wtorek, 3 stycznia 2012

Dlaczego sceptyk chce być misjonarzem?

"Niewiary, tak jak wiary, trzeba się nauczyć. To pewna umiejętność. Ciekawe jest jednak to, że wyznawcy sceptycyzmu, w starożytności i współcześnie, bardzo często sami uprawiali prozelityzm. Czytając ich dzieła, niejednokrotnie chciałem zapytać: "Dlaczego to dla was takie ważne?" Ich sceptycyzm nie potrafi udzielić odpowiedzi na to pytanie. Ja również nie potrafię jej znaleźć."

Mark Lilla

2 komentarze:

  1. A dlaczego ktoś lubi czereśnie i jazdę na łyżwach? Bo lubi. Jakkolwiek to uzasadni, to jest to uzasadnienie istniejącego faktu.
    Podejrzewam że tak samo jest ze sceptycyzmem - jeśli dla kogoś ważne jest prezentowanie go światu, to może przyczyną być przyjemność prezentowania tego. Ale mogą też być przyczyny dodatkowe - wiedząc, że sceptyczni ludzie nie są łatwowierni, można założyć, że nie dadzą się łatwo omamić żadnej religii. A to może być plus. Nie oberwiesz od jakiegoś durnia bombą w samolocie. Nie będą torturować kobiet za głupoty w krajach islamskich. Przykłady można mnożyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż za wyluzowanie :)

    W takim razie niech sceptyk traktuje religię jak... jedzenie wiśni. Jeśli on sam lubi łyżwy i czereśnie - spoko. Wówczas jednak niech nie mówi, że ci, co jedzą wiśnie są "omamieni". Oni najzwyczajniej lubią coś innego.

    Bawmy się więcej dalej i wróćmy do naszej "jazdy na łyżwach" i "jedzenia czereśni".

    Okazuje się jednak, że sam sceptyk traktuje owe dyskusje za coś więcej niż jedzenie czereśni bowiem:
    - argumentuje
    - przekonuje
    - pisze książki i artykuły o wyższości czereśni nad wiśniami i jest tym bardzo przejęty
    - używa słów: prawda, fałsz, błąd, omamienie itp.
    - twierdzi, że obiektywnie rzecz ujmując czereśnie są lepsze od wiśni, a jazda na łyżwach lepsza od "omamionych" jeżdżących na nartach.

    Ktoś tu jednak bliski jest schizofrenii ;)

    OdpowiedzUsuń