Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2024

Bożonarodzeniowy kod namalowany pędzlem


Peter Leithart

Petrus Christus był flamandzkim malarzem żyjącym w XV wieku, uczniem sławniejszego Jana van Eycka. Jego barwna, niemalże domowa szopka stanowi kod namalowany pędzlem. 

Na pierwszym planie widzimy, jak Maria w tradycyjnym niebieskim stroju i Józef ubrany w bożonarodzeniową czerwień i zieleń pochylają głowy nad Dzieciątkiem Jezus. 

Józef zdjął sandały, świadomy, że znajduje się na świętej ziemi, przed żywym płonącym Krzewem. Przed Jezusem klęczą cztery miniaturowe anioły w szatach liturgicznych - cztery cheruby ludzkiej arki. 

Jezus leżący na ziemi ilustruje nowego Adama powstającego z prochu; właściwie to prawie na ziemi, ponieważ leży na skraju szaty Marii, gdyż to przez nią przychodzi na świat nowy Adam. Wszystko to jest proste, ale kadr i sceneria odkrywają głębszą tajemnicę. 

Ściana stajni jest rozbita, a w dachu są dziury i połamane belki. Jezus nie wkracza do dziewiczego stworzenia, ale do zrujnowanego świata. 

Pochodzenie i kształt ruin ukazano w łuku otaczającym świętą rodzinę. U dołu z każdej strony niewielka postać ugina się pod ciężarem filaru. 

Pierwszy Adam stoi na jednym filarze, Ewa na drugim. Obraz ukazuje ich po upadku: oboje wyglądają ponuro, zakrywają się liściem figowym. 

Na łuku powyżej znajduje się sześć kolejnych scen przedstawiających wczesną historię człowieka: Adam i Ewa wypędzeni z Edenu, następnie Adam pracujący w pocie czoła i tkająca Ewa. 

Na szczycie łuku znajdują się Kain i Abel. Obaj przynoszą swoje ofiary, Kain zabija Abla (szczęką!), Pan wypędza Kaina z ziemi - kolejne wygnanie. W ostatniej scenie Kain żegna się z rodzicami. 

Sceny te ukazują rozpacz wygnania i smutek świata, a także wskazują na przyszłość Jezusa. Jest On Ablem składającym prawdziwą ofiarę i ginącym z ręki braci. 

W tle stajni widzimy Jerozolimę, miasto, w którym Jezus zostanie ukrzyżowany. Jak często mawiał mój pastor z dzieciństwa, cień krzyża rozciąga się już na żłób. 

Nie wszystko jest ponure. Zniszczony dach otwiera się na niebiański błękit. Nad świętą rodziną i za nią znajduje się zestaw nakładających się i splatających się ze sobą trójkątów, symboli Trójcy. Z podstawy głównego trójkąta wyrasta roślina i zaczyna kwitnąć. 

Eden nie jest utracony na zawsze. Tutaj, w tej skromnej, zrujnowanej stajni w zapadłej mieścinie w Judei, Bóg rozdziera niebo i zbliża się. Bóg staje się Adamem, aby wyzwolić rasę Adama. 

tłum. Jolanta i Paweł Bartosik

wtorek, 27 września 2022

Nauka i sztuka

"Co więcej, wielu ówczesnych naukowców podzielało w ogólnym sensie zdanie Franciszka Bacona (1561-1626), który w „Novum Organum Scientiarum” powiedział tak: „Z powodu upadku w Raju, człowiek nie tylko stracił swój stan niewinności, ale także swoje panowanie nad przyrodą. Obie straty mogą jednakże w pewnej mierze być naprawione, mianowicie, pierwsza – dzięki religii i wierze, a druga – dzięki sztuce i nauce”. Z tej przyczyny naukę jako taką (a także sztukę) uważano za działalność w najlepszym znaczeniu tego słowa religijną. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że z cytowanej wypowiedzi Bacona jasno wynika, iż nie widzi on nauki jako dziedziny autonomicznej. Została ona bowiem umieszczona wewnątrz objawienia Pisma Świętego, skoro wzmianka o niej następuje w połączeniu ze wzmianką o upadku człowieka. A jednak w ramach tej „formy” nauka i sztuka były wolne i posiadały ogromne znaczenie zarówno w oczach ludzi, jak i przed Bogiem".

Francis Schaeffer, Ucieczka od rozumu, 
WydawnictwoTrinity.pl

czwartek, 4 czerwca 2020

Złe słowa, złe obrazy

Drodzy rodzice, 

Nie ulega wątpliwości, że nasze nastoletnie dzieci są lub zostaną kiedyś skonfrontowane ze współczesnymi realiami, zarówno językowymi, jak i seksualnymi. Pytanie brzmi, czy są do tego przygotowywane w naszych rodzinach? Naszym - współczesnych rodziców - wyzwaniem jest to, że nastolatki są ciągle odczulane na te rzeczywistości. Dzieje się to za każdym razem, gdy oglądają filmy na Netflixie czy youtuberów. Zbyt dużo złych słów i obrazów tworzy nowe nawyki i sposób myślenia, mówienia. 

Jeśli to możliwe, oglądajmy filmy wraz z nimi. Gdy rodzice uczestniczą w jakiejkolwiek pozytywnej aktywności z nastolatkami, budują z nim więzi, szczególnie na poziomie intelektualnym. Douglas Wilson napisał: "Nie ucz dzieci jak unikać ciemności, lecz jak walczyć ze smokami". Rozmawiajmy o tym, na co patrzą i czego słuchają. Pytajmy, co o tym sądzą i w jaki sposób nanieść na oglądane treści mądrość i perspektywę Bożego Słowa. "Stała dieta rozmów z nastolatkami na temat roli czystości i piękna w życiu chrześcijańskim jest kwestią życia i śmierci" (Uri Brito). 

piątek, 4 kwietnia 2014

Mój prywatny Noe

Chrześcijanie po obejrzeniu filmowej historii o Noe zgodnie stwierdzają: "To nie było tak!". Problem w tym, że niektórzy z nich po przeczytaniu biblijnej historii o Noe mówią... to samo. Skoro jednak pisarz biblijny miał prawo do przedstawienia własnej opowieści, to dlaczego odbierać prawo do tego samego reżyserowi filmu Darrenowi Aronofsky'emu - w dodatku konfrontując jego fikcyjną opowieść z inną fikcyjną opowieścią?

Jeśli zarówno biblijny, jak i filmowy Noe to postacie fikcyjne, to każda wersja tej barwnej historii posiada jednakową wartość. Może więc każdy z nas ma prawo przedstawić własne dzieje tego bohatera? Każdy z nas może mieć swojego prywatnego Noe. Następnie spotkamy się gdzieś w dużym ośrodku miejskim na "piwerku ze sprajtem" i porozmawiamy sobie, czy ciekawszy jest ten, który był zwiastunem sprawiedliwości (2 Pt 2.5), czy może Noe będący ekologiem, strażnikiem lasu, pracownikiem stoczni, huzarem, marynarzem... Do wyboru, do koloru. 

Jeśli jednak Chrystus miał rację mówiąc o "dniach Noego" w pewnym okresie historii, jeśli miał rację porównując ówczesne realne wydarzenia do innego realnego wydarzenia (Jego przyjścia na sąd), jeśli mówił prawdę na temat potopu, który wówczas zmiótł wszystkich, to sprawa wygląda zgoła inaczej (Mt 24.37-39).

czwartek, 27 marca 2014

O tym, jak Kult zagrał w filharmonii

Zespołu Kult przedstawiać nie trzeba. To młodzieżowo-rozrywkowy zespół, który zawsze zajmuje wysokie miejsce w różnego rodzaju plebiscytach. Zwykle ma dobre recenzje w prasie, a płyty są oceniane na trzy i pół gwiazdki. Znana piosenka "Gdy nie ma dzieci" znalazła się w wydaniu płytowym "Karaoke" w towarzystwie innych polskich szlagierów, a wiele innych utworów grupy jest granych w radio dla ludzi, którzy zdaniem innych ludzi, nie powinni mieć możliwości ich słuchania, ponieważ to źle świadczy o kapeli. Ponadto muzycy są utrzymywani z sugerowanych datków na bilety i hańbią się występami "pod publiczkę", a więc granymi dla publiczności.

Mimo tych komercyjnych plam na honorze każdego szanującego się artysty, Kultu słucham od 25 lat, kiedy to po raz pierwszy usłyszałem Arahję w 1989 lub 90 roku, choć początkowo sądziłem, że utwór nazywa się Arhaja. Podobnie sądziłem, po zapowiedzi Kazika w Jarocinie, że Pasażer, to Pasaże - co wg mnie byłoby lepszym tytułem. Już wtedy (końcówka lat 80) ten zespół wyróżniał się spośród innych kapel polskiej sceny rockowej (czyt. rokokowej). Pamiętam wywiad z Kazikiem w muzycznym magazynie Non Stop ze zdjęciem małego Kazia juniora obejmującego tatę, który zaszokował mnie (wywiad rzecz jasna, a nie Kazio jr.) - dojrzewającego wówczas chłopaka - przemyśleniami nt. religii, polityki, miłości, czyli tematów obecnych w tekstach Kultu od samego początku.

Do tej pory miałem okazję uczestniczyć mniej lub bardziej żywiołowo w ok. 50 koncertach Kultu. Pierwszy miał miejsce w październiku 1993 w gorzowskiej hali Stilonu. Kilka z nich zapadło mi w pamięci szczególnie. Być może dlatego, że moja przygoda z Kultem to coś więcej niż muzyka, ale również życiowe poszukiwania, spotkania z muzykami, wspomnienia młodzieńczych czasów. Od pewnego czasu miałem jednak przesyt koncertowy i wrażenie twórczego wypalenia na ostatnich płytach. I mimo iż kultowe koncerty są czymś absolutnie wybitnym, to młodzieńcze "ciary" i ekscytacja minęły. Pozostało spokojne słuchanie, co niegdyś było nie do pomyślenia, czego pamiątką po szczecińskim koncercie w klubie Trans z 25 lutego 1996 r. jest ślad po operacji obojczyka. Pamiętam "pływanie" nad głowami tłumu (co było wtedy u mnie normą), a po chwili twarde lądowanie i potworny ból. Potem był szpital, opatrunek, powrót do klubu po pozostawione rzeczy i pytanie do szatniarza: "Co grali na bis?"  :-) Okazało się, że był m.in. Dom Wschodzącego Słońca. W rodzinnym Gorzowie czekała mnie operacja. Po rozbudzeniu była świadomość zbliżającej się matury, walkman i kasety z bootlegami z koncertów, które obecnie znajdują w dorobku każdego kultowego fana (Lapidarium 1993, Spodek 1994, Opera w Bytomiu 1994 i piraty wydane przez "Falę" z lat 1984 -1988). 

DVD z koncertu MTV Unplugged słuchałem wielokrotnie. Niezwykłe wydarzenie. Mimo to broniłem się przed pójściem do Filharmonii Bałtyckiej, bo cóż nowego może wnieść ponowne usłyszenie tego samego, tyle, że w dużo szerszym obrazie niż telewizyjny ekran. "To co? Biedronka zwyciężyła?" - pytał mój przyjaciel chcąc dowiedzieć się, czy odpowiedzialny mąż, ojciec trójki dzieci wybierze koncert czy produkty spożywcze do lodówki na 2-3 dni w znanym dyskoncie. Przez długi czas rezultat tej ciekawej konfrontacji Biedronka vs. Kult wynosił 1-0. Jednak im bardziej zbliżał się termin koncertu, tym bardziej powracała, a z czasem przeważyła myśl: "Jeśli nie pójdę, to jestem pewien, że będzie mi towarzyszyło natrętne pytanie: czy nie straciłem czegoś wyjątkowego?". I tym sposobem Biedronka musiała sobie poradzić bez mojego wsparcia, a ja miałem przyjemność i przywilej uczestniczenia w koncercie niezwykłym, na którym poziom doznań estetycznych i energetycznych przyrównałbym jedynie do pierwszej, młodzieńczej kultowej fascynacji. 

Już wchodząc do sali filharmonii zweryfikowałem wcześniejsze obawy dotyczące niezaangażowanego emocjonalnie odbioru. Wyciszony saksofonowy jazz w głośnikach, kapitalna (jak mawia niezrównany red. Włodzimierz Szaranowicz) akustyka sali, klimatyczna scenografia czerwono-pomarańczowych lamp, walizki, koń na biegunach, dywan, stary gramofon z tubą, układ widowni... 

Koncert cudo. Selektywność dźwięku, bogactwo aranżacyjne, kazikowy głos jak dzwon, rytmicznie wybrzmiewające gitary (może więcej solo Wojtka by się przydało), krystalicznie i donośnie brzmiące dęciaki ... Do anplaktowego płytowego repertuaru zespół dodał standardy, które co prawda dalekie są od spokojnego, melancholijnego, filharmonijnego nastroju, ale nadały koncertowi super dynamiki. Takie rzeczy jak Krew Boga, Wolność, Wódka w wersji akustycznej to, mówiąc młodzieżowym językiem - miazga, rzeźnia i masakra. Znaczy osom. Nie sądziłem, że coś w tych numerach może mnie na nowo porwać. Dzięki nim koncert wszedł na wymiar nie tylko delektowania się dźwiękami, ale i energetycznego spektaklu.

Moje ulubione momenty koncertu to wersje numerów: Brooklyńska Rada Żydów (perkusja i dęciaki ze wstępu to rzeźnia!), Arahja, Po co wolność, Krew Boga, fajna wersja Prosto, Czarne słońca, Bal kreślarzyStrzałem w dziesiątkę było również zaproszenie na tegoroczne występy trzech znamienitych gości z pierwszego koncertu: Dr Yry, Tomka Kłaptocza i Sir Zaciera. Ich wykonania utworów (kolejno): Kanały (z repertuaru TPN 25), Modlitwa za rzeczy (Buldog) i genialny numer Ryby, traktujący o tym, że "pewnego razu ryby wyszły z wody i okazało się, że mają nogi" (Zacier) to miód spływający na uszy i do uszu słuchacza  :-)  

Na sam koniec zaś, po koncercie - przywitanie, podziękowania i krótka wymiana z muzykami. Miło było usłyszeć, że jedni pamiętają stare koncertowe "dzieje", a jeszcze inni poczytują blogowe lub facebookowe wpisy :) To nadal są w porządku ludzie  :) 

Kazik zapowiadając piosenkę Mędracy wspomniał, że należy ona do wczesnego okresu twórczości Kultu, z czasów duchowych poszukiwań, gdy dwie osoby (Piotrek Wieteska i Jacek Szymoniak) opuściły zespół z powodów religijnych. Kazik, jak przyznał, zbyt mocno ukochał muzykę, by pójść ich śladami. Postanowił zostać i udowodnić, że można mówić o Bogu robiąc to, co się kocha, a więc w jego przypadku - śpiewając. Miał rację. Super, że zostałeś!  :-)

czwartek, 16 maja 2013

Prosta droga zespołu Kult cz.2. - recenzja płyty

PIOSENKA MUSI POSIADAĆ TEKST

Nowa płyta Kultu pt. "Prosto” pod względem stylistyki jest bardzo bliska poprzedniczce „Hurra”. Porównałbym to do podobieństwa płyt „Poligono Industrial” z „Salon Recreativo” czy też debiutanckiej płyty („Kult”) z „Posłuchaj to do Ciebie”.

Kult nigdy nie stawiał na instrumentalne popisy, smaczki. To zawsze było granie orkiestrowe, gdzie liczyła się melodia i przekaz. Dobra muzyka była nośnikiem dobrych treści. Od pewnego czasu tak się nie dzieje. Kult to obecnie duża muzyczna sprawność, ale i mniej fajnych melodii. Natomiast jednym z najsłabszych elementów tej płyty są niestety... teksty. Trudno nie ulec wrażeniu, że w większości są pisane na siłę, na zasadzie „piosenka musi posiadać tekst” (jak śpiewa Kasia Nosowska z zespołu „Hey”).

Choć na płycie zauważalny jest minimalizm aranżacyjny, to takie granie nie dziwi. Kult idzie tym torem konsekwentnie i prosto. To powoduje, że płyta jest spójna pod względem stylistycznym. O ile jednak stylistyczna spójność działa na korzyść takich albumów jak „Posłuchaj, to co Ciebie”, czy „Spokojnie”, tak tutaj w połowie płyta zaczyna nudzić. Trudno oprzeć się wrażeniu, że słuchamy kolejnej wersji „Marysi”, „Kocham cię, a miłością swoją” i „Amnezji”.

Płycie brakuje także tego, co w Kulcie było zawsze siłą: klawiszowego klimatu i ubarwienia aranżacji. Brak też najzwyczajniej... fajnych melodii. Kazik coraz rzadziej śpiewa, a coraz częściej recytuje lub deklamuje teksty, zaś klawisze są całkowicie zdominowane przez zagęszczenie partii dętych. Wskazywanie w tym kontekście na "dobre brzmienie" jako najmocniejszej strony płyty niestety nie świadczy najlepiej o jej lirycznej i muzycznej zawartości. Choć da się tu wyłowić dobre numery, to o żadnym z nich nie powiedziałbym, że jest szlagierem, czymś wybitnym. Najbliżej tej definicji był utwór tytułowy, ale tekst o nienawiści do "psich synów", nauka wulgaryzmów o ile jest uzasadniona w przypadku załóg hip-hopowych i setnej młodzieżowej imitacji KNŻ, to zwyczajnie nie przystoi dziadkowi małej Hani i Helenki uczyć wnuczek mówienia zaczynając od zwrotów "spier...ć tępi mądrale", "skurw...n" itd.

ALIBI

Tytuł płyty - „Prosto” można rozumieć dwojako: zespół idzie prostą, artystyczną drogą i najlepiej czuje się w tym, co brzmi jak... Kult. To interpretacja samego zespołu. Pośród zawirowań i podziałów najlepiej jest podążać prostą drogą. Z drugiej strony, tytuł albumu wydaje się być dobrym alibi dla... własnego „niechciejstwa” i stylistycznej monotonii. Kult bowiem to zespół, który nie musi już niczego udowadniać. Swoją twórczością zajął już poczesne miejsce w kanonach polskiej muzyki rockowej. Dlatego wydaje się, że dążenie do nagrania płyty będącej sukcesem pod względem artystycznym, zostało wyparte dążeniem do nagrania płyty „dobrze brzmiącej”, „energetycznej” itp., gdzie miarą oceny jest to, czy da się przy danym utworze pobujać, nie zaś wartości artystyczne (harmonia, melodia, słowa, aranżacja). Szkoda, bo muzyczna wrażliwość i umiejętności zespołu predysponują go do nagrania płyty "bardzo dobrej", a nie jedynie "dobrze brzmiącej".

„Prosto” jest kolejną płytą w dyskografii grupy, z gatunku tych średnich. Obecny Kult nie jest zespołem, który jest w stanie nagrać płytę tak słabą jak „45/85” lub „Kaseta”, ale i nie jest w stanie wznieść się na artystyczne wyżyny by nagrać płytę na miarę choćby „Ostatecznego krachu...” lub „Mojego Wydafcy” (nie mówiąc już o "Spokojnie" czy "Tacie Kazika"). Dzisiejszy Kult to kapela, której siła tkwi w energii, profesjonalnym podejściu do grania świetnych koncertów, estradowej pasji Kazika i w donośnie brzmiących dęciakach. Dlatego zamiast narzekać na to, że nie będzie już drugiego „Spokojnie” warto delektować się kultowym brzmieniem, świetnie granymi koncertami i dawnymi numerami w nowych aranżacjach.

PROSTO I DŁUGO

Jak więc wygląda „Prosto? Na początek fajny, melodyjny „Teide”, który w wersji rozbudowanej mógłby być budującym napięcie wstępem podczas koncertów. Po nim przychodzi „Układ Zamknięty”, który mnie zachwyca jedynie pod względem mocnego, wyrazistego brzmienia. Nic ponadto. Potem czas na jeden z najmocniejszych punktów płyty: „Słowo twoje jest prawdą”. Piosenka w starym, dobrym kultowym stylu z tekstem będącym wołaniem o wiarę. Bardzo pozytywne. Potem czas na biesiadne „Dzisiaj jest mojej córki wesele”, które mam nadzieję, że dane mi będzie zatańczyć z córkami podczas ich zabaw weselnych. Po weselnej sielance przychodzi czas na najmocniejszy numer na płycie: tytułowe „Prosto”. Piosenka już doczekała się swoich fanów i okrzyknięta została koncertowym przebojem, podczas którego pod sceną robi się „rzeźnia” przeplatana z „masakrą”. W warstwie muzycznej rzeczywiście wgniata. Świetne narastające napięcie podczas wstępu dęciaków, wejście basu oraz mocna perkusja. Gorzej pod względem lirycznym. Co prawda do nastroju i muzyki pasuje tekst będący rodzajem manifestu i choć nie jestem przeciwnikiem dosadnej liryki (Biblia zawiera mocne określenia), to Kazikowy tekst ma w sobie zwyczajnie za dużo jadu i płycizny. W tym kontekście słynne już:  „Jestem Kazik, co po ulicach łazi” oraz Rankiem gdy wypadło mi oko z głowy / A nie stać mnie na oko nowe” jawią się jako psychodeliczne szczyty rockowej poezji. Następnie przychodzi kolejny rodzinny numer: „Dobrze być dziadkiem”, o tematyce chyba do tej pory nie poruszanej w muzyce rockowej. Jak się okazuje - być dziadkiem grającym rocka wcale nie musi być obciachem. 

Po tym początkowym pozytywnym uderzeniu następuje seria numerów, co do których przychodzi w końcu myśl: ‘Tego się właśnie obawiałem”. To odczucie zainaugurował numer „Dlaczego tak tu jest” i towarzyszyło mi ono do końca płyty. Od tego momentu niezły utwór przeplata się z numerem słabym (dzielę je na końcu recenzji). O ile niegdyś zapowiedź wielości utworów na płycie Kultu powodowała u mnie zadowolenie, wszak im więcej, tym większa szansa na wyłowienie kilku perełek; tak po przesłuchaniu „Prosto” po raz kolejny trudno oprzeć się myśli, że uszczuplenie płyty o 4-5 piosenek wyszłoby jej na dobre. Płyta bowiem jest całością, jedną opowieścią, podobnie jak książka: kilka nudnych rozdziałów, które odrywają od ciekawej fabuły działa na niekorzyść oceny całego dzieła. Numery na płycie podzieliłem na cztery kategorie. Oto one:

Numery wybitne: brak

Numery dobre:
- Słowo twoje jest prawdą
- Prosto
- Największa armia świata wzywa cię
- Bomba na parlament
- Nie chcę grać w reprezentacji
- Opowiadam się za miłością

Numery z szarej strefy:
- Dzisiaj jest mojej córki wesele
- Teide
- Układ zamknięty
- Dobrze być dziadkiem
- Życie jest piękne
- Moja myszko

Numery słabe:
- Dlaczego tak tu jest
- Mój mąż
- Modlitwa moja
- Zabiłem ministra finansów

Gdyby ostatnich czterech piosenek nie było, dałbym płycie 8/10, ale jako że są to 6/10.

Pierwszą część można przeczytać TUTAJ.

wtorek, 14 maja 2013

Prosta droga zespołu Kult cz.1.


13 maja ukazała się nowa, szesnasta już płyta grupy Kult pt. "Prosto". Od 24 lat (odkąd usłyszałem Arahję) jest to dla mnie najważniejszy i ulubiony zespół. Kult to w zasadzie już muzyczna legenda i co by nie mówić o obecnych dokonaniach zespołu, to wciąż jego muzyczną drogę obserwuję jak losy dobrego przyjaciela, który swego czasu mocno wpłynął na moje duchowe i światopoglądowe poszukiwania.

Dzisiejszy Kult do dawnego ma się tak, jak 40-letni Jan do 18-letniego Janka. W podstawowym sensie jest to ta sama osoba, a jednak jest kimś innym. Dzisiejszy Kult to pod pewnymi względami wciąż ten sam zespół, wciąż jego trzon tworzą ci sami ludzie: Kazik, Gruda, Morawiec i Jeżyk grający od lat te same, stare, kultowe evergreeny. Jednocześnie jest to zespół inny. Jest liczny, dziewięcioosobowy skład, nie ma w zespole waltorni Banana, która (obok klawiszy Grudy i tekstów Kazika) ukształtowała wyjątkowość tego zespołu, a samo granie nie jest już młodzieńczym „rajcunkiem”, lecz sposobem na utrzymanie i godziwą emeryturę. Inny jest także sposób tworzenia muzyki (ilość prób, więzi, odległość itp.).

Dawny Kult to pasja, kilka niezapomnianych płyt i dziesiątki standardów, które przetrwają pokolenia. Takie płyty jak „Spokojnie” czy „Tata Kazika” to dzieła wybitne, to muzyka, o której można śmiało powiedzieć, że zawiera w sobie piękno. Nie, nie mówię o subiektywnych gustach. Mówię o pięknie (Psalm 33:3). Te dwie płyty to dzieła kompletne, które na stałe zapisały się w kanonie polskiej muzyki. Natomiast dzisiejszy Kult to potężna, rozrywkowa machina grająca sprawne, energetyczne koncerty. Dawny Kult to młodzieńczy entuzjazm, wiara Kazika, odniesienia do Pisma Świętego, stylistyka łącząca różne wpływy i fascynacje muzyczne. Dzisiejszy Kult to profesjonalizm, perfekcja, ale i niestety... wyjałowienie jeśli chodzi o światopoglądowe poszukiwania, warstwę liryczną, a także (niestety) niezdolność do tworzenia rzeczy wybitnych (a takich zespół ma w repertuarze sporo).

Żyjemy w kulturze, w której narodowymi bohaterami są gwiazdy filmu czy muzyki. To właśnie sceniczni, samplujący bohaterowie z mikrofonem w ręku i luźnych ciuchach są współczesnymi prorokami, których wypowiedzi, twórczość, kształtują kulturę i są uważnie nasłuchiwane. Tak też jest od wielu lat z Kultem. Piosenki zespołu zna zarówno pokolenie moich rodziców, jak i moich dzieci. Siła oddziaływania muzyki rockowej jest dużo większa niż bycie politykiem opozycji minionej kadencji. Mikrofon sceniczny ma o wiele większą siłę oddziaływania na kształtowanie trendów w kulturze i życiu społecznym niż mikrofon akademicki lub konferencyjny.

Jeden z teologów reformowanych dr James B. Jordan napisał: „Większość ludzi uważa, że sztuka służy głównie celom dekoratywnym. Te zaś nigdy nie są tak ważne jak ekonomia, polityka, bądź religia. Jednak z biblijnej perspektywy sztuka znajduje się bardzo blisko jądra ludzkiej egzystencji. Wszechświat stworzony przez Boga jest dziełem sztuki Wielkiego Artysty, a ponieważ człowiek ma naśladować Stwórcę, to na pewno jednym z naszych przywilejów jest podglądanie twórczości Boga. Ponadto ponieważ wszystko jest dziełem Boga, dlatego wszystko w jakiś sposób odzwierciedla Jego osobowość. Podobnie jak muzyka Beethovena jest odbiciem osobowości kompozytora, a śpiew Elvisa Presleya mówi nam wiele o piosenkarzu” (Sztuka i zabawa cz.1, w: Reformacja w Polsce 3/2007, s.22).

W dzisiejszym Kulcie dbałość o piękno formy zastąpił funkcjonalizm, minimalizm w dobrze środków wyrazu. „Byle dobrze brzmiało, byle była energia na koncercie i dobry przepływ fluidów”. O Kazikowych tekstach z ostatnich piętnastu lat mógłbym napisać słowami dawnej piosenki zespołu pt. Posłuchaj to do ciebie: „Słuchałem cię uważnie, mówiłeś rzeczy ważne”. Dawne teksty rzeczywiście mówiły o czymś, co jest ważne i istotne bez względu na czas. Można się było z nimi nie zgadzać, ale na pewno nie można było przejść obojętnie lub wysunąć zarzut o wyśpiewywaniu banałów. Jeśli pojawiał się gdzieś groteskowy tekst, to był to sporadyczny, muzyczny żart. Natomiast takie piosenki jak Jeźdźcy, Po co wolność, Krew Boga, Do Ani, Tan, Polska, 6 lat później, czy poetycka Arahja nic nie  straciły na swojej aktualności. Tamten okres (od początku kariery do płyty „Ostateczny krach systemu korporacji”) nazywam „okresem wiary” w twórczości Kazika (i Kultu). Jego owocem są płyty, które przeszły do kanonu, a Kazik został ochrzczony mianem „rockowego poety”. Od tamtej pory teksty są coraz bardziej nihilistyczne, groteskowe, o niczym. Dzisiejszy Kult to nie tylko pozbawiona dawnej ikry, symbolizmu, poetyki - publicystyka. To publicystyka o rzeczach trywialnych, lub wręcz publicystyka stadionowa („Nienawidzę was z obu stron psie syny”, „Spier....ć tępi mądrale!). Mam wrażenie, że Kazik szczelnie odgrodził się od życia w realnym świecie, co w znaczący sposób odbija się na tematyce pisanych piosenek. 

Teksty z ostatniej płyty „Prosto” są zdominowane przez dwie tematyki: krytykę „urzędniczej i politycznej, szkodliwej klasy próżniaczej” (niestety w mało wyszukanym stylu) oraz opis osobistych doświadczeń weselno-dziadkowych. To ostatnie ma jednak swoje plusy. Rzadko kiedy na jednej płycie Kultu można znaleźć tak wiele tekstów o mimo wszystko pozytywnym wydźwięku (Słowo twoje jest prawdą, Dobrze być dziadkiem, Opowiadam się za miłością, Życie jest piękne, Dziś jest mojej córki wesele). To afirmacja życia, rodziny, pragnienie powrotu do wiary i wyraz radości, którą daje człowiekowi bycie częścią szczęśliwej wspólnoty ludzkiej. Ten rodzinny wątek w twórczości Kazika bardzo cenię, ponieważ jest jedną z nielicznych osób w polskim show-biznesie, która daje świadectwo radości i spełnienia z faktu posiadania rodziny, obecnie kilku-pokoleniowej. 

Oby sam Kazik umiał to docenić i przyjąć z wdzięcznością, bo na ile mieliśmy okazję się poznać i na ile znam Kazikowe koleje losu - w ścieżce, którą podąża widać Bożą przychylność, prowadzenie i dobroć wobec niego. Nawet jeśli niekiedy jest to droga przez wyboiste drogi i ciemne doliny (Psalm 23). Wciąż więc mam nadzieję na nowy "okres wiary" i kolejne wybitne dzieła na miarę starego, dobrego Kultu, który swego czasu pomógł mi odnaleźć drogę wiary i nadziei. Dziękuję za to. 

Drugą część wpisu można przeczytać TUTAJ.

PS. Na załączonym obrazku znajduje się skład Kultu od płyty "Tata Kazika" do "Ostateczny Krach Systemu Korporacji": Morawiec, Banan, Jeżyk, Gruda, Szczota, Kazik. Narysowałem go ołówkiem za pomocą kalki na podstawie zdjęć zespołu w jednym ze starych numerów magazynu "Tylko Rock" (rysunek znalazł się w książce "Kult Kazika"). Autografy zebrałem po koncercie Kultu w Koszalinie (w "Domku Kata"), 24 lutego 1996 r., na który w mrozie i śniegu wybrałem się autostopem z Gorzowa Wlkp. Niesamowity, jeden z najbardziej energetycznych koncertów Kultu, na których byłem. Dzień później na koncercie w Szczecinie (klub "Trans") zwichnąłem bark spadając z rąk tłumu. Skończyło się operacją, po której do dziś został mi ślad. W maju zaś była matura...  ;)

wtorek, 29 grudnia 2009

Kultura jest uzewnętrznieniem religii

Kultura i sztuka są w znaczniej mierze uzewnętrznieniem religii w danym społeczeństwie.

Jeśli uważasz się za osobę wierzącą i jednocześnie narzekasz na pesymizm, hedonizm, relatywizm moralny, kryzys rodziny i nihilizm obecne w naszej kulturze to pomyśl ile razy wypowiedziałeś zdanie, że Biblia nie jest podręcznikiem (i nie wypowiada się na temat) historii, biologii, edukacji, ekonomii, polityki i etyki.

piątek, 16 stycznia 2009

Hej, nie znasz się na Sztuce?!!

Tym razem coś o tzw. "sztuce współczesnej". Jakiś czas temu w Niemczech krytycy, historycy sztuki, koneserzy przez prawie miesiąc wynosili pod niebiosa ekspozycję dzieła nowoodkrytej, genialnej japonki. Po tym czasie organizator ekspozycji ujawnił, że autorem tych obrazów jest szympansica z frankfurckiego ZOO. Najwyraźniej w bardzo zaawansowanym stadium ewolucyjnego rozwoju. Kto wie czy nie była nawet owym mitycznym "przejściowym ogniwem"? :-)

Inny przykład: gdy podczas otwarcia bostońskego Muzeum Sztuki Współczesnej gromada ekspertów stała wianuszkiem wokół dużej "instalacji" z rur i desek, licytując się peanami gloryfikującymi "wspaniałe dzieło" - nadbiegł dyrektor i przeprosił, że robotnicy nie zdążyli usunąć murarskiego rusztowania (powyższe przykłady wzięte z książki W. Łysiaka pt. "Rzeczpospolta kłamców"). Prawdopodonie dyrektor, jako nie-ekspert, w swojej krótkowzroczności nie był w stanie ujrzeć oryginalnej surowości i artystycznej prostoty budowli
oraz piękna w kształtach deski i rury. Z pewnością eksperci sztuki wytłumaczyli prostemu człowieczynie na czym polega istota piękna zapierającego dech w piersiach.

Artystyczną wartość wielu dzieł sztuki współczesnej świetnie podsumował niemiecki krytyk G. Sello:

"W galeriach i muzeach walają się przedmioty zwane sztuką wyłącznie dlatego, że znajdują się tutaj, a nie gdzie indziej" :-)

Bóg kocha piękno. My również powinniśmy mieć w nim upodobanie. Dlatego uważajmy na muzealne "instalacje z rur i desek" i starannie wybierajmy miejsca (twórczego) spędzania wolnego czasu. Szkoda pieniędzy i czasu na dzieła "nowoodkrytej, genialnej japonki". :-)

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Chrześcijanie nie muszą obawiać się sztuki

"Chrześcijanie nie muszą obawiać się sztuki. Bóg chce, byśmy wiedli piękne życie i pomnażali piękno na Jego chwałę. Jak długo szukamy najpierw Królestwa Bożego, tak długo nie musimy obawiać się, że dobra literatura, sztuka lub muzyka odwiodą nas od Boga". - James B. Jordan

sobota, 3 stycznia 2009

Czy istnieje piękno?

Obecnie nierzadko można usłyszeć stwierdzenie, że pojmowanie sztuki (muzyki, malarstwa, filmu, architektury...) należy wyłącznie do indywidualnych, subiektywnych odczuć i gustów, a o gustach rzekomo się nie dyskutuje.

Tymczasem Pismo Św. wiele razy opisuje np. kobiety, pewne miejsca, przyrodę lub przedmioty (dzieła sztuki) - (obiektywnie) pięknymi. Gdyby ktokolwiek nazwał Sarę, Tamar lub Rebekę kobietą „brzydką” – myliłby się wypowiadając opinię odmienną od Boga. Nawet gdyby powoływał się na swój gust (nawiasem mówiąc, która kobieta nie chciałaby być nazwana piękną przez Duch Świętego?). Podobnie możemy powiedzieć o muzyce, malarstwie i szeroko pojętej sztuce. Zdarza się, że ludziom podoba się brzydota (np. wygląd Marylina Mansona, muzyka black-metalowa, pogańskie bóstwa, czy wiele współczesnych jałowych filmów). Biblia jednak uczy, że istnieją pewne standardy piękna (np. 2 Samuela 13:1; Psalmów 122:3; Daniela 4:21; Pieśń nad Pieśniami 7:1 Ezdrasza 8:27).

Mój przyjaciel - pastor (i prawnik) Andrzej Polaszek z Poznania podejmując się próby zdefiniowania piękna napisał ciekawie na swoim blogu:

"Czym jest piękno? Harmonią i proporcją. Ludzie (zwłaszcza kobiety), którzy odczuwają deficyt piękna w sobie samych często narzekają na to, co „za duże”, lub „za małe”, słowem, pozbawione proporcji: nos, uszy, biust, usta - cokolwiek. Piękno to właściwe proporcje. Harmonia kształtów, barw, zapachów i dźwięków. Wszystko na swoim miejscu."

wtorek, 18 marca 2008

Sprawiedliwość poucza Sędziów

Cytat z doskonałej książki teologa i filozofa chrześcijańskiego Francisa Schaeffera pt. "Dokąd?".
Tym, którzy nie czytali gorąco polecam tą pozycję.

"Drugą konsekwencją rozdzielenia (wiary i rozumu - dop. PB) jest pozbawienie dostatecznej podstawy dla prawa. Cały system prawny Reformacji opierał się na tym, że uznawano fakt, iż Bóg objawił coś konkretnego i realnego, sięgającego aż do najdalszych zakamarków codzienenego życia. W Lozannie, w gmachu starego szwajcarskiego Sądu Najwyższego znajduje się przepiękny obraz pędzla Pawła Roberta. Jest zatytułowany "Sprawiedliwość poucza Sędziów". Obraz ten jest namalowny na ścianie - a na pierwszym planie tego wielkiego malowidła widać wiele ludzi idących do sądu: mąż przeciw żonie, architekt przeciw budowniczemu itd. A w jaki sposób mają wydawać w ich sprawach wyroki sędziowie? Oto, w jaki sposób dzieje się to w kraju Reformacji - mówi Paweł Robert. Namalował postać Sprawiedliwości jako wskazującą swoim mieczem na księgę, na której napisnae są słowa "Prawo Boże". Dla człowieka Reformacji istniała podstawa dla prawa. Ale nowoczesny człowiek nie tylko odrzucił chrześcijańską teologię, ale i możliwość istnienia tego, co nasi przodkowie uważali za fundament moralności i prawa".

Francis Schaeffer, Dokąd?, Warszawa 1973, s. 112.

poniedziałek, 17 marca 2008

Teatr i liturgia

W sobotę po raz pierwszy mieliśmy okazję być z Jolą na przedstawieniu ("Footloose - wrzuć luz!") w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Przyznam, że byłem pod wielkim wrażeniem rozmachu spektaklu, grą aktorską, precyzją w wykonaniu układów tanecznych, muzyką i pomysłową scenografią.

Zastanawiałem się dlaczego największy zachwyt budziły u mnie i wśród widowni zsynchronizowane układy taneczne i głośny śpiew z udziałem kilkudziesięciu aktorów. Odpowiedź znalazłem w... liturgii.

Człowiek tęskni za pięknem liturgii. Niebiańskie nabożeństwo opisane w Księdze Objawienia ma w sobie aspekt teatralnego przedstwiania w którym zangażowani aktorzy (święci, aniołowie, cheruby...) w jednomyślny sposób, jednocześnie wykonują pewne gesty głośno śpiewając znaną wszystkim pieśń uwielbienia.

Nabożeństwo jest więc przedstawieniem odgrywanym przd Bożym obliczem. Może być odgrywane byle jak, w nieprzygotowany i niezorganizowany sposób, lecz wciąż jest liturgiczną sztuką przed Najwyższym Widzem i Reżyserem. Może również być odgrywane głośno, jednomyślnie i w piękny sposób, lecz nieszczerze, bez włożonego w gesty i słowa serca .

W kontekście nabożenstwa każdy spośród chrześcijan bioracych w nich udział jest aktorem, który ma wpływ na piękno i wygląd liturgii. Jeśli każdy z nas poważnie potraktuje swoją rolę i odpowiedzialność wówczas nabożeństwa będą przepełnione biblijnymi schematami oraz piekną liturgią, która poruszy ściany.

A swoją drogą zachęcam do obejrzenia FOOTLOOSE w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Niezapomniane wrażenie.