzebny jest głownie różnej maści kapłanom, którzy dzięki niemu mają na chleb. Coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń