wtorek, 17 marca 2026

Co się dzieje podczas komunii? - Peter Leithart

Peter Leithart

Poniżej znajduje się fragment mojego tekstu „Blessed Are the Hungry” (Canon Press, 2000).

Przez wieki teologowie próbowali wyjaśnić „co dzieje się w świętej komunii”, posługując się koncepcjami filozoficznymi zaczerpniętymi z tradycji Arystotelesa, egzystencjalno-personalistycznej lub innej – bądź też jak ostatnio, modelami z nauk społecznych. Pod wieloma względami te wysiłki (ujęte w ramy tego, co teologowie nazywają „dyskursem drugiego rzędu”) były pouczające i przyczyniły się do pełniejszej praktyki Wieczerzy.

Jednak te wysiłki dają złudzenie wyjścia poza „naiwną” perspektywę Pisma Świętego i dotarcia do bardziej „fundamentalnej” rzeczywistości sakramentu. Wychodzę z całkowicie przeciwnego przekonania, a mianowicie, że ​​biblijne opisy Wieczerzy są najbardziej fundamentalnymi opisami, choć mogą być (ostrożnie) rozwijane z wykorzystaniem pojęć pozabiblijnych.

Na pytanie: „Co dzieje się podczas komunii?”, moja pierwsza odpowiedź brzmi zatem nie: „Cała substancja chleba i wina przemienia się w substancję Ciała i Krwi Jezusa”; ani: „Wkraczamy w boską teraźniejszość, gdzie przeszłe wydarzenie śmierci Jezusa jest wiecznie przedstawiane”; ani: „Doświadczamy osobistego spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem za pośrednictwem znaków”; ani: „Przechodzimy rytualnie przez graniczny moment communitas ku odnowie zróżnicowanej wspólnoty”.

Uważam, że niektóre z tych sformułowań są po prostu błędne, ale nawet gdyby wszystkie były całkowicie poprawne, nie przybliżyłyby nas do podstawowej rzeczywistości Wieczerzy bardziej niż różnorodność biblijnych opisów.

Co dzieje się podczas komunii? 

„My, jako dzieci Adama, otrzymujemy drzewa ogrodu; jako synowie Abrahama świętujemy zwycięstwo w Dolinie Króla; jako święci otrzymujemy święty pokarm; jako prawdziwy Izrael karmimy się krainą mlekiem i miodem płynącą; jako wygnańcy, którzy powrócili do Syjonu, jemy szpik i tłuszcz oraz pijemy wino; my, którzy jesteśmy liczni, stajemy się jednym chlebem i uczestniczymy w ciele i krwi Chrystusa; jesteśmy oblubienicą świętującą ucztę weselną Baranka, a także oblubienicą poddawaną próbie zazdrości; przy Stole Pańskim zobowiązujemy się do unikania stołu demonów”.

Twierdzenia zawarte w powyższym akapicie można bronić z dwóch punktów widzenia: soteriologicznego i eschatologicznego. Argument soteriologiczny jest następujący: sednem naszego odkupienia jest nasze zjednoczenie z Chrystusem w Jego śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Jesteśmy usprawiedliwieni przez zjednoczenie ze zmartwychwstaniem Chrystusa, przybrani w Synu, ożywieni razem z Tym, którego Ojciec wskrzesił z martwych, uświęceni przez zamieszkującą w nas obecność Chrystusa przez Jego Ducha, ustanowieni kapłanami i królami w Kapłanie i Królu. Niezależnie od tego, jak chcemy opisać nasze odkupienie, opisujemy jakiś aspekt naszego zjednoczenia z Chrystusem.

I to jest właśnie soteriologiczne znaczenie Wieczerzy Pańskiej: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest społecznością krwi Chrystusowej? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest społecznością ciała Chrystusowego? Ponieważ jest jeden chleb, my, ilu nas jest, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem jesteśmy uczestnikami jednego chleba" (1 Kor 10:16). 

Jeśli te dwie rzeczy są prawdziwe – że zjednoczenie z Chrystusem jest fundamentalną rzeczywistością naszego zbawienia, a Wieczerza jest komunią z Chrystusem – to Wieczerza musi oznaczać wszystko, co oznacza zjednoczenie z Chrystusem.

Wieczerza jest rytualnym znakiem naszego usprawiedliwienia, gdyż w niej Bóg pokazuje, że uważa nas za sprawiedliwych, tj. współbiesiadników i dotrzymujących przymierza; jest znakiem naszego usynowienia, gdyż otrzymujemy pokarm od naszego Ojca niebieskiego; przez chleb i wino jesteśmy zjednoczeni z mocą zmartwychwstałego Chrystusa, który jest obecny w swoim Duchu i przez Niego; w Wieczerzy jesteśmy wskrzeszeni do nieba, aby ucztować z Chrystusem, zasiadamy na tronie w niebie, dopuszczeni do miejsca świętego, aby spożywać poświęcony chleb. Znaczenie Wieczerzy jest tak wysokie, głębokie i szerokie, jak samo zbawienie.

Co więcej, Jezus jest kulminacją i podsumowaniem całej historii odkupienia. Jest zwycięskim Potomstwem obiecanym poza bramami Edenu, cudownym Dzieckiem Abrahama, prawdziwym Izraelem, Prorokiem większym od Mojżesza, Kapłanem na wzór Melchizedeka, większym Synem wielkiego Dawida. Cała historia Pisma Świętego jest historią Jezusa Chrystusa, a w Wieczerzy jesteśmy włączeni w Chrystusa i tę historię. Historia odkupienia osiągnęła punkt kulminacyjny, gdy Ojciec posłał Syna, który dał siebie jako chleb z nieba, za życie świata.

Zatem posiłek, w którym karmimy się Chrystusem, jest punktem kulminacyjnym historii zbawienia. Innymi słowy, Biblia mówi o totus Christus, całym Chrystusie, Głowie i Ciele. Ponieważ ciało Chrystusa staje się ciałem przy stole, cała Biblia mówi o tym posiłku.

Argument eschatologiczny jest następujący: Pismo Święte naucza, że ​​ostatecznym porządkiem rzeczy będzie Królestwo Boże, a Jezus konsekwentnie opisywał Królestwo Boże jako miejsce ucztowania. Co więcej, Królestwo nie jest miejscem ucztowania, ale samą ucztą. Trajektoria ludzkiej historii została wyznaczona na krzyżu i została wytyczona ku jednemu celowi: aby wybrani mogli ucztować na wieki w obecności Boga.

Przy Stole Pańskim otrzymujemy początkowy smak ostatecznych niebios i ziemi, ale Wieczerza Pańska nie jest jedynie znakiem uczty eschatologicznej, jakby te dwie uczty były oddzielnymi ucztami. Wręcz przeciwnie, Wieczerza jest wczesnym etapem tej właśnie uczty. Za każdym razem, gdy celebrujemy Wieczerzę Pańską, ukazujemy w historii przebłysk końca dziejów i antycypujemy w tym świecie porządek świata przyszłego.

Nasze święto nie jest początkową formą jednej małej cząstki nowego stworzenia; jest początkową formą samego nowego stworzenia. A to oznacza, że ​​święto, którym już się cieszymy, ma tak szeroki zakres, jak święto, którym będziemy się cieszyć w nowym stworzeniu. To znaczy, jest tak szerokie, jak samo stworzenie.

piątek, 13 marca 2026

"Dzieliłem się Ewangelią". Czy na pewno?


Od czasu do czasu w mediach społecznościowych wyskakują mi rolki, filmiki z różnych wydarzeń ewangelizacyjnych, na których przemawiający z mikrofonem dzieli się poselstwem z przypadkowymi przechodniami.

Opisując je pisze, że "dzielił się Ewangelią", "ewangelizował", "opowiadał o Dobrej Nowinie".

Kiedy jednak słucham o tym, co mówił, jakie było główne poselstwo, okazuje się, że niekoniecznie było to opowiadanie o Ewangelii.

Warto więc upewnić się, że to, co głosimy i czym się dzielimy jest rzeczywiście Ewangelią, a nie czymś, co myślimy, że nią jest.

Jak brzmi treść Ewangelii?

Opowiada ona o osobie i dziele Jezusa Chrystusa. Dlatego nazywana jest *Dobrą Nowiną*.

Co nią jest?

Dobra Nowina (Ewangelia) mówi o tym, że Syn Boży - Jezus Chrystus - stał się człowiekiem, został ukrzyżowany za nasze grzechy. Został złożony w grobie. Zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem. Następnie po 40 dniach wstąpił do nieba, zasiadł po prawicy Ojca i dana Mu jest wszelka moc w niebie i na ziemi.

Ewangelia to więc opowiadanie o tym, co Bóg w swoim Synu uczynił dla człowieka. To wieść o tym, Król zwyciężył i objął panowanie, a Jego królestwo zwycięża w świecie. Dlatego nie jest po prostu nowiną, lecz jest Dobrą Nowiną, najlepszą nowiną jaką możesz usłyszeć!

Skoro Bóg w Chrystusie to wszystko uczynił dla świata, dla grzeszników, dla Ciebie, to nawróć się i wierz Ewangelii. "Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii" (Ewangelia Marka 1:15).

Nie zapominajmy jednak, że nasze nawrócenie, nasze świadectwo, prawda o usprawiedliwieniu przez wiarę nie jest Ewangelią. Jest *odpowiedzią* na Ewangelię.

Dlatego opowiadanie świadectwa nawrócenia, ściśle mówiąc, nie jest głoszeniem Ewangelii. Jest opowiadaniem o własnym doświadczenia spotkania z Bogiem. Ma ono swoje ważne miejsce (lubię słuchać świadectw), lecz tym, co prowadzi ludzi do zbawienia to wiara w Ewangelię, nie w treść mojego lub czyjegokolwiek świadectwa.


czwartek, 12 marca 2026

Główny problem z chrześcijańskim syjonizmem

Rich Lusk

Główny problem z chrześcijańskim syjonizmem jest prosty. Wszystkie obietnice Boga są „tak” i „amen” w Chrystusie (1 Koryntian 1:20). Nie ma żadnych obietnic dla kogokolwiek poza Chrystusem. Żydzi pozostający poza Chrystusem nie mają żadnych Bożych obietnic, do których mogliby się odwołać — w tym także żadnej obietnicy dotyczącej ziemi. Oczywiście ludzie mieszkający obecnie na tej ziemi mają prawo jej bronić, tak jak każdy naród ma prawo do obrony, ale nie istnieje żadne boskie prawo do tej ziemi przyznane Żydom tylko dlatego, że są Żydami. Nawet w Starym Przymierzu Żydzi byli wypędzani z ziemi za swoje grzechy. Boskie prawo do posiadania ziemi, nawet w Starym Przymierzu, było warunkowe. 

Ponadto w 1 Liście do Koryntian 3 Paweł mówi do wszystkich wierzących — Żydów i pogan — „wszystko jest wasze”: świat, życie, śmierć, teraźniejszość, przyszłość — „wszystko jest wasze, wyście zaś Chrystusowi, a Chrystus Boży”. Żydowscy chrześcijanie nie otrzymują żadnych obietnic, których nie otrzymują także chrześcijanie pochodzący z pogan. Nie ma żadnych „dodatkowych” obietnic dla wierzących Żydów. Twierdzenie, że wierzący Żydzi mają obiecane coś, czego nie obiecano wierzącym spośród pogan, oznacza ponowne wzniesienie podziału między Żydem a poganinem, który Chrystus zburzył. 

„Ziemia obiecana” nigdy nie była niczym więcej niż zadatkiem na znacznie większe dziedzictwo, które Bóg obiecał swojemu ludowi. W Liście do Rzymian 4:13 Paweł mówi, że Abraham (a więc także dzieci Abrahama, czyli chrześcijanie) „ma być dziedzicem świata”. Cały świat stał się „ziemią obiecaną”. Dlatego Paweł mógł w Liście do Efezjan 6 zastosować obietnicę związaną z piątym przykazaniem — dotyczącą ziemi — do nieżydowskich chrześcijańskich dzieci mieszkających w Efezie (Ef 6:2-3).

środa, 11 marca 2026

Twój pępek

Rich Lusk

Jaki jest najlepszy argument przeciwko współczesnemu liberalizmowi? 

Twój pępek.

Twój pępek przypomina ci, że rozpocząłeś życie będąc połączony z innymi. Nie jesteś suwerenną, autonomiczną, oderwaną jednostką. Twoje istnienie powstało w społeczności i poprzez nią. Być — to być w relacji. Nie jesteś swobodnie unoszącym się atomem. Jesteś raczej cząsteczką z organicznymi więzami z tymi, którzy byli przed tobą, którzy żyją obok ciebie i którzy przyjdą po tobie. Nie jesteś bez korzeni. Jesteś gałęzią na drzewie. Jesteś ziarnem zasianym w glebie relacji społecznych, przywilejów i zobowiązań. Nie możesz uciec od tego, skąd pochodzisz i kim jesteś.

Współczesny, zsekularyzowany liberalizm chce uczynić jednostkę suwerenną i autonomiczną, tak jak wyobrażał to sobie Rousseau. Rousseau uważał, że człowiek rodzi się wolny, a następnie zostaje zniewolony przez tradycje i zobowiązania narzucane mu przez społeczeństwo. Te „niewybrane zobowiązania” są problemem.

Tymczasem człowiek przychodzi na świat jedynie poprzez wspólnotę matki i ojca. Od momentu poczęcia jesteśmy połączeni z innymi. Jedynym rodzajem wolności, który naprawdę odpowiada naszej naturze, jest wolność uporządkowana — zakorzeniona w rzeczywistości i skierowana ku właściwym celom.

Współczesny człowiek w duchu Rousseau jest płynnym zbiorem wciąż rozszerzających się „praw” — praw, które paradoksalnie muszą być nadawane i podtrzymywane przez zarządzające, biurokratyczne, rzekomo neutralne państwo. To jednak tylko domek z kart zbudowany na fundamencie z piasku. Wszystko w tym jest fałszem — aż do samego dna. Ironia liberalizmu polega na tym, że jego radykalny indywidualizm może być utrzymany jedynie przez radykalny totalitaryzm.

Każdy egalitarny ruch „praw” w rzeczywistości podkopuje prawdziwą wolność, ponieważ wymaga coraz większego państwa, aby mógł funkcjonować. Dotyczy to zarówno feminizmu, jak i socjalizmu czy ruchu LGBTQ. Wszystkie są nienaturalne i z natury etatystyczne. Tworzą nieustanną rewolucję, która spłaszcza społeczeństwo obywatelskie i ostatecznie niszczy samą cywilizację.

Twój pępek jest dowodem na to, że nie wyraziłeś autonomicznej zgody na jakiś kontrakt społeczny. Zostałeś raczej urodzony w przymierzu. Przyszedłeś na świat w sieci relacji. Nie jesteś autonomiczny, lecz zależny; nie jesteś sam przez siebie stworzony ani sam siebie definiujący, lecz ukształtowany i określony przez szerszą wspólnotę, której jesteś częścią.

Cały projekt liberalny zmierza do zerwania tych więzi, abyśmy mogli na nowo stworzyć własną tożsamość. Dlatego właśnie ci, którzy stoją w tradycji Rousseau, nigdy nie mogą być naprawdę szczęśliwi — postrzegają bowiem samą rzeczywistość jako coś opresyjnego.

* Autor jest pastorem Kościoła reformowanego (CREC) w Birmingham, Alabama (USA)

wtorek, 10 marca 2026

Komunia i dzieło Jezusa

Pismo Święte mówi: Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie. (1 list do Koryntian 11:26)

Te słowa oznaczają, że uczestnicząc w Wieczerzy Pańskiej, oznajmiasz, że Jezus umarł za grzeszników, Jezus umarł za ciebie. 

Ale oznajmiamy również jako Kościół śmierć Pańską za nasze (liczba mnoga) grzechy. Robimy to zarówno jako jednostki, jak i wspólnota. Na nabożeństwie śpiewam pieśni, chwaląc Boga, ale i śpiewamy jako Kościół, chwaląc Boga razem. Jedno i drugie jest prawdą. Jezus umarł za mnie, jednocześnie Jezus umarł za Oblubienicę (Kościół). 

Zatem Wieczerza jest ogłaszaniem dobrej nowiny. Przy Stole Pańskim nie debatujemy, nie rozprawiamy, nie przekonujemy do własnych racji. Oznajmiamy. 

W jaki sposób to oznajmiamy, skoro w zasadzie nic nie mówimy? Po pierwsze, oznajmiamy, kiedy są odczytywane słowa ustanowienia Wieczerzy. Po drugie, kiedy jemy chleb i pijemy wino. Po trzecie, kiedy dostrzegamy, że inni chrześcijanie, uczestnicy Wieczerzy, są częścią jednego Ciała, Kościoła, którym jesteśmy winni miłość wzajemną. 

Powinniśmy widzieć dzieło Jezusa właśnie w tych rzeczach. Nie tylko powinniśmy o Nim słyszeć, gdy jest kazanie, ale również widzieć, gdy podawane i spożywane są chleb i wino.

Dlatego możemy powiedzieć, że komunia jest uobecnieniem śmierci Jezusa, lecz nie w tym sensie, że jest tą samą ofiarą co ofiara krzyża (jak błędnie naucza Kościół rzymskokatolicki). Jest uobecnieniem Jego dzieła, kiedy jako jedno ciało, miłujący się wzajemnie uczniowie Jezusa jemy i pijemy razem, zwiastując w ten sposób Jego śmierć za nasze grzechy.

piątek, 6 marca 2026

Słowo Boże na nabożeństwie

Byłem na niejednym nabożeństwie ewangelicznych i tzw. biblijnych Kościołów, na których przeczytane były może ok. 3-4 wersety Pisma Świętego (trzy przed kazaniem i jeden przy powitaniu). 

Nie muszę chyba mówić o tym, jak to niewiele. 

Dominowały natomiast świadectwa opowiadane przez członków zboru, pieśni uwielbienia opowiadające o emocjonalnym doświadczaniu Bożej obecności lub występy chóru. A to wszystko przeplatane było kościelnymi ogłoszeniami lub modlitwą.

Przykro to stwierdzić, lecz niezaprzeczalnym faktem jest, że na rzymskokatolickiej mszy jest więcej Słowa Bożego niż na wielu ewangelicznych/protestanckich nabożeństwach. Są tam trzy czytania z Biblii, Psalm, Ojcze nasz... Czasami nawet więcej odniesień. 

Reformacja oznaczała powrót do autorytetu Pisma Świętego również w odnowie liturgicznej Kościoła. Nabożeństwa były przesycone Słowem Bożym. 

W Kościołach reformowanych jest ono obecne: 

- w początkowym wezwaniu do nabożeństwa 
- spowiedzi powszechnej i absolucji (zapewnieniu o przebaczeniu)
- podczas trzech czytań Pisma Świętego (Stary Testament, listy apostolskie, Ewangelie)
- podczas cotygodniowego śpiewu Psalmu 
- w odmawianym wspólnie wyznaniu wiary
- podczas kazania 
- przy wprowadzeniu i słowach ustanowienia cotygodniowej komunii
- Modlitwa Pańska to słowa Pana Jezusa
- końcowe błogosławieństwo 

Słowem Bożym przesiąknięte są też pieśni i modlitwa Kościoła.

Podczas nabożeństwa nie mamy specjalnego, wyodrębnionego czasu na Słowo Boże. Ono jest obecne w każdym jego elemencie. Nie spotykamy się na nim, by słuchać "o Bogu", lecz by słuchać Boga i z radością odpowiadać na Jego pouczenie i posilenie.

czwartek, 5 marca 2026

Komunia jako konfrontacja i zaproszenie

Wieczerza Pańska jest nie tylko pokrzepieniem, ale i konfrontacją. 

Jednak nie konfrontujemy innych chrześcijan, których nie ma z nami, mówiąc, że się mylą, że ich zrozumienie Wieczerzy jest błędne itp. Jest konfrontacją tych, którzy są obecni podczas nabożeństwa. 

Po pierwsze, jest konfrontacją tych, którzy nie zaufali Jezusowi i uczciwie to mówią. Komunia jest ogłaszaniem śmierci Pańskiej za nasze grzechy, a więc jest m.in. zaproszeniem do nawrócenia i wiary Bogu.

Po drugie, jest konfrontacją tych, którzy wyznają, że ufają Jezusowi, ale żyją w grzechu. Ta grupa jest w największym niebezpieczeństwie, ponieważ Biblia nazywa to hipokryzją. Jeśli ktoś udaje wierzącego i uczestniczy w komunii to spożywa własny sąd. Dlatego Wieczerza jest zaproszeniem dla takich osób przede wszystkim do nawrócenia, również z grzechu obłudy.

Dla tych, którzy są ochrzczeni, wierzący, upadają i powstają z grzechu lub pragną się podnieść, Wieczerza jest zaproszeniem dobrego Ojca, który zaprasza na wspólną ucztę radości. 

poniedziałek, 2 marca 2026

Dzieci, szczenięta i Stół Pański

Dzieci chrześcijan nie są przy Stole Pańskim niczym szczenięta, którym po zakończeniu posiłku (nabożeństwa) można dać resztki do zjedzenia (Mk 7:27-28). Są raczej ochrzczonymi uczestnikami przymierza, częścią Bożej rodziny, Kościoła, a więc i uczestnikami jednego chleba, który symbolizuje jeden Kościół. 

Otrzymują duchowy pokarm i duchowy napój tak jak my, dorośli, ponieważ pielgrzymują z nami do niebiańskiej ojczyzny, również one toczą duchowe bitwy, również one potrzebują pokrzepienia od Jezusa (1 Kor 10:1-4). 

Nie mówimy do nich: "Poczekaj na zakończenie nabożeństwa. Jak zostanie chleb, to sobie skubniesz". Mówimy raczej: "Jezus cię kocha. Jezus umarł za ciebie. Jesteś ochrzczonym uczniem Jezusa. To jest Twój Kościół, a to jest wspólnota Stołu z Panem Jezusem, do której jesteś zaproszony jak każdy inny członek Kościoła". 

Kiedy dorośli odsuwają dzieci od obecności Pana Jezusa narażają się na poważne problemy (Mk 10:14; 1 Kor 11:29). Jezus nie jest zadowolony, gdy dorośli uczniowie odsuwają dzieci od Jego obecności i Jego darów. 

Dlatego z radością bierz i jedz chleb, bierz i pij wino - z braćmi i siostrami, z dużymi i małymi. Oto społeczność Ciała Chrystusowego, za które On oddał życie. 

sobota, 28 lutego 2026

Przyczyna zbawienia, przyczyna potępienia

"W dziewiątym rozdziale Listu do Rzymian (wersetach 6-29) św. Paweł wyjaśnia, jak to możliwe, że ktokolwiek w ogóle jest zbawiony - pozwana na to suwereny wybór Boży. W wersetach 30-33 apostoł ukazuje też przyczyny potępienia - okazuje się, że sami potępieni ponoszą za to odpowiedzialność. (...) Taka jest nauka Biblii. Tylko wybranie stoi za zbawieniem wybranych, ale niewybranie nie jest przyczyną potępienia potępionych. (...) Gdyby Bóg w pełni suwerennie, nie zdecydował się obdarzyć kogoś zbawieniem, nikt nigdy nie zostałby zbawiony - jak to obficie poświadczają wersety 6-29. Człowieka zbawia jednie Boże działanie. Dlaczego ktokolwiek zostaje potępiony? Czy dlatego, że nie został wybrany? Ależ nie! Przyczyną potępienia jest odrzucenie Ewangelii. (...) Ponosimy pełną odpowiedzialność za odrzucenie Ewangelii, nie jesteśmy jednak odpowiedzialni za fakt jej przyjęcia". 

Martyn Lloyd-Jones, Romans - Chapter 9, s. 2825 (w. Tim Keller, List do Rzymian, Wydawnictwo MW, Kraków 2022, s.103.)

czwartek, 26 lutego 2026

Progresywno-tęczowe chrześcijaństwo?

Tzw. "progresywne chrześcijaństwo" wdziera się do Kościołów zarówno katolickiego, jak i protestanckich. Zwykle robi pod postacią 
wrażliwości, opowieści o chwytających za serce historiach ludzi, otwartości, która wyrażana jest w zasiewaniu zwątpienia w wyrazistość Bożego Słowa ("Czy naprawdę Bóg tak powiedział?"). 

O ile jednak troska i miłość do człowieka są czymś, co powinny charakteryzować uczniów Jezusa, to powinny być one wyrażane w sposób afirmujący Ewangelię, a nie grzech. Podanie zagubionej osobie ręki, by ją w dalszym ciągu prowadzić niewłaściwą drogą, nie jest przejawem miłości do niej. 

Wsparcie w Kościele dla osób homoseksualnych lub młodych osób rozważających tranzycję ("korektę płci") nie polega na "doklejeniu" słów o Bożej miłości i Bożej akceptacji do ich niewłaściwych działań. Miłość do nich polega raczej na wytrwałej modlitwie, wrażliwości w towarzyszeniu im, prowadzeniu i wspieraniu w drodze ku Jezusowi, który nie odrzuci nikogo, kto do Niego przychodzi, szukając przebaczenia i trwałej miłości, a nie afirmacji autodestrukcji duszy i ciała.

Bóg się nie pomylił stwarzając nas jako mężczyzn lub kobiety. Nie stworzył Cię osobą homoseksualną, nie stworzył Cię kobietą, omyłkowo dając Ci męskie ciało. Stworzył Cię jako kogoś, kto nosi na sobie Jego obraz, jako wyjątkową osobę, której życie jest cenne i święte. I objawił Ci drogę do spełnienia w sferze tożsamości płciowej i najgłębszych intymnych relacji z drugim człowiekiem. 

Jeśli kochasz Jezusa, podążaj nią. Nie jesteś w tym sam(a).

Odrzucanie jasnego nauczania Słowa Bożego na temat płci, seksualności, świętości życia nienarodzonego, rodziny, moralności, bezbłędności Pisma Świętego nie jest "postępem" w kierunku prawdy (GotQuestions.org). To oddalanie się od Boga i Jego przykazań. 

Dlatego "progresywne chrześcijaństwo" to tylko inna nazwa na odstępstwo od Bożego Słowa. To rodzaj niewiary, a nie jedna z twarzy różnorodnego Kościoła. 

Opuść progresywno-liberalno-tęczowe "chrześcijaństwo" i zostań chrześcijaninem. Następnie dołącz do zdrowego Kościoła, który wiernie naucza Słowa Bożego i jednoznacznie odcina się od "progresywnego chrześcijaństwa". Nie przyklejaj słów "Jezus", "Bóg" do umiłowania grzechu. Zaufaj prawdziwemu Jezusowi, a otrzymasz przebaczenie grzechów, życie wieczne przez wiarę w Jego imię, ale także pokój serca i sumienia, radość i wielu podobnych Tobie towarzyszy podróży, zanim wpadniesz w Jego kochające ramiona.