czwartek, 31 marca 2011

dr Google w Polsce!

Jak informują największe polskie portale internetowe dr Henrich Google - niemiecki informatyk, twórca słynnej wyszukiwarki internetowej (google.com) w dniach 24-26 kwietnia pojawi się w Polsce z cyklem wykładów pt. "Etyka, tolerancja, dominacja - debata o współczesnej roli internetu".

Odwiedzi Gdańsk, Wrocław, Poznań, Leszno, Gorzów Wlkp. Szczegóły niebawem.

Patronat nad cyklem wykładów mają objąć: Kampania Przeciw Homofobii, Fronda, Rzeczpospolita i Krytyka Polityczna. Zapowiada się ciekawie.

Inteligencja i mądrość to nie to samo

Kiedy Bóg przemówił do Salomona we śnie w w Gibeonie nowy król - świadom swojego młodego wieku oraz słabości - poprosił o mądrość (1 Krl 3:3-15). Nie o mądrość po to by mógł pisać bestsellerowe książki, znał cięte riposty, był znanym mówcą i showmanem telewizyjnym. Prosił o mądrość, którą miał służyć Ludowi Izraela, na czele którego stał. Jego mądrość miała służyć Bożym celom – poznawaniu Prawa i wdrażania go w życie.

Co ważne: Salomon nie prosił o bycie inteligentnym. To wbrew pozorom nie jest to samo co bycie rozumnym, mądrym. Jaka jest różnica? Mądrość w Piśmie to umiejętność odróżniania dobra od zła i wybieranie tego pierwszego (1 Krl 3:9). Inteligencja zaś to pewien zasób informacji, które człowiek posiada, a które niekoniecznie muszą prowadzić do tego, że człowiek będzie umiał odróżniać prawdę od kłamstwa. Zapewne znacie wielu inteligentnych ludzi, których nie nazwalibyście rozumnymi, mądrymi ponieważ nie potrafią odróżnić dobra od zła. Nie są dobrymi ludźmi. Wówczas niekiedy dziwmy się: jak tak inteligentny człowiek może tak się zachowywać?! Ma tytuł profesora, czytał wszystkie dzieła Michela Focualta, Miltona Friedmana i Arystotelesa, a porzuca żonę i dzieci, zachowuje się nieetycznie, kłamie, kpi z ludzi... I wówczas mówimy – "co za głupi człowiek". Nazywamy w ten sposób ludzi wykształconych, inteligentnych, ale którzy nie potrafią odróżnić dobra od zła, którzy podążają drogą zepsucia, zgnilizny moralnej.

Zatem mądrość i inteligencja nie są tym samym. Tak jak tym samym nie są zawiść i zazdrość. Bycie inteligentnym jest czymś dobrym i pożądanym, jednak inteligencja pozbawiona mądrości jest jak danie szaleńcowi najnowszego modelu Ferrari.

poniedziałek, 28 marca 2011

Jeszcze o lewicowej schizofrenii

Lewica bardzo się oburza na fakt iż w przeszłości odmawiano kobietom praw wyborczych (a więc prawa do decydowania o losach milionów obywateli, w tym dzieci). Jednocześnie lewica odmawia DZIŚ kobietom prawa do decydowania o drodze edukacyjnej i sposobie wychowania WŁASNYCH dzieci.

Prawicowa ideologia mówi: Rób co chcesz w swoim ogródku. Nie porządkuj jednak cudzego ogródka jeśli nie masz na to zgody jego właściciela. Niestety polskiej prawicy nie mamy w parlamencie.

Lewicowa zaś mówi: My ci napiszemy jak masz urządzić swój ogródek, ile masz nam dawać jabłek, wiśni, jakie wolno ci mieć warzywa, gdzie i o której masz porządkować grządki, wyrywać chwasty itd. A potem zapraszamy cię do nas abyś zadecydował o dziurze budżetowej, długu publicznym, ubezpieczeniach społecznych, traktacie akcesyjnym, polityce zagranicznej, systemie monetarnym...". Jest to sposób myślenia i działania wszystkich parlamentarnych partii w naszym kraju. Istna schizofrenia, nieprawdaż? :)

Ambicja - kazanie mp3

Kazanie na temat ambicji - TUTAJ

sobota, 26 marca 2011

Różnica między prawicą, a lewicą

Jaka jest różnica między prawicą, a lewicą?

Prawica wierzy, że Iksiński swoje pieniądze wyda (na ogół) dobrze, a przynajmniej powinien mieć prawo do decydowania o nich. Ów Iksiński niekoniecznie musi się znać na sprawach publicznych, dziurach budżetowych i długu publicznym. Nie powinien też decydować o tym na co powinny być przeznaczane pieniądze Ygrekowskiego. Natomiast w wolny i odpowiedzialny sposób powinien decydować o sobie samym: czy się ubezpieczać, szczepić, ile wydać na kulturę, na sport, na starość, czy posłać dziecko do szkoły itd.

Lewica uważa odwrotne: Iksiński jest nieodpowiedzialnym półgłówkiem, który nie potrafi się obchodzić z własnymi pieniędzmi, dlatego musi się ubezpieczyć, musi pod przymusem posłać dziecko do szkoły, państwu zaś powierzyć swoje utrzymanie na starość. Sam bowiem nie jest w stanie zadbać o własne dzieci, zdrowie, oszczędności... Jednocześnie nagle "okazuje się", że ten sam Iksiński jest na tyle rozumny (genialny wręcz!), że powinien decydować o przyszłości narodu, a nawet świata (w wyborach)! Istna schizofrenia.

Proponuję pod tym kątem przyjrzeć się programom polskich partii politycznych oraz działaniom ich przedstawicieli i odpowiedzieć sobie na pytanie: które z nich są prawicowe, a które lewicowe? :-) Mój wniosek jest następujący: w polskim parlamencie nie ma prawicy. Jest za to lewica pobożna i bezbożna: socjaliści katoliccy i socjaliści niereligijni. Jak to śpiewał Kazik: "jedni mówią, że Boga nie ma, a drudzy, że jest i jedni mówią, że PRL była cool, a inni, że nie". Zasadniczo jednak podejście do wolności, gospodarki wynika z tych samych ideowych korzeni.

piątek, 25 marca 2011

Rozmowy taty z 7-letnim Natanem

Dziś fragment z rozmowy taty z 7-letnim synem podczas nabożeństwa. Często pytania dzieci są pytaniami, które my sami mamy, ale obawiamy się ich zadawania. Zobaczcie zresztą sami.

Natan: Tato, ale śmieszna liturgia.

Tata: Cóż, właściwie to nie jest liturgia. Ludzie w tym kościele nie wierzą w liturgię.

Natan: Jak można nie wierzyć w liturgię? Czy liturgią nie jest po prostu to co się robi w kościele?

Tata: Tak. Lecz mam na myśli to, że oni nie wierzą, że nabożeństwo można wcześniej zapisać na kartkach.

Natan:Dlaczego nie?

Tata: Myślą, że jeśli czytają coś co jest napisane, to nie są w tym szczerzy.

Natan: Ale wystarczy że będą myśleć co to znaczy i zgodzić się z tym i wtedy będą szczerzy. Prawda?

Tata: Jasne. Ale oni w to nie wierzą.

Natan: Ale ktoś tutaj musi w to wierzyć, bo wszyscy śpiewaliśmy z tego samego śpiewnika. Czy oni nie wierzą w to co śpiewają w hymnach?

Tata: Oczywiście, że tak. Ale, według nich z modlitwami jest inaczej.

Natan: To znaczy, że zgadzają się z pieśnią którą czytają, ale nie wiedzą jak zgodzić się z modlitwą, którą czytają?

Tata: Coś w tym stylu.

Natan: To dlaczego po prostu nie nauczą się modlitw na pamięć?

Tata: Ponieważ uważają, że to również nie byłoby szczere.

Natan: Potrafią wierzyć w pieśni, które znają na pamięć?

Tata: Oczywiście. Lecz myślą, że z muzyką jest inaczej. Możesz czytać lub nauczyć się pieśni na pamięć i wciąż w nią wierzyć. Lecz jeśli czytasz lub uczysz się na pamięć słów bez muzyki, to nie będziesz w nie wierzył.

Natan: Ale czy oni nie uczą dzieci „liturgii grzeczności”? Takich jak „proszę”, dziękuję”, „tak, proszę Pana”, „tak, mamo”? I nie uczą ich żeby mówić te słowa szczerze?

Tata: Tak, ale …

Natan: A co z wersetami z Biblii? Czy zapamiętują biblijne wersety?

Tata: Oczywiście.

Natan: Ale nie wierzą w nie?

Tata: Ależ tak, wierzą.

Natan: Bez muzyki?

Tata: Oczywiście.

Natan: Jak?

Tata: Możemy zmienić temat?

Całość rozmowy taty z Natanem (część 1 i 2) - TUTAJ

czwartek, 24 marca 2011

"Między innymi" Jezus czy "tylko" Jezus?

Kluczowymi pytaniami, które każdy z nas powinien sobie zadać są: czy zadbałem o własną duszę? Co z moimi grzechami? Gdzie spędzę wieczność? Nie jest to pytanie: do jakiego kościoła chodzisz? Lub: jak długo jesteś człowiekiem tego czy innego wyznania? Nie pytam cię czy jesteś ochrzczony i przystępujesz regularnie do komunii. Pytam Cię: czy jesteś zbawiony?

Pan Jezus powiedział: (26) Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją? Mt 16:26.

W dobie pluralizmu i relatywizmu musimy sobie co jakiś czas przypominać, że zbawienie jest nie tyle w Chrystusie. Powiedzenie, że "zbawia nas Jezus" to za mało. Biblia idzie dalej i mówi, że zbawienie jest tylko w Chrystusie – Bogu objawionym w Ciele, Drugiej Osobie Trójcy Św.

(12) I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni. Dz. Ap. 4:12.

Kiedy zatem pytam cię: czy jesteś zbawiony – pytam innymi słowy: czy zaufałeś całym sercem WYŁĄCZNIE JEZUSOWI jako jedynej drodze do Ojca, jedynemu Pośrednikowi między Bogiem a ludźmi. (Jn 14:6, 1 Tm 2:5)

Piotr w Dniu Pięćdziesiątnicy do bardzo religijnych ludzi mówił: 40) Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego. Dz 2:40.

Nie kierował swych słów tego do wyjątkowych niegodziwców. Mówił to do pobożnych Żydów. Ludzie religijni potrzebowali ratunku! Potrzebowali tego czego nie była w stanie dać im religia, rytuały. Potrzebowali żywej więzi z Jezusem Chrystusem. Tylko Jezus mógł dać im to czego nie dawała religia.

Etiopczyk w Dz. Ap. 8 był szczerym, religijnym człowiekiem, jednak wciąż potrzebował zbawienia. Potrzebował aby ktoś wyjaśnił jaka jest ścieżka do Boga. Potrzebował Słowa Bożego. Potrzebował ukierunkować swoją szczerość i religijność na właściwy tor, na właściwą OSOBĘ - poprzez Słowo.

środa, 23 marca 2011

Światło - świeć! Światło - prowadź mnie!

Utwór zespołu ARMIA pt. "Przebłysk" z jednej z moich ulubionych płyt jakie kiedykolwiek słuchałem - LEGENDA. Bajkowa muzyka z pięknym, poetyckim tekstem. Taką poezję śpiewaną lubię :-)

Niech Cię strzeże
Niech Cię wspiera...ŚWIATŁO (Jezus Chrystus).

Nowoczesna nauka jako magia

"Zbyt często magię określa się w kategoriach jej prymitywnych technik, a tym samym wyklucza ze współczesnego światopoglądu. Jednak magię lepiej jest definiować w opraciu o jej cel, techniki bowiem zmieniają się, lecz cel pozostaje ten sam. Celem magii jest zdobycie autonomicznej kontroli nad człowiekiem, przyrodą oraz sferą nadprzyrodzoną, a zatem całkowitej kontroli nad każdym aspektem rzeczywistości, jakkolwiek byśmy jej nie zdefiniowali.

Nowoczesna nauka, zapomniawszy o swych chrześcijańskich korzeniach, rządzona jest przez magię, przez pragnienie sprawowania całkwowitej kontroli nad całą rzeczywistością. W biblijnej perspektywie nauka jest działalnością pobożnego człowieka i społeczeństwa dążących do lepszego poznania i zrozumienia stworzenia po to, by lepej nad nim panować w imieniu Boga i w posłuszeństwie Jego woli. Magia chce kontrolować rzeczywistość, odrzucając posłuszeństwo Bogu."

J. R. Rushdoony, Biblijna filozofia historii, Wyd. Ewangeliczny Zbór Reformowany w Poznaniu, 2010, s. 108.

wtorek, 22 marca 2011

Suwerenność Boga i modlitwa - John Piper

Dziś prezentuję art. Johna Pipera nt. suwerenności Boga i modlitwy zamieszczony na blogu Imperatora. Wrzucam go za zgodą autora bloga, który jest jednocześnie tłumaczem artykułu.


Jestem często pytany, “Jeżeli wierzysz, że Bóg sprawia wszystko zgodnie ze swoją wolą (Efezjan 1:11) i że Jego wiedza o wszystkim w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jest nieomylna, jaki zatem jest cel by modlić się aby coś się wydarzyło?” Zwykle to pytanie jest zadawane odnośnie ludzkich decyzji: “Jeśli Bóg przeznaczył niektórych by byli Jego synami i wybrał ich przed założeniem świata (Efezjan 1:4-5), jaki więc jest cel by modlić się o czyjeś nawrócenie?”.

Domniemany argument jest tutaj, że aby modlitwa zadziałała, człowiek musi mieć moc do samo-determinacji. To znaczy, wszystkie decyzje człowieka muszą ostatecznie należeć do niego, nie do Boga gdyż inaczej jest on zdeterminowany przez Boga i wszystkie jego decyzje są ustalone w Bożym odwiecznym zamyśle. Przeanalizujmy poprawność tego argumentu na podstawie przykładu podanego powyżej.

1. “Dlaczego modlić się o czyjeś nawrócenie jeśli Bóg wybrał przed założeniem świata kto będzie jego synem?” Osoba potrzebująca nawrócenia jest “martwa przez upadki i grzechy” (Efezjan 2:1); jest “niewolnikiem grzechu” (Rzymian 6:17; Jan 8:34); “bóg świata tego zaślepił umysły niewierzących, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa” (2 Koryntian 4:4); jego serce jest zatwardziałe przeciw Bogu (Efezjan 4:18) tak, że jest wrogi Bogu i przeciwstawia się Bożej woli (Rzymian 8:7).

Teraz chciałbym zadać pytanie mojemu rozmówcy: Jeżeli upierasz się, że ten człowiek musi mieć moc ostatecznego samo-stanowienia, jaki jest sens modlitwy za niego? Co chcesz aby Bóg dla niego zrobił? Nie możesz prosić Boga by pokonał bunt tego człowieka, bo bunt to jest dokładnie to co ten człowiek teraz wybiera. W przeciwnym razie znaczyłoby to, że Bóg przemógł jego wybór i zabrał jego moc samo-stanowienia. Jak Bóg może zbawić tego człowieka jeśli nie zadziała by zmienić serce tego człowieka z zatwardziałej wrogości na delikatną ufność?

Czy będziesz się modlił by Bóg oświecił jego umysł aby on prawdziwie zobaczył piękno Chrystusa i uwierzył? Jeśli w taki sposób będziesz się modlił, to prosisz Boga by nie zostawiał dłużej samo-stanowienia o sobie w mocy tego człowieka. Prosisz Boga by coś zrobił z jego umysłem (albo sercem) aby on przejrzał i uwierzył. Czyniąc tak, przyznajesz że ostateczna determinacja decyzji by ufać Chrystusowi należy do Boga, nie do człowieka.

Co chcę powiedzieć, to nie jest doktryna o Bożej suwerenności, która udaremnia modlitwę o nawrócenie grzesznika. Przeciwnie, to jest niebiblijny pogląd o samo-stanowieniu, który konsekwentnie położyłby kres wszelkim modlitwom za zgubionych. Modlitwa jest prośbą aby Bóg coś zrobił, ale jedyną rzeczą jaką Bóg może zrobić by zbawić zgubionego grzesznika jest przemóc jego opór względem Boga. Jeśli upierasz się by zatrzymał on możliwość własnego samo-stanowienia, upierasz się by pozostał on bez Chrystusa gdyż nikt nie może przyjść do Chrystusa, jeśli nie będzie mu to dane od Ojca (Jan 6:44,65).

Jedynie osoba, która odrzuca ludzkie samo-stanowienie może konsekwentnie modlić się do Boga by zbawił zgubionych. Moją modlitwą za niewierzących jest by Bóg zrobił im to, co zrobił Lidii: otworzył jej serce by słuchała tego co głosił Paweł (Dzieje 16:14). Będę się modlił by Bóg, który rzekł “Z ciemności niech światłość zaświeci!” przez tą samą stwórczą moc “rozświecił ich serca, aby zajaśniało poznanie chwały Bożej, która jest na obliczu Chrystusowym” (2 Koryntian 4:6). Będę się modlił aby Bóg “usunął z ich ciała serce kamienne, a dał im serce mięsiste” (Ezechiela 36:26). Będę się modlił by byli narodzeni nie z woli ciała czy człowieka, ale z Boga (Jan 1:13). Z całą moją modlitwą będę starał się by “być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy oraz wolności z sideł diabła” (2 Tymoteusza 2:24-26).

W skrócie, nie proszę Boga by usiadł i czekał by mój bliźni zdecydował się na zmianę. Nie sugeruję Bogu aby On trzymał się na dystans dopóki jego piękno nie stanie się nieodparte i naruszy mojego bliźniego moc do samo-stanowienia. Nie! Modlę się aby Bóg olśnił mojego niewierzącego bliźniego swoim pięknem, aby uwolnił z kajdanów jego niewolną wolę, aby sprawił, że martwy ożyje i by nic Go nie zatrzymało, aby mój bliźni nie zginął.

2. Jeśli ktoś teraz powie “O.K., przyjmijmy że czyjeś nawrócenie jest ostatecznie zdeterminowane przez Boga, ja nadal nie widzę celu twojej modlitwy. Jeżeli Bóg wybrał przed założeniem świata kto będzie nawrócony, jakie znaczenie ma twoja modlitwa?”. Moją odpowiedzią jest, że jej funkcja jest podobna do funkcji głoszenia: jak zgubieni mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje (Rzymian 10:14)? Wiara w Chrystusa jest Bożym darem (Jan 6:65; 2 Tymoteusza 2:25; Efezjan 2:8), ale Bóg zaplanował, że środkiem poprzez który ludzie uwierzą w Jezusa jest głoszenie ewangelii. Naiwnym jest myślenie, że jeśli nikt nie będzie zwiastował ewangelii to i tak wszyscy predestynowani by być Bożymi synami (Efezjan 1:5) się nawrócą. Powodem dla którego jest to naiwne myślenie, jest pominięcie faktu że głoszenie ewangelii jest tak samo uprzednio predestynowane jak wierzenie ewangelii: Paweł był powołany do swojej służby głoszenia zanim się urodził (Galacjan 1:15), tak jak Jeremiasz (Jeremiasza 1:5). Dlatego pytać “Jeśli nie ewangelizujemy to czy wybrani będą zbawieni?” jest jak pytać “Jeśli nie ma predestynacji, czy predestynowani będą zbawieni?” Bóg zna tych, którzy są jego i powoła posłańca by ich zdobyć. Jeśli ktoś odmawia bycia częścią tego planu, ponieważ nie lubi idei, że powołano go zanim się urodził, wtedy będzie straceńcem, a nie wybranym Bożym. “Z całą pewnością wykonasz Boży plan jakkolwiek zadziałasz, ale jest wielka różnica czy będziesz służył jak Judasz czy Jan.”

Modlitwa jest jak głoszenie w tym, że jest również ludzkim działaniem. Jest ludzkim działaniem, które Bóg zarządził i które sprawia Mu przyjemność ponieważ odzwierciedla zależność stworzeń od Niego. On obiecał odpowiedzieć na modlitwę choć Jego odpowiedź jest uwarunkowana od tego czy nasza modlitwa była zgodna z Jego wolą. “Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas” (1 Jana 5:14). Kiedy nie wiemy jak się modlić zgodnie z Bożą wolą, ale szczerze tego pragniemy Duch Święty wstawia się za nami (Rzymian 8:27).

Innymi słowy, tak jak Bóg dopilnuje aby Jego Słowo było zwiastowane jako środek zbawienia wybranych, tak samo dopilnuje by wszystkie te modlitwy, na które On obiecał odpowiedzieć były wypowiedziane. Myślę, że słowa ap. Pawła z Rzymian 15:18 odnoszą się równie dobrze do jego służby głoszenia jak i modlitwy: “Nie odważę się bowiem mówić o czymkolwiek, czego Chrystus nie dokonał przeze mnie, aby przywieść pogan do posłuszeństwa.” Nawet nasze modlitwy są darem od tego, który “sprawuje w nas to, co miłe jest w oczach jego” (Hebrajczyków 13:21). Jak wdzięczni powinniśmy być, że On wybrał nas do jego królewskiej służby. Jak chętnie powinniśmy spędzać dużo czasu na modlitwie!

poniedziałek, 21 marca 2011

sobota, 19 marca 2011

Apel do polskich wokalistek

To miał być całkiem spokojny sobotni wieczór (tydzień temu) - może jakiś film z Vandamem lub Segalem, może jakiś Karate Kid II... Tymczasem surfując pilotem trafiłem na program w Polsacie pt. Must be The Music.

To co usłyszałem - wgniotło w mnie w sofę. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem tak autentyczną i zarazem niesamowitą (zaznaczam - polską) artystkę! Porównywalne wrażenie robiły na mnie jedynie PJ Harvey i Patti Smith gdy usłyszałem je po raz pierwszy. No, ale to nie polskie artystki...

Niniejszym apeluję: Dodo, Mandaryno, p. Beato Kozidrak, p. Marylo Rodowicz, p. Justyno Steczkowska, p. Edyto Górniak i inne sztucznie wypromowane śpiewające od Opola do Sylwestra, "plastikowe" polskie wokalistki: zetrzyjcie szminki, zdejmijcie futra, wyłączcie playback - w wyrazie uznania dla dla Olivii Anny Livki!



Na juciubie jest więcej jej dzieł. Poszukajcie. Tu profil Oliwki na myspace: http://www.myspace.com/oliviaannas

Czy chrześcijanin jest człowiekiem racjonalnym?

Samo pytanie może sugerować, że akurat chrześcijanin może mieć problem z byciem człowiekiem racjonalnym. Oczywiście nic dziwnego, że pytania – jak powyższe – są niekiedy formułowane ponieważ wielokrotnie słyszeliśmy, że rozum i wiara nie idą ze sobą w parze, gdyż mówią o zupełnie innych rzeczywistościach. Rozum opisuje rzeczywistość sprawdzalną, mierzalną, weryfikowalną, zaś wiara udaje się w rejony niedostępne dla rozumu – subiektywnego doświadczenia, przypuszczeń, niesprawdzalnych obszarów. Innymi słowy: wiara jest odrzuceniem zasad rozumowania i ślepym przyjęciem nakazów wyższego autorytetu oraz zanurzeniem się w odmętach absurdu (D. Jones). Jest to dość powszechne mniemanie.

Niestety czasami sami chrześcijanie przyczyniają się do takiego spojrzenia na rozum i wiarę oddzielając w drastyczny sposób jedno od drugiego. Odrzucenie rozumu, strach przed rozumowaniem, argumentacją, nauką staje się znakiem firmowym wielu nurtów w chrześcijaństwie. Mówią o mocnej wierze, w rzeczywistości promują antyintelektualizm i irracjonalizm. Ze słowa "wiara" robi się obecnie coś, co nie jest niczym więcej jak tylko jakimś psychologicznym, czy socjologicznym zjawiskiem.

I dziś w taki sposób postrzegana jest relacja wiary i rozumu: właściwie jej brak. Wiara to bowiem ślepy skok w otchłań niepewności. Rozum zaś – zgodnie z oświeceniowym dogmatem - to jedyne narzędzie pewnego poznania rzeczywistości.

Oczywiście nie ma to nic wspólnego z biblijnym nauczaniem, które mówi, że wiara prowadzi do poprawnego rozumowania - jest punktem wyjścia dla poprawnej, racjonalnej interpretacji rzeczywistości bowiem w Chrystusie ukryte są wszelkie skarby mądrości i poznania (Kolosan 2:3).

piątek, 18 marca 2011

Czy domagasz się sprawiedliwego świata?

"Będąc grzesznikiem człowiek pragnie sprawiedliwego i doskonałego świata, jednak bez konieczności pokuty i odrodzenia. Niemal każdy mąż oczekuje, że jego żona dochowa mu wierności, lecz nie każdy chce być wiernym i pobożnym mężem. Choć żądamy sprawiedliwego porządku społecznego, to jednak w stosunku do siebie chcemy zrobić wyjątek. To znaczy, że kiedy grzesznik domaga się sprawiedliwego świata, w gruncie rzeczy domaga się sytuacji, w której on sam nie otrzyma tego, co mu się należy za jego grzechy, lecz raczej jego winy zostaną anulowane dzięki panowaniu doskonałego porządku społecznego.

Po drugie, absolutnej, ostatecznej i doskonałej sprawiedliwości można szukać w czasie lub w wieczności, Poszukiwanie takiej sprawiedliwości w czasie jest oświeceniową doktryną o poetyckiej sprawiedliwości, czyli socjalizmem. Jeśli jednak miejscem i źródłem doskonałej sprawiedliwości jest Bóg i wieczność, to odpowiedzią jest piekło i niebo, zaś sądy dokonywane przez Boga w historii są niepełnymi manifestacjami nadchodzącej i pełnej odpłaty. Humanistyczny sen o sprawiedliwości , sen autonomicznego rozumu, nie przekracza granic tego świata. Doskonała sprawiedliwość musi dokonać się w czasie i na tym świecie, a jej źródłem jest państwo zbudowane przez inżynierów społecznych na przesłankach dostarczonych przez socjalizm naukowy."

J. R. Rushdoony, Biblijna filozofia historii, Wyd. Ewangeliczny Kościół Reformowany w Poznaniu, s. 83.

czwartek, 17 marca 2011

Pan Bóg też klikał "LUBIĘ TO!"

"Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre". - Rodzaju 1:12

Innymi słowy - Pan Bóg po każdym dniu stworzenia spoglądał na Swoje dzieło i... klikał "LUBIĘ TO". :)

Subtelny rodzaj lenistwa

Jednym z najpoważniejszych grzechów, przed którymi ostrzega nas Biblia jest lenistwo. Z lenistwem mamy do czynienia nie tylko wtedy gdy nie wykonujemy pracy, którą akurat powinniśmy wykonać. Lenistwem jest również wykonywanie INNEJ pracy.

Czasami rodzice mówią dzieciom: posprzątaj klocki do pudełka, jednak gdy przychodzą one układają lalki lub samochody. Owszem, wykonują dobrą rzecz lecz nie tą, którą powinny.

Podobnie jest z dorosłymi. Przykładowo - jeśli studiujemy - musimy napisać wypracowanie na jutro, ale z jakiś powodów - być może aby mieć przed samym sobą jakieś usprawiedliwienie - decydujemy, że akurat teraz odkurzymy mieszkanie, sprawdzimy "ważne" maile lub zajmiemy się naprawą lampki. Nie chce nam się pisać wypracowania, ale przecież nie jesteśmy leniwi i "pracujemy" przy komputerze! To jednak jest lenistwem. Ucieczką od tego co powinniśmy zrobić TERAZ.

środa, 16 marca 2011

Wspólne posiłki

Wiele razy słyszymy, że rodzina powinna przebywać ze sobą, modlić się razem. I to jest prawda. Powinniśmy to czynić. Powinniśmy także jeść razem. W naszej kulturze hołduje się indywidualizmowi i ma to także przełożenie na jedzenie. Łatwiej jest jeść w odosobnieniu – w samochodzie, naprzeciwko TV lub komputera, lub w drodze do pracy lub do szkoły. Kościół nie powinien krytykować kultury jeśli sam czyni to samo. Pomyślmy jak często jadamy razem.

Komunię mamy co tydzień nie tylko z powodów teologicznych czy historycznych. Nie tylko dlatego, że komunia jest dla nas chlebem od Chrystusa, który nas odżywia. Nie tylko dlatego, że historyczny kościół miał komunię co tydzień. Również dlatego, że chcemy mieć sobą częstą i regularną społeczność przy Stole Pańskim. Jemy wspólnie tak często jak często się spotykamy jako kościół i to powinno być dla nas wzorem i zachęceniem do wspólnych posiłków przy innych okazjach – wspólnych obiadach, wzajemnym zapraszaniu się na kawę czy na piwo.

Bóg stworzył nas w taki sposób, że jedzenie jest rodzajem rytuału. Bez względu czy spożywamy je w kościele czy w domu. Spożywamy je w określony sposób. Np. mięsa nie jemy łyżką, nie klęczymy przy stole, nie mlaskamy, jedzenie rozpoczynamy wspólnie itp. Podobnie w kościele – Wieczerzę Pańską spożywamy wspólnie, siedząc, z radosnym usposobieniem, dziękczynieniem i modlitwą. Owa ceremonia ma wpływ na nasze więzi. Jednoczy nas jako Jedno Ciało wokół Chrystusa. I jest cenną lekcją nt. społecznego aspektu spożywania posiłków.

wtorek, 15 marca 2011

Znany jest już plan

Znany jest już plan konferencji z Dougiem i Nancy Wilsonami w Poznaniu w dniach 29-30 kwietnia.

Konferencja jest nieodpłatna, choć chętnie przyjmiemy datki na kawę i ciasta (w trakcie konferencji). Osoby szukające noclegu na czas konferencji proszę o kontakt do przyszłego tygodnia.

Piątek, 29.04 (apologetyka)
09:00 - (1) Postrzeganie świata
10:00 - przerwa
10:15 - (2) Czy rozum może dowieść wiarygodności Biblii?
11:15 - przerwa na lunch (we własnym zakresie)
13:00 - (3) Apologetyka na poziomie ulicy
14:00 - przerwa
14:15 - (4) Wyznaczanie środka
15:15 - pytania

17:00 - Nancy spotyka się z kobietami: (1) Zadowolenie; (2) Dotyk kobiety

Sobota, 30.04 (Wychowanie/Edukacja)
09:00 - (1) Utrzymywanie antytezy
10:00 - przerwa
10:15 - (2) Koło światopoglądowe
11:15 - przerwa na lunch (we własnym zakresie)
13:00 - (3) (A) Doug dla mężczyzn: Klasyczny chrześcijanin; (B) Nancy dla kobiet: Wychowanie dzieci
14:00 - przerwa
14:15 - (4) Moc opowiadania i przyszłość dzieci
15:15 - pytania

poniedziałek, 14 marca 2011

Czy teista może być człowiekiem racjonalnym?

Kontynuujemy spotkania na Uniwerku Gdańskim, które rozpoczęliśmy od tematu "Czy ateista może być człowiekiem moralnym?"

Tym razem zapraszam na spotkanie pt. "Czy teista może być człowiekiem racjonalnym?"
- 18 marca (pt) o godz. 17:30 na Wydziale Nauk Społecznych UG na Bażyńskiego - sala S315 (1 piętro).

W planie: krótkie prezentacje dwóch poglądów (mój oraz studenta filozofii) oraz dyskusja.

Czy jestem zbawiony?

Tutaj znajdziecie spisane kazanie z poprzedniej niedzieli pt. "Czy jestem zbawiony?" na podstawie Dz. Ap. 8:26-40.

piątek, 11 marca 2011

Jak rozmawiać z ludźmi o Bogu w naturalny sposób?

Gdybyście mnie zapytali – jak rozmawiać z ludźmi o Bogu w naturalny sposób? - powiedziałbym o dwóch rzeczach:

- po pierwsze: wykorzystuj naturalne sytuacje. Filip w Dz. Ap. 8:26-40 wykorzystał naturalną sytuację by porozmawiać o treści Pisma z Etiopczykiem ponieważ ten akurat czytał Biblię. Zupełnie nienaturalnym zachowaniem byłoby pytanie: Czy rozumiesz Biblię? w sytuacji gdyby eunuch akurat zajęty był spożywaniem posiłku lub oglądaniem pustynnego krajobrazu. Czyli wykorzystuj naturalne sytuacje: rozmawiaj z ludźmi o polityce, polskich drogach, Smoleńsku, nawet Dodzie by temat Biblii pojawiał się niejako naturalnie. Można do niego dojść poprzez rozmowę o pięknie i brzydocie, o śmierci, rzetelności, podatkach, uczciwości, sporcie, muzyce, polityce...

- po drugie: zadawaj pytania. Nie musisz pouczać ludzi. Często wystarczy, że wysłuchasz i spróbujesz zrozumieć. To ważne, bo wtedy na ogół ludzie będą chcieli abyś następnym razem ich wysłuchał. I kolejny raz. Tak buduje się więzi. Nie buduje się ich poprzez instruowanie i pouczanie. Tam gdzie możesz doradzić, gdzie ktoś tego oczekuje – doradź. Jednak nie musisz tego robić za każdym razem – jeśli chcesz komuś pomóc spotkać w jego życiu Boga.

czwartek, 10 marca 2011

Tańczący ojciec

Czy ateista może być człowiekiem moralnym? - referat

Poniżej fragment mego 20-minutowego wystąpienia ze spotkania Koła Filozoficznego Uniwersytetu Gdańskiego, które odbyło się w miniony piątek 4 marca nt. "Czy ateista może być człowiekiem moralnym?". Na samym dole link do całości.

______________________________________

Na początku chciałbym podziękować studentom z Koła Filozoficznego Uniwersytetu Gdańskiego za zaproszenie i organizację tego spotkania. Cieszę się, że w ramach spotkań nt. różnych aspektów filozofii znajduje się również miejsce na dyskusje o moralności i ateizmie.

Zanim rozpocznę swoje krótkie wystąpienie dwa słowa o mnie: nazywam się Paweł Bartosik i jestem pastorem Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku. Mury tego budynku również nie są mi obce ponieważ piszę doktorat w sąsiednim Instytucie Pedagogiki.

Wraz z Adamem przygotowaliśmy dwa 20 minutowe wprowadzenia do dyskusji przedstawiające odmienne punkty widzenia na zadany temat, który brzmi: Czy ateista może być człowiekiem moralnym?

W zasadzie aby móc odpowiedzieć na to pytanie musimy sobie zdefiniować pewne pojęcia występujące w pytaniu. Dokładnie - dwa pojęcia: ateizm oraz moralność.

Po pierwsze: „ateista”. Ateista w dużym skrócie to człowiek, który nie wierzy w istnienie Boga – zdefiniowanego przez jakąkolwiek z religii. Oczywiście odrzuca istnienie Boga, o którym mówi Biblia, jak i każde bóstwo, o którym opowiadają inne księgi lub ludzka wyobraźnia.

Jednak gdybyśmy tylko na tym się zatrzymali w naszej definicji ateisty powiedzielibyśmy zdecydowanie za mało. Na potrzeby tematu spotkania musimy powiedzieć o wiele więcej nt. tego co wiąże się z ateizmem. Dlatego, że odrzucenie istnienia Boga niesie ze sobą bardzo konkretne filozoficzne, logiczne oraz praktyczne konsekwencje, o których nie wszyscy – nawet sami ateiści – zdają sobie sprawę. I dodałbym: dzięki Bogu, że nie uświadamiają sobie owych konsekwencji ponieważ w przeciwnym wypadku nie doszłoby choćby do naszego spotkania.

Zapraszam do zapoznania się z całością referatu.

środa, 9 marca 2011

Ta sama rzeczywistość, inna interpretacja

Dziś przeczytałem ciekawą dykteryjkę (thx Darek): pewna wielka fabryka butów wysłała do Afryki swoich dwóch pracowników z poleceniem zbadania nowych rynków zbytu. Po pewnym czasie przychodzą dwa telegramy:
Pesymista: "Żadnych szans. Tu wszyscy chodzą boso".
Optymista: "Nieograniczone możliwości. Tu nikt nie ma butów".

Zainspirowała mnie by napisać własną - w ten sam deseń, ale z innej dziedziny. Oto ona:

Pewien prężny kościół wysłał sześciu misjonarzy do pewnego miasteczka w Polsce z poleceniem zbadania możliwości zakładania zboru. Po pewnym czasie przychodzi sześć telegramów:

Pesymista: Nie ma szans. Kraina jest typowo katolicka. Nie ma żadnego protestanckiego zboru. Szukajmy gdzie indziej!
Optymista: Nieograniczone możliwości. Mnóstwo do dusz do zewanegelizowania!
Neutralny: Może ty masz rację, a może ty.
"Duchowy" misjonarz: Musimy to przemodlić
"Teologiczny" misjonarz: Czytałem w paru książkach, że trzeba poczekać z decyzją.
Misjonarz luzacki: Ale jazda! Dobre piwko tam mają!

sobota, 5 marca 2011

Czy ateista może być człowiekiem moralnym? - po dyskusji na UG

Wczoraj na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego mieliśmy bardzo ciekawe spotkanie ze studentami (oraz ich naukowym opiekunem) Koła Filozoficznego nt. "Czy ateista może być człowiekiem moralnym?".

Punktem wyjścia dla dyskusji były dwa referaty: Adama z filozofii oraz mój - prezentujące nieco odmienne spojrzenia na powyższą kwestię. Po ich zakończeniu mieliśmy interesującą dyskusję z uczestnikami spotkania.

Dla mnie osobiście bardzo ubogacającym był fakt uczestnictwa w próbach sprostania młodych filozofów wobec ogromnej trudności jaką jest połączenie założeń filozoficznego ateizmu (padło również pytanie o "rodzaje" ateizmu) z istnieniem moralności. Wspólnie zastanawialiśmy się czy istnieje płaszczyzna, na której ateista jest w stanie konsekwentnie - wedle własnych założeń - zbudować argument dotyczący istnienia i treści zawierającej się w słowie "moralność".

Spotkanie zakończyliśmy konkluzją, że warto je kontynuować. Jesteśmy więc w trakcie ustalania następnego tematu do dyskusji - być może poszerzonej o kolejne grono zainteresowanych osób.

Treść mojego wystąpienia przerobię na artykuł, który w niedługim czasie powinien się ukazać na naszej stronie kościelnej (i na blogu).

środa, 2 marca 2011

Przyjmowanie czy chwytanie?

Biblia naucza, że pod względem duchowym na świecie istnieją dwa rodzaje stołów: Stół Pański i stół demonów. Nawiązując do tego istnieją dwa rodzaje zwyczajów przy stole. Pierwszy zwyczaj polega na tym, że dana osoba przyjmuje to, co jest jej podawane. Drugi zwyczaj polega na tym, że dana osoba chwyta to na co ma ochotę. Pierwsza postawa jest cechą Stołu Pańskiego. Druga jest cechą stołu demonicznego, postawą z piekła rodem.

Kiedy Elkana, mąż Anny i jego rodzina uwielbiali Boga (1 Sm 1-2) - ten dał Annie to o co się modliła – syna, którego nazwała imieniem Samuel. W przeciwieństwie do postawy Anny i Elkany synowie kapłana Helego - Chofni i Pinchas sami chcieli sięgnąć po część ze składanych Bogu ofiar. Część, którą sami zapragnęli (1 Sm 2-3).

To nam mówi praktycznie wszystko co potrzebujemy nt. różnicy między wiarą, a niewiarą. Wiara przyjmuje. Niewiara chwyta, porywa. Niewiara nie chce przyjąć. Niewiara się domaga.
Wiara to przyjście na warunkach gospodarza. Niewiara to chęć ustalania własnych zasad, niezależność od zasad gospodarza.

Kiedy przychodzimy do Stołu Pańskiego jesteśmy zachęceni abyśmy przyszli do niego w sposób pełen wyczekiwania. Czekamy na swoją kolej, na swoją część chleba. Po spożyciu czekamy na wino. Przystępujemy do Wieczerzy na warunkach gospodarza przyjmując to CO ON nam daje. Nie porywamy ze Stołu części, na którą mamy ochotę i kiedy nam się podoba.

Bóg jest Bogiem, który lubi dawać i nie jest niczym złym czekać, oczekiwać aż nam da to co przygotował. To nie jest domaganie się czegokolwiek. To jest właśnie wiara. Kiedy natomiast myślimy, że On jednak nam nie da tego co obiecał, a sami musimy to chwycić – jest to niewiara. TEN chleb i TO wino są dla Jego synów i córek. Pytanie brzmi: Czy należysz do nich? Jeśli tak to nie masz powodu by cokolwiek chwytać – obawiając się, że zostaniesz pominięty. Po prostu bierz z radością.

Jeśli zaś nie jesteś Bożym synem lub córką – być może będziesz starał się chwycić coś czego Bóg jeszcze ci nie daje. Wówczas Biblia ostrzega: najpierw zaufaj Chrystusowi. On chce ci chętnie dać swoje dary tak byś nie musiał zachłannie brać czegoś co nie jest dla ciebie. Jeśli komunię chwytasz zamiast przyjmować – nie uczyni cię to chrześcijaninem. Nie da ci to więcej błogosławieństwa. Zanim będziesz mógł prawdziwie cieszyć się darami od Chrystusa musisz najpierw skorzystać z prawdziwej radości jaką daje więź z Nim. Dlatego jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś zaufaj Jemu i Jego Słowu. I trwaj w Nim każdego dnia.

wtorek, 1 marca 2011

Ślub protestancki

Na portalu weddingtv.pl ukazał się artykuł nt. uroczystości ślubnych w protestantyzmie napisany w oparciu o rozmowę jego autorki ze mną. Oto jego początek:

Większość z nas zwykła zakładać, że chrześcijański "ślub" jest synonimem "sakramentu małżeństwa". Nie jest tak jednak w każdej religii chrystusowej. U protestantów przysięga pary młodej jest znakiem przymierza ludzi przed Bogiem, a nie elementem łaski czy odkupienia.

Takie sformułowanie znaczenia ślubu sprawia, że w protestantyzmie podkreśla się raczej funkcje obrzędu wobec ludzi - zarówno całej wspólnoty, jak i zespolenia małżonków. Zespolenie to prowadzi do rozrodzenia się ludzkości, wzajemnego wspierania się pary oraz do ustanowienia ładu moralnego. Niemniej, nie można zapominać, że małżeństwo, jako zawierane przed Bogiem, jest przez niego uświęcone.

Całość TUTAJ